piątek, 30 października 2015

Rozdział osiemnasty




Rozdział nie był sprawdzany.

* * *

Jett. Na samo jego imię poczuł się tak jakby ktoś przyłożył mu w twarz, jakby dostał pięścią prosto w szczękę i nie mógł nikomu za to oddać. Był zły, tak bardzo wkurzony, że nie zauważył nawet momentu, w którym zrobił ogromny krok w tył oddalając się od Arleen patrzącej na niego wielkimi oczami.
- Ty... dobrze go znasz? - zapytała cicho. Justin wpatrywał się w jej zniszczone tenisówki przez krótką chwilę, a potem kiwnął lekko głową. Co miał jej powiedzieć? Że to jego wina? Że przez jego nie załatwione sprawy, przez jego błędy prawie umarła?
- Ten pieprzony idiota! - wybuchnął nagle. Wyrzucił ręce w górę, a potem zacisnął usta w prostą linię i potrząsnął energicznie głową, kiedy z jego ust wypadały kolejne przekleństwa. Arleen od razu spróbowała dosięgnąć go swoimi chudymi rękoma, ale jej opuszki palców jedynie musnęły jego koszulkę.
Słyszał w myślach głos, który nieustannie powtarzał "to twoja wina, to twoja wina, to twoja wina". Wyrzuty sumienia po raz kolejny zaczynały w nim narastać powodując dziwny ból. Doskonale wiedział dlaczego Jett zrobił to co zrobił, ale kiedy poznał go cztery lata temu nie wpadł na to, że jego domniemany przyjaciel jest po prostu potworem.
- Zrobił to przeze mnie - powiedział głosem przepełnionym wstydem. - To moja wina Arleen i tak strasznie przepraszam, gdybym wiedział, że...
Urwał. Co miał jej powiedzieć? Że gdyby wiedział o tym, że Jett posunie się do czegoś takiego nigdy nie pozwoliłby jej wejść do swojego domu? Że gdyby wiedział wcześniej sam poderżnąłby mu gardło? Nawet nie potrafił na nią spojrzeć i tym razem nie dlatego, że bał się tego, że jego serce zmięknie na widok dużych, załzawionych oczu, a dlatego, że tym razem te łzy w stu procentach były spowodowane jego nieostrożnością, jego obojętnością.
- To nieprawda.
Jej głos jest cichy, ale pewny. Arleen mówi tak, jakby nie istniał na świecie argument, którego Justin mógłby użyć i przekonać jej, że to on ma rację. Owszem, to nie on próbował ją utopić, to nie on poraził ją prądem i to nie on niemal obciął jej palec, ale mimo to - to była jego wina.
- Próbowałeś mnie uratować - kontynuowała przesuwając się ku niemu. - Więc nie mów tak.
- Nie rozumiesz - przerwał jej, a kiedy stanęła już przed nim znowu cofnął się do tyłu. Próbował być chłodny, próbował zbudować pomiędzy nimi ogromny mur i odciąć się od tych negatywnych emocji. Jego skronie pulsowały. Próbował skupić spojrzenie na trawie, na kamieniach, na swoich spodniach, na czymkolwiek byleby nie patrzeć na Arleen. Tak strasznie bał się zobaczyć na jej twarzy zawód, że wolał udawać, że w ogóle jej nie widzi, ani nie dostrzega jej usilnej próby zbliżenia się.
- Obiecałeś.
Zaschło mu w ustach. Kołnierzyk koszulki zaczął nagle uwierać jego gardło. Zimny dreszcz wstrząsnął jego ciałem. Rozluźnił palce i potarł dłońmi policzki. Składanie obietnic przychodziło mu łatwo, ale to z ich dotrzymaniem miał problem. Wiedział, że nie powinien tego robić, ale w końcu przeniósł spojrzenie z kamienia w kształcie półksiężyca i skupił wzrok na niej. Arleen nie płakała, wielkie łzy nie błyszczały w jej oczach, ale biła od nich taka przenikliwość jakby chciała wedrzeć się do jego duszy. Nie potrafił jej odpowiedzieć, więc tylko obserwował jak zaczyna się niecierpliwić. Ku jego zaskoczeniu szatynka nagle naparła dłońmi na jego klatkę piersiową odpychając go od siebie. To wystarczyło, by niemal stracił równowagę.
- Idź - powiedziała szorstko. - Próbował mnie zabić tylko przez to, że cię znam! - dodała podniesionym tonem. - Jestem ciekawa co zrobi z tobą!
Niemal krzyczała. Głos miała przepełniony złością, pretensjami i żalem. Była zła na siebie za swoją upartość, na niego za to, że w ogóle nie myślał i ponownie na Boga, bo przyszykował dla niej taki los. Wcale nie chciało się jej płakać, nie planowała też chować się w czterech ścianach i znowu odcinać się od wszystkich. Po prostu chciała już zrozumieć - dlaczego? Dlaczego ona? I dlaczego Justin był tak strasznie nieostrożny, gwałtowny i porywczy?
- Arleen.
- Zamknij się - warknęła. - Kupię ci piękny wieniec na pogrzeb, obiecuję.
- Co ty do cholery wygadujesz? Słyszysz to co wychodzi z twoich ust?
- Justin - powiedziała takim samym tonem jak on wcześniej. - Więc chcesz mi powiedzieć, że wcale nie planujesz teraz wsiąść do swojego głupiego auta i pojechać do niego? Nie planujesz się z nim spotkać tylko po to, by obić mu pysk?
Miała rację. Planował to, planował wydłużyć każdą sekundę jego cierpienia w nieskończoność. Jego usta ponownie pozostały zamknięte. Nie było sensu zaprzeczać czy kłamać.
- Dopiero co obiecałeś mi, że mnie nie zostawisz - westchnęła ciężko. Zmrużyła oczy. - Pamiętasz? Sekundę po tym jak powiedziałam ci jak ma na imię próbujesz mnie odepchnąć, a teraz jeszcze chcesz pójść prosto do niego. Proszę cię, zacznij myśleć.
- To nieprawda - wymamrotał i ponownie zaczął przyglądać się jej tenisówką.
- Wiesz jak to się skończy?
- Tragicznie? A może moim triumfem? - zapytał na głos wzruszając ramionami. - Jedyne co wiem to, to że zasługuje na ukaranie.
- Więc sam zamierzasz wymierzać sprawiedliwość? - Uniosła brwi patrząc na niego z niedowierzaniem. - Naprawdę znowu chcesz mnie tu zostawić? Samą?
- Wiem do czego zmierzasz Arleen, ale to impuls. Muszę coś zrobić, bo inaczej oszaleję.
- Myślisz, że J... - jego imię nie chciało już po raz drugi wyjść z jej ust. Samo myślenie o nim w takich ilościach działała na nią okropnie. Zerknęła w bok i przełknęła ogromną kulę w gardle. - Że... on nie wrócił do miasta? Minęło tyle dni, że na pewno zdążył się zorientować, że go okłamałam. Kto wie, może właśnie nas obserwuje.
Oblizał usta. Arleen miała problemy z wymienieniem jego imienia, więc dlaczego nie chciała, by ktoś się tym zajął porządnie? To byłoby wyrównanie rachunków, oczywiście nie ostateczne, ale Justin czuł, że zmasakrowanie czyjejś twarzy mogłoby mu przynieść ulgę. I nie mówił tu o kilku siniakach, które wciąż znajdowały się na buzi Spike'a.
- Gdzie go wysłałaś?
Arleen zatrzepotała rzęsami.
- Do Minnesoty - odparła. - Nie wiem czemu tak łatwo w to uwierzył, nie podałam mu nawet nazwy miasta. Powiedziałam tylko, że masz tam jakieś sprawy do załatwienia.
Justin dotknął kciukiem dolnej wargi i lekko przygryzł jego skórę. Lewą ręką podrapał czubek głowy i zerknął na Arleen. Nogi lekko mu zmiękły, a po kręgosłupie przeszedł dreszcz. Zrobił się dziwnie nerwowy.
- Skąd wiesz? - zapytał tak cicho, że Arleen ledwo go usłyszała. - Ktoś ci powiedział?
Szatynka zmarszczyła brwi.
- Co?
- Minnesota, pytam skąd o niej wiesz?
- Jest na każdej miejscowej mapie? - odparła niepewnie wzruszając ramionami. - Nie wiem o co ci znowu chodzi, to pierwsze co wpadło mi wtedy do głowy.
Patrzyła na niego zaciekawiona. Czy to oznaczało, że Justin naprawdę miał jakieś nierozwiązane sprawy w Minnesocie i tylko dlatego Jett dał jej spokój? Uchyliła usta.
- Poczekaj - westchnęła. - Co miałeś na myśli mówiąc, że to twoja wina?
Ogarnęło ją przerażenie, że Justin może być zupełnie kimś innym.
- Możemy wejść do środka?
Arleen nie zdążyła nawet odpowiedzieć, bo szatyn już szedł w stronę budynku zostawiając ją za sobą. Patrzyła na jego oddalającą się sylwetkę ze zmarszczonymi brwiami. Nie rozumiała tego co właśnie się stało.

*

Siedziała na sofie z dłońmi ułożonymi na posiniaczonych kolanach. Minęło tyle dni, a jej skóra wciąż była lekko fioletowa lub żółtawa w niektórych miejscach. Wpatrywała się w ekran matowego telewizora czując jak słodki zapach gorącego kakao łaskocze lekko jej nos. Nie miała na nie ochoty, ale Justin i tak spędził piętnaście minut w kuchni zostawiają ją samą. Może próbował zmyślić na szybko jakąś historyjkę?
Siedział po drugiej stronie opierając łokcie o niski stolik. Jego lewa dłoń pozostawała zawinięta w pięść. Przytrzymywał ją przy ustach, a jego stopa uderzała o podłogę wystukując jakiś rytm. Arleen przyglądała mu się z uwagą. Po raz pierwszy widziała takie skupienie na jego twarzy.
- Justin, długo będziesz tak jeszcze siedział czy w końcu coś jej powiesz? - zapytał Ryan, który też był obecny w salonie.
- Przepraszam - wymamrotał zamykając oczy.
Nie mógł się skupić przez to, że wiedział jak bardzo Arleen cierpiała.
Ryan przewrócił oczami.
- Słuchaj Arleen - zaczął brunet. - Jett jest naszym wspólnym znajomym, poznaliśmy go jakieś... cztery, może już nawet pięć lat temu. Na początku chodziliśmy razem na imprezy, pierwszy raz paliliśmy i byliśmy po prostu... jakby to ująć? Zbuntowani. Wiesz co mam na myśli?
Dziewczyna kiwnęła głową.
- Sytuacja zaczęła się komplikować, bo każdy z nas ma swój temperament, a Jett zawsze lubił się rządzić i miał dużo różnych kontaktów. Sytuacja pomiędzy nami zaczęła się psuć. Głównie dlatego, że mieliśmy różne ambicje.
- Więc... jesteście tymi złymi?
Ryan pozwolił sobie na chwilę chichotu.
- Nie mordujemy za pieniądze, nie handlujemy ludźmi i nie kradniemy.
- Ale robiliście to?
Jej zielone oczy skakały od Justina do Ryana. Była tak zaciekawiona i zainteresowana nowymi informacjami, że nie mogła się doczekać tego co będzie dalej. Brunet nerwowo uderzył dłonią we własne udo, a od ścian odbił się głuchy odgłos klaśnięcia.
- Kradliśmy, bo nie mieliśmy nic do jedzenia - powiedział. - Może powinienem się źle czuć przez to, ale robiłem co musiałem żebyśmy mogli przeżyć.
Arleen starała się ich nie oceniać. Próbowała sobie wmówić, że kradzież w takim przypadku może być usprawiedliwiona, ale w głębi duszy wiedziała, że nawet głód nie jest dobrym argumentem.
- Więc... - zaczęła. - Chcesz mi powiedzieć, że...?
- Że pożyczyliśmy od Jetta mnóstwo gotówki - wtrącił w końcu Justin. - Nie wiem skąd ją miał, ale było jej pełno, więc kiedy Ryan przepuścił całą swoją część ja zacząłem inwestować. W ten dom, w chłopaków... Nie jestem taki zły, przysięgam.
Arleen usłyszała jakby coś kliknęło w jej głowie. Nagle zrozumiała czego Justin i Ryan tak często spędzali czas w garażu przy różnych samochodach. Naprawiali je i w ten sposób zarabiali pieniądze.
- Jakiś czas temu minął termin zapłaty, a my po prostu nie mamy jak mu tego oddać.
- Ile?
Arleen zauważyła jak wymieniają pomiędzy sobą spojrzenia.
- To bez znaczenia.
- Nie rozumiem - westchnęła. - Czemu musieliście kraść żeby jeść? A wasi rodzice?
- Uciekłem z domu - odparł Justin zwyczajnym tonem. Brzmiał tak jakby mówił o pogodzie.
- Dlaczego? - zapytała odwracając się w jego stronę. Na czole miała zmarszczki, a jej usta lekko się rozchyliły.
- Po pierwsze byłem młody i głupi, a po drugie nie mogłem znieść mojego wiecznie zaćpanego brata i rodziców, którzy mimo wszystko zawsze go faworyzowali. Ale hej, mam ten dom, mam przyjaciół i mam ciebie, więc nie jest źle.
Arleen złożyła ręce jak do modlitwy. Przez moment wpatrywała się w szklankę ze słodkim napojem, a potem znowu spojrzała na nich.
- Kiedy minął ten... termin zapłaty?
- Półtorej roku temu, tak myślę - odparł Ryan po chwili namysłu. - Czemu pytasz?
Arleen czuła, że wszystkie informacje, chociaż ogólnikowe zaczynają tworzyć jeden wspólny obraz w głowie. Z jakiegoś powodu przypomniał się jej dzień, kiedy przyszedł do niej wesoły Blade mówiąc, że ma pieniądze na wspólne mieszkanie. Ale to było dwa lata temu i nigdy nie przyznał skąd je wziął. Nie powiedział jej nic o ich pochodzeniu. Dotknęła czubka swojego nosa.
- Piegusko?
Szatynka nawet nie drgnęła. Znali Blade'a, więc czy to możliwe, by...
- Dlaczego nie możecie go spłacić? Przecież zarabiacie na tej swojej naprawie samochodów.
- Ten dług ciągle rośnie. Ja osobiście uważam, że Jett czerpie chorą satysfakcję z tego znęcania się nad nami, ale nie rozumiem czemu teraz tak zareagował. Zawsze wiedziałem, że jest popieprzony, ale że aż tak? - Ryan pokręcił głową. - Tego się nie spodziewałem.
Arleen pociągnęła za końcówki swoich włosów.
- Kupiliście dom, zainwestowaliście w to swoje naprawianie samochodów, na którym ciągle zarabiacie. Reszta chłopaków na pewno też wam pomaga, więc jakim cudem...?
Justin cały czas na nią patrzył. Była tak bardzo ciekawska, tak podejrzliwa jak nigdy wcześniej, więc wiedział już, że coś siedzi w jej głowie, ale nie jest pewna czy powinna powiedzieć to na głos.
- Pojawiła się pewna komplikacja.
- Arleen powiedz wprost o co ci chodzi.
- Pożyczyliście komuś część tych pieniędzy? - zapytała cicho obserwując ich dokładnie, chcąc wypatrzeć nawet najmniejszą zmianę w ich zachowaniu. - Komuś takiemu jak... Blade?
- O czym ty do cholery myślisz? - wycedził Justin zaciskając zęby. Nie mógł uwierzyć, że Arleen naprawdę wpadła na coś takiego. - Powiedz mi, że się przesłyszałem i wcale nie sugerujesz, że zabiłem twojego brata dla czegoś takiego!
- Nie powiedziałam tego. Zapytałam.
- Justin spokojnie - mruknął Ryan. - Nic mu nie pożyczaliśmy.
Szatyn zamknął oczy. Wiedział, że jego przyjaciel ma rację i musi się opanować. Ale kiedy czuł się oskarżany zawsze reagował agresją.
- Nie istnieje coś takiego jak wystarczająca ilość pieniędzy. Każdy człowiek zawsze pragnie więcej i więcej - mówił cicho, ale Arleen doskonale go słyszała. - Jett ma takie podejście. Jesteśmy ludźmi i niektórzy uważają, że pieniądze są najważniejszą rzeczą na świecie. Jeszcze nie zauważyłaś, że one przynoszą szczęście? Ulgę? Wygodę? Bezpieczeństwo? Można za nie dostać wszystko.
Arleen skrzywiła się na jego słowa. Nie spodziewała się, że Justin jest takim materialistą. Spojrzała na opatrunek na czubku palca i zaczęła się zastanawiać, czy naprawdę kawałek jej ciała był wart jakiejkolwiek sumy?
- Skąd wiedział o mnie? - zapytała ignorując to co powiedział szatyn. Nie chciała się z nim teraz wykłócać o ich osobiste podejście do życia.
Justin nie potrafił odpowiedzieć na to pytanie, Ryan również. Popatrzyli znów na siebie i nic nie powiedzieli.
- Zapomniałem, że kolejny termin minął - przyznał Justin. - Ale naprawdę nie wiem jak, ani skąd dowiedział się o tobie.
Jett nie pojawiał się w tej okolicy i dlatego Justin celowo wybrał tę okolicę Stratford. Nie miał kontaktu z Thomasem, Ryanem, Colinem, Spikem czy kimkolwiek innym, więc kto mu powiedział? Na samą myśl o tym, że ktoś go zdradził zaschło mu w gardle, a ręce zaczęły dygotać. Musiał im ufać, musiał wierzyć, że ma w nich stu procentowe oparcie mimo wszystkich sprzeczek. Ale ktoś musiał mu donieść, ktoś musiał mu powiedzieć.  Zupełnie zapomniał, że to ci, których mamy najbliżej ranią najbardziej.
- Arleen kupiła ci mnóstwo czasu Justin - odezwał się Ryan. - Jett nie wróci zbyt szybko. Będzie szukał dopóki się nie zorientuje, że cię nie ma. A jak to się stanie na pewno odezwie się osobiście.
- To takie naiwne - mruknął. - Jak długo tam jeszcze będzie? Tydzień? Dwa?
- Dobrze wiesz, że nie wyjedzie dopóki sam się nie przekona, że cię nie ma. Sprawdzi każdy kąt, każde miejsce osobiście. Więc może skupmy się na tym co mamy teraz, a są wakacje i powinniśmy to wykorzystać.
- Czyli to wszystko? - zapytała. - Wy uciekliście z domu, spotkaliście go i trzymaliście się razem, a potem wzięliście od niego pieniądze i przez to próbował mnie zabić? Czy zdajecie sobie sprawę z tego jak porąbanie to brzmi?
Justin spojrzał na Ryana i uśmiechnął się głupkowato.
- Może ktoś kiedyś nakręci o nas film.
- O nie - jęknęła Arleen. - To będzie jeszcze nudniejsze od Gwiezdnych Wojen.
Justin wywrócił oczami.
- Zamknij się i pij kakao, bo już jest zimne.
Arleen chciała zadać im jeszcze więcej pytań, ale uznała, że kiedy przeszli w tryb żartów ich rozmowa po prostu została celowo przerwana. Może nie chcieli mówić zbyt dużo za jednym razem? Teraz chociaż wiedziała kim mniej więcej był Jett, ale myśl o tym, że był kiedyś blisko Justina wywoływała u niej nieprzyjemne skurcze. Jak mogła ufać szatynowi? Co jeśli ma jakąś umowę ze swoim dawnym kumplem, a ona jest po prostu wykorzystywana do jakiegoś celu? Potrząsnęła głową. To było idiotyczne. Justinowi na niej zależało, bo w przeciwnym razie nie przejmowałby się tym wszystkim, aż tak bardzo. I na tym szatynka postanowiła się skupić.

*

Dwa dni później Arleen starała się już nie rozpamiętywać Jetta, nie myśleć o tym, że codziennie musi zmieniać opatrunek i, że nie ma już niczego do czytania, a Spike nie ma żadnej książki, która byłaby warta polecenia. Było późne popołudnie, kiedy zeszła na dół. Bez słowa wyminęła chłopaków, którzy nawet nie obdarzyli jej jednym spojrzeniem, a następnie otworzyła drzwi prowadzące do garażu. Zobaczyła Justina, który zaglądał pod maskę samochodu. Ręce miał całe w smarze, a na czole ciemną, brudną plamę, którą wcześniej rozmazał. Z kieszeni jego nisko zawieszonych spodni wystawały klucze i jakieś narzędzia. Szatynka ruszyła w jego stronę dostrzegając, że chłopak kiwa się lekko na boki nucąc pod nosem jakąś melodię. Po chwili otworzył usta i śpiewał cicho pod nosem.
- Alouette, gentille Alouette. Alouette, je te plumerai. Alouette, gentille Alouette. Alouette, je te plumerai - zaczął śpiewać dużo głośniej dostrzegając Arleen. Uśmiechał się szeroko bujając się coraz bardziej. - Je te plumerai la tête, je te plumerai la tête, et la tête, et la tête, Alouette, Alouette...
Ale coś było nie tak. Arleen przechyliła na bok głowę, nie powiedziała absolutnie nic, a jej usta nie wygięły się nawet w półuśmiechu. Stała z zamyśloną miną przysłuchując się piosence, którą śpiewał. Było w niej coś dziwnego.
- Hej? Co jest skowronku? - zapytał Justin. - Nie lubisz francuskiego?
Arleen zatrzepotała rzęsami.
- Myślę, że znam tę piosenkę.
- Oczywiście, że ją znasz - odparł spokojnie uśmiechając się. - Każdy kto chodził kiedyś do szkoły ją zna. Dzieci uczą się jej w przedszkolu - dodał.
- Ty też się jej tam nauczyłeś?
- Tak.
Arleen wzruszyła ramionami i usiadła na stołku obok biurka, gdzie leżało mnóstwo narzędzi i kabli.
- Mogę z tobą zostać? - zapytała. - Nie chcę być sama.
Pokiwał głową wciąż się uśmiechając.
Siedziała na swoim miejscu obserwując jego pracę. Patrzyła na brudne dłonie Justina, które lepiły się od smaru i na skupienie wymalowane na jego twarzy. Małe kropelki potu pojawiły się na jego czole, kiedy drżącymi palcami próbował przykręcić malutką śrubkę. Arleen uśmiechnęła się do siebie. Miło było wiedzieć, że Justin ma jakieś spokojne zajęcie, że jest coś co lubi robić i w czym jest dobry. Machała nogami patrząc na jego mięśnie, przyglądając się każdemu najmniejszemu szczegółowi.
- Hej Piegusko - zwrócił się do niej. Szatynka poczuła rumieńce oblewające jej policzki. Jakby przyglądanie się mu było czymś nielegalnym, a on właśnie przyłapał ją na gorącym uczynku.
- Tak? - zapytała niewinnym głosem.
- Możesz mi trochę pomóc? Chcę to skończyć dzisiaj, a Ryan jeszcze nie wrócił.
- Ale... nie znam się na tym.
- No chodź tutaj marudo - powiedział śmiejąc się. - To bardzo proste. Musisz tylko przytrzymać kilka rzeczy.
Wstając z drewnianego stołka pośpiesznie wytarła dłonie w swoje spodenki. Wolnym krokiem ruszyła w stronę Justina. Mogłaby przywyknąć do spokojnego spędzania czasu w jego towarzystwie.
Justin nagle przestał się zastanawiać nad tym jakiego klucza powinien użyć. Zdążył zapomnieć co zepsuło się w tym samochodzie. Wszystkie jego myśli skupiły się na Arleen. Na jej szczupłych nogach, na krótkich szortach, które miała na sobie, na biodrach, na łańcuszku, który dostała dzień wcześniej od Spike'a. Była cudowna. Tak zwyczajnie piękna jak poranki wiosną i jak zachody słońca latem. Wszyscy mogą je zobaczyć, ale nie każdy korzysta z okazji, by się nimi pozachwycać. Zaraz po tym, gdy stanęła na przeciwko niego ujął jej twarz.
- Co robisz? - zapytała trzepocząc rzęsami. - Jesteś brudny Justin! Fuuuj! - zawołała marszcząc przy tym nos, kiedy kciukami potarł jej policzki.
- Mogę się pocałować?
- Co?
Zaskoczona jego pytaniem uchyliła usta.
- Słyszałaś. Mogę? Nie chcę robić niczego wbrew tobie.
Skinęła lekko, leciutko głową, a Justin przysunął się jeszcze bliżej. Arleen zdążyła nabrać tchu, kiedy ich usta w końcu się zetknęły. Z początku wolny, delikatny pocałunek zaczął stopniowo zmieniać się w coś zupełnie innego. Jakby Justin chciał czegoś więcej, jego gorące wargi naparły na jej usta znacznie mocniej. Jego palce muskały jej twarz, a ręce Arleen zawisły na jego szyi. Nie mogła się skupić, czuła, że zaczyna jej brakować tchu, ale nawet taki szczegół umknął jej w tej sytuacji. Przez chwilę nawet nie zorientowała się, że i ona całuje go równie łapczywie. Ich twarze płonęły. Długie ciemne włosy Arleen muskały jego skórę. Smakowała słodkimi malinami, które jadła wcześniej i pachniała płynem do płukania.
Justin oderwał się od niej pierwszy. Oddychał głośno patrząc na nią błyszczącymi oczami.
- Tak powinno to wyglądać za pierwszym razem.
Nagle usłyszeli znaczący kaszel gdzieś za sobą. Arleen gwałtownie cofnęła się do tyłu i zagryzła usta czując, że jej policzki płoną. Thomas opierał się o framugę drzwi z cwaną miną.
- Thomas - mruknął. - Jakiś problem?
- Co tu robiliście? - zapytał poruszają brwiami. Podszedł bliżej, a uśmiech nie schodził mu z twarzy.
- O czym mówisz?
- Justin nie udawaj głupiego.
- Więc jednak wy? Razem?
Arleen zaczęła odnosić wrażenie, że jego brwi zaraz odlecą.
- Co ty wymyślasz?
- Justin masz ślady szminki na ustach.
Szatyn natychmiast zaczął pocierać wargi dłonią robiąc przy tym ogromne oczy.
- Kretynie, nie zauważyłeś jeszcze, że Arleen się nie maluje? - zapytał Thomas wybuchając śmiechem.
Justin po raz pierwszy od wielu lat poczuł, że się rumieni.
- Jezu, jesteś okropny. Czego chcesz?
- Twój telefon ciągle dzwoni Arleen - oznajmił. - Ładnie razem wyglądacie.
Szatyn przewrócił oczami i podszedł do Thomasa z groźną miną. Arleen nie usłyszała tego co mu powiedział, ale chłopak jedynie zaśmiał się krótko, spojrzał na nią i wyszedł bez kolejnych komentarzy.
- Może powinnaś sprawdzić swój telefon?
- Wolę zostać z tobą.
Justin nie potrafił powstrzymać kącików ust, które same uniosły się w górę.
- Wiesz, że lubię kiedy spędzamy razem czas? - zapytał.
- Dlaczego?
- Bo zawsze sprawiasz, że mój dzień jest lepszy.
Arleen zagryzła usta i wyciągnęła do niego ręce.
- Nie przytulę cię.
- Ale Justin!
- Muszę wrócić do pracy Piegusko, a wiem, że to nie skończy się dobrze jeśli teraz się do ciebie przytulę. Wiesz jak ciężko jest się od ciebie oderwać? Udusiłbym się całując cię.
Arleen powstrzymała wybuch śmiechu i zrobiła obrażoną minę. Skrzyżowała ręce na piersi patrząc na niego wielkimi oczami. Justin westchnął krótko, a następnie pochylił się i pocałował jej policzek.
- A teraz może mi pomożesz, co?

*

Ich śmiech niósł się po całym domu. Arleen próbowała uciec od Justina, który atakował ją trzymając poduszkę nad głową. Byli jak dzieci. Myśli dotyczące Jetta i całego syfu, który ich spotkał zupełnie zniknęły. Działali na siebie jak narkotyki, lekko ogłupiały i dawały swobodę.
Arleen schyliła się sekundę po tym jak Justin rzucił poduszką przez co ta wylądowała na podłodze. Sama zaraz zamachnęła się i rzuciła w niego małym jasiem, który uderzył go prosto w nos. Parsknęła śmiechem widząc jego zdezorientowaną minę.
- Nie żyjesz - powiedział.
Dziewczyna cofnęła się do tyłu wciąż chichocząc.
- Arleen! - zawołał z góry Colin. - Twój telefon znowu dzwoni! Odbierz go do cholery!
- No idź, może to twój chłopak.
- Mój chłopak jest w Europie - odparła zupełnie poważnym tonem, a mina Justina po raz kolejny uległa zmianie. Wyglądał na zaskoczonego.
- Masz... chłopaka?
- Jest w trasie koncertowej, to ciężki związek.
- Niech zgadnę, nawet nie wie o twoim istn...
- Nie mów tak! - krzyknęła podbiegając do niego. Wciąż lekko kuśtykała, ale dość szybko znalazła się tuż przed Justinem i zatkała mu usta dłonią.
- Jesteś walnięta - stwierdził i szybko pocałował ją w policzek. Arleen dotknęła miejsca, w którym przed chwilą były jego usta. - To moja nagroda, a teraz idź sprawdź co z tym telefonem.
- Jesteście obrzydliwie słodcy, fuj - jęknął Thomas, który po raz kolejny przerwał ich wspólny, bardzo ważny moment tego dnia.
Arleen wzruszyła ramionami i wspierając się o ramię Justina sama pocałowała jego policzek, a potem szybko powędrowała w stronę schodów.
- Czemu twój jedyny talent to pojawianie się w nieodpowiednim momencie?
- Skoro nie chcesz, by wszyscy o was już teraz wiedzieli powinieneś zacząć uważać.
- Nie umiem się powstrzymać, uwielbiam jej śmiech.
- Zakochałeś się? - zapytał Thomas chowając dłonie do kieszeni. Justin skrzywił się na te słowa i pokręcił głową. Lubił Arleen, ale zdecydowanie nie był w niej zakochany.
Kiedy po dziesięciu minutach Arleen wciąż nie wróciła na dół szatyn poczuł, że skończyła mu się cierpliwość. Wbiegł po schodach na dół i od razu wszedł do pokoju. Arleen stała przy oknie okropnie blada, pocierała policzki zimnymi palcami i zaciskała usta. Spojrzała na chłopaka kręcąc głową, a on poczuł, że cała jego radość ulatnia się gdzieś w przestworza.
- Co się stało? - zapytał czując narastający niepokój.
- Nie wierzę - powiedziała wypuszczając powietrze ze świstem. Jęknęła przyciskając telefon do czoła. Justin miał ochotę nią potrząsnąć, chciał by coś z siebie wykrztusiła. Miał wrażenie, że stało się coś złego. Bo dlaczego nagle jej oczy przestały tak błyszczeć, a po rumieńcach nie było najmniejszego śladu? Pomyślał, że może to Jett. Może skontaktował się z nią i postawił jakieś chore warunki.
- Arleen!
- Niedobrze mi - mruknęła i otworzyła okno.
- Wykrztuś to wreszcie! - niemal krzyknął łapiąc za jej ramiona.
- Już po mnie - westchnęła.
- Już po tobie? - powtórzył krzywiąc się. Dreszcz przeszedł wzdłuż jego kręgosłupa.
- Koniec.
- Jaki koniec?! Arleen! Proszę porozmawiaj ze mną!
Ujęła jego twarz w dłonie.
- Powinnam powiedzieć, że już po nas. Przykro mi.
- Arleen! - skarcił ją po raz kolejny.
- Dzwo-
- Kto?! - powtórzył.
Justin tracił cierpliwość. Bał się, że ktoś powiedział jej coś przykrego, albo że bardzo ją zranił swoimi słowami. Może bał się też tego, że ktoś mógł jej grozić? W ogóle bardzo się o nią martwił, więc teraz kiedy stała blada mamrocząc niezrozumiałe słowa czuł się jeszcze gorzej.
- Dzwoniła moja mama, wróciła... - powiedziała i na moment zamilkła powodując, że ciśnienie niemal rozwaliło głowę Justina. - Zaprasza nas na obiad.

* * *



proszę podpisujcie się  komentarzach! :) 
#DIABELSKADUSZA




*Skowronku, ładny skowronku,
Skowronku, oskubię cię
Skowronku, ładny skowronku,
Skowronku, oskubię cię
Oskubię ci głowę,
oskubię ci głowę,
i głowę, i głowę
skowronku, skowronku
- francuska piosenka dla dzieci

 

28 komentarzy:

  1. Kocham to! To opowiadanie jest idealne, pod każdym względem, zawsze. @newyorkismy

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  3. Rozdział niesamowity ale spokojny <3 Chcę więcej chwil między Justinem a Arleen, są cudowni ♥ @pinkey_belieber

    OdpowiedzUsuń
  4. Boze myslalam że to Jett coś na nich ma czy cus a tu tylko mama Arleen jezuu hahha rozdział swietny!

    OdpowiedzUsuń
  5. Czytam! ❤
    Końcówka rozłożyła mnie na łopatki, haha. :D
    /A.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ktoś tu chce, żebym zeszła na zawał przez nadmiar emocji w tym rozdziale :((
    Niestety, nie jestem w stanie zgodzić się z Justinem, bo uważam, że ich pierwszy pocałunek był megamegamega, ale tu też było słodko i ogólnie awwww to jak Justin pyta się Arleen czy może ją pocałować>>>>>>> Oni chyba nie przestaną być słodcy nawet pomimo tego w jakim świecie żyją. A za końcówkę to serio powinnam Cię udusić!! WIESZ JAK JA SIĘ BAŁAM??? -.- Ale ufff, plus jest taki, że dowiedziałam się kto dzwoni w tym rozdziale, bo bym chyba nie dała Ci żyć.
    Z resztą nie ważne, co by było w rozdziale to ja i tak kocham Cię za to jak piszesz <333

    OdpowiedzUsuń
  7. Wow *-* Kochana cudowny :D Ja tu na zawał zejde, już myślałam, żę ktoś jej grozi,a tu obiad u mamy, tylko nie wiem czemu ona się tak przestraszyła... Świetny rozdział, nawet jak musieliśmy czekać tak długo... Warto było ;3
    Masz niesomawity styl :>

    OdpowiedzUsuń
  8. Rozdział bardzooo mi się podoba, te momenty Arleen i Justina spowodowały, że szczerzyłam się do ekranu jak głupia :) czekam z niecierpliwością na następny i coś czuję, że będzie się działo!

    OdpowiedzUsuń
  9. Świetny rozdział, kocham momenty Arleen i Justina. Nie mogłam się doczekać nowego rozdziału ale opłacało się, jest idealny. Może przy odrobinie szczęścia, przeczytam kolejny jeszcze w połowie listopada x

    OdpowiedzUsuń
  10. jezus maria czemu tak dlugo nie dodawalas:( myslalam ze nas opuscilas
    jeju
    a rozdzial cudowny
    zwlaszcza te ich slodkie momenty sa strasznie aww

    OdpowiedzUsuń
  11. już myślałam ze zapomniałaś o tym blogu! ciągle tu zaglądałam i czekałam na cos nowego, a tu taka niespodzianka. Rozdziałem mnie bardzo zaskoczyłaś i jeszcze ten moment z Justinem i Arleen >>>> dobrze że skończyłaś w takim momencie rozdział a nie w tym jak Justin patrzy na nia wystraszony xd mam nadzieje ze kolejny mimo twoich możliwości bedzie szybciej ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. O JA NIE WIERZĘ, hahahaha końcówka rozwaliła mnie na malutkie kawałeczki xD Kocham Cię dziewczyno!

    OdpowiedzUsuń
  13. kocham to opowiadanie. zawsze mnie czymś zaskoczysz. jesteś G-E-N-I-A-L-N-A dziewczyno !!! a ta końcówka haha Arleen boi się mamusi ^^

    OdpowiedzUsuń
  14. Uwielbiam twoje ff. Życzę weny :-*

    OdpowiedzUsuń
  15. nie pamiętam już czy komentowałam na wattpadzie ale najwyżej skomentuje jeszcze raz ;D No więc rozdział cudowny, cieszę się że w końcu dzieję się coś normalnego między nimi, ale mam nadzieje że nagle to zło które na nich czyha uderzy z podwójną siłą <3 Kocham to jak piszesz i to się nie zmieni więc co mogę więcej dodać, czekam na nn i wiem że jeszcze nie raz nas zaskoczysz ^^

    OdpowiedzUsuń
  16. Zajrzyj na bloga w pełni poświęconemu opowiadaniu o Justinie: http://believe-in-lovee.bloblo.pl/, przeczytaj, skomentuj, zakochaj się i chciej więcej!

    Ściskam mocno,
    believe-in-lovee

    OdpowiedzUsuń
  17. Jeden z najlepszych! ♥
    Cudoo *-*

    OdpowiedzUsuń
  18. Supi dupi ♥
    Kocham *-*

    OdpowiedzUsuń
  19. Już się nie mogę doczekać nast ! :) Świetnie piszesz

    OdpowiedzUsuń
  20. Zajebisto ♥ *-*

    OdpowiedzUsuń
  21. Czzekam na next!

    OdpowiedzUsuń
  22. Wspaniały blog :)
    Informujesz o nn na tt? Jak bys mogła to poinformuj mnie o nn :)
    @maja378

    OdpowiedzUsuń
  23. Kiedy kolejny? ♥

    OdpowiedzUsuń