KOMENTARZE SĄ WŁĄCZONE
Nie zawiedziecie mnie, prawda?
ROZDZIAŁ NIE BYŁ SPRAWDZANY!
Za błędy, literówki i tak dalej przepraszam. Jutro się nimi zajmę.
* * *
Nie spojrzała na niego nawet na sekundę, kiedy rano
wszedł do kuchni. Justin od razu dostrzegł ją siedzącą na blacie z kartonem
jego pomarańczowego soku przy boku. Lekko zgarbiona z pochyloną do przodu głową
wpatrywała się w wykafelkowana podłogę jakby była kolejnym cudem tego świata. Nie
mógł dostrzec wyrazu jej twarzy przez kurtynę ciemnych włosów. Zatrzymał się na
moment i przyjrzał się uważnie jej dłonią zaciśniętym na wysokiej szklance, a
potem przewrócił oczami. Nie przywitał się z nią, nie próbował w żaden sposób
się do niej zbliżyć, ani nie skomentował tego, że znowu pije jego sok i, że znowu
przestała się odzywać. Dobrze wiedział, że on również może zagrać w ten sposób.
Pasował mu taki układ. Wciąż czuł złość, której nie potrafił racjonalnie
wyjaśnić. Sam do końca nie wiedział na kogo jest zły, ale to uczucie potęgowało
się, kiedy tylko na nią spoglądał, więc automatycznie uznał, że to wina Arleen.
I po raz pierwszy był wdzięczny, że unikała jego spojrzenia, że nawet nie
podniosła głowy, by sprawdzić kto wszedł do kuchni. Mógł sobie tylko wyobrażać
jak łatwo owinęłaby go sobie wokół palca, gdyby tylko spojrzała na niego tymi
swoimi smutnymi oczami. Nie chciał z nią rozmawiać, chciał o niej zapomnieć
chociaż na moment i pogrzebać wszystkie swoje myśli o niej. Nie dopuszczał do
siebie tego, że była ważna. Ważniejsza niż tamtego dnia, gdy zobaczył ją po raz
pierwszy pod swoim domem. Był tak naiwny, że niemal uwierzył, że zaprzeczaniem
można zmieniać uczucia.
Nie powiedział jej, by więcej nie dotykała jego
rzeczy, bo to oznaczałoby kontakt wzrokowy. Nie zapytał o to czy się wyspała i
nie rzucił kąśliwą uwagą na temat Spike'a. Nie dlatego, że go to nie
obchodziło. Bo był tym zainteresowany, ale uznał, że zna odpowiedzi. Myślał, że
Arleen ma się dobrze. Przekonywał samego siebie, że to Arleen i mimo tego, że
trzeba ją chronić jest silna, a teraz w dodatku ma Spike'a, który z pewnością
świetnie się nią zajmie. Justin kochał opowiadać kłamstwa.
Minęło kilka godzin, a kiedy zobaczył ją ponownie po
tym czasie poczuł, że zaraz pęknie mu czaszka. Jej zmartwiona mina doprowadzała
go do szału. Może reagowałby inaczej, gdyby to był sposób w jaki patrzyłaby na
niego, może nie czułby się taki wściekły i zazdrosny? Spojrzał z obrzydzeniem
na Spike'a i poczuł jak jego ciałem wstrząsa dreszcz złości. Obserwował jak
Arleen staje na palcach, by dosięgnąć buzi chłopaka choć wcale nie była od
niego dużo niższa. Justin myślał, że trafi go szlag, kiedy uświadomił sobie, że
ta sama dłoń, którą Areen z troską przesuwa po siniakach Spike'a jest tą samą,
którą on sam ujmował z ostrożnością, której nie okazywał nikomu w takim stopniu
jak jej. Niemal wrzasnął na głos, kiedy chłopak syknął, a Arleen zrobiła
przepraszającą minę. Nie powinna go żałować, nie powinno jej być przykro przez
to, że dostał po gębie za swoje nieodpowiedzialne zachowanie. Pomimo tego jak
strasznie go to denerwowało nie potrafił przestać ich obserwować. Nie umiał
zmusić się do odwrócenia wzroku, chłonął każdy moment i zapamiętywał
najmniejsze szczegóły.
- Nie uważasz, że oni... no wiesz... - zaczął Thomas,
który nagle pojawił się obok Justina. Poruszył znacząco brwiami. - Są ze sobą
dość blisko?
Szatyn spojrzał ostro na chłopaka czując dość mocne
ukłucie zazdrości wewnątrz siebie.
- Nie.
- Ale ona zawsze o niego pyta, nie zauważyłeś? Zawsze
go szuka, a wczoraj w nocy widziałem nasze gołąbeczki w salonie. Pstryknąłem im
nawet fotkę, chcesz zobaczyć?
Justin wziął głęboki oddech. Wolno wypuszczając
powietrze odwrócił się do swojego kumpla.
- Usuń je - powiedział. Jego głos brzmiał na
opanowany.
- Myślę, że zaprzyjaźniła się z nim, bo to Spike
powiedział jej gdzie ma cię szukać - Thomas kontynuował ignorując polecenie
Justina. - Gdybym ja miał problem i tylko jedna osoba naprawdę chciała mi pomóc
to też bym jej zaufał.
- A ja? - warknął szatyn. - Też jej pomagam! - dodał
głośniej niż się spodziewał.
- Tak stary, ale Spike był jednak przed tobą, prawda? To
on zrobił dla niej zakupy, daje jej książki do czytania, nie chciał żeby
odeszła i to...
- Spike, Spike, Spike - powtórzył za nim Justin
wściekłym przedrzeźniającym głosem. - Jeszcze raz usłyszę jego imię i
przysięgam, zrzygam się.
Thomas zmarszczył brwi. Świetnie, kolejny będzie
myślał, że coś do niej czuję - pomyślał Justin. Wiedział, że powinien nauczyć
się panowania nad swoimi reakcjami. I prawdę mówiąc potrafił to robić, ale ktoś
wybił go z rytmu i przez to zapomniał jak to się porządnie robi. Nerwowo potarł
swoją brodę, machnął obojętnie ręką i odwrócił się wychodząc na zewnątrz. Znów
chciał być sam ze swoimi pytaniami, które ciągle brzmiały tak samo. Dlaczego tak reagował skoro znał ją tak krótko? Czemu czuł się tak przywiązany
do obcej dziewczyny? Może Arleen miała rację i w rzeczywistości to co go do
niej ciągnie to zwyczajna chęć pomóc słabszemu? Wygładził materiał swojej
koszulki i wyszedł na zewnątrz. Wciąż był zły. A w tej chwili z jakiegoś
głupiego powodu chciał, by Arleen odczuła to jak bardzo był wściekły. I może,
ale tylko może pragnął jej tak bardzo, bo nosiła w sobie i reprezentowała
wszystko to czego tak bardzo potrzebował?
*
Nie potrafiła się ruszyć. Głos uwiązł jej w gardle po
raz kolejny. Czuła lodowate palce na swoich nagich ramionach. Ściana za jej plecami
była twarda i chropowata. Arleen wiedziała, że to co się teraz dzieje nie jest
prawdziwe. Wiedziała, że to kolejny zły sen. Zlepka wspomnień składająca się na
koszmar, który śnił się jej już tyle razy. Mimo świadomości, którą miała czuła strach
paraliżujący jej ruchy. Jej gorący oddech na jej szyi powodował ciarki na jej
skórze. Jett patrzył na nią z chorym rozbawieniem na twarzy. Dociskał drobne
ciało dziewczyny do ściany i przysunął się do niej tak, by patrzeć prosto w jej
oczy. Mieszające się ze sobą zapachy uderzyły w jej nos z podwójną siłą. Jak
nigdy wcześniej w żadnym z jej snów mogła dokładnie opisać każdy z zapachów -
papierosów, deszczu, wilgoci, aromatu herbaty, jabłek, a także krwi. Przez ten
ostatni cała się wzdrygnęła.
Jego dłoń zaciskała się na jej szczęce.
- Nie jesteś prawdziwy - wymamrotała zamykając oczy. Chciała
się obudzić, chciała wrócić do rzeczywistości, ale zamiast tego czuła coraz
intensywniej jego gorący oddech na swojej skórze. Wiedziała, że Jett nadal się
śmieje. Jego palce coraz mocniej wbijały się w jej skórę, paznokcie zostawiały
półksiężyce, a ona wciąż tkwiła w śnie. - Nie jesteś prawdziwy - powtórzyła po
raz kolejny słabszym głosem.
Jett zsunął swoje ręce i umiejscowił je na jej szyi, a
Arleen nagle zwątpiła w to czy to co się dzieje jest na pewno wytworem jej
wyobraźni. Wszystko zaczynało się jej mieszać. Szorstkie dłonie zaciskały się coraz bardziej,
a jej było coraz trudniej oddychać. Jeśli to był tylko sen, dlaczego naprawdę nie mogła zaczerpnąć powietrza?
Dlaczego zaczynała kasłać, a Jett wydawał się być coraz silniejszy, kiedy ona
słabła? I dlaczego nie potrafiła wykonać żadnego ruchu? Czemu się nie broniła? Jego
śmiech zaczął brzęczeć w jej uszach, a potem usłyszała jego słowa. Te same,
które już kiedyś wypowiedział:
- Jesteś
idiotką Arleen Blackwood.
Otworzyła szeroko oczy i zachłysnęła się powietrzem
siadając gwałtownie. Przycisnęła dłoń do klatki piersiowej rozglądając się
nerwowo po pokoju Colina. Nikt nie próbował jej udusić, nikt jej nie groził.
Była sama, a mimo to nie potrafiła odetchnąć z ulgą. Zakaszlała głośno czując
pieczenie w klatce piersiowej. To nie był pierwszy raz, koszmary śniły jej się
odkąd zginął Blade. Ale po tym co zrobił Jett stały się częstsze i realniejsze.
Arleen nie mogła już spokojnie przespać całej nocy. Wtedy, kiedy zasnęła na
ramieniu Spike faktycznie obudziła się tylko raz, ale wciąż miała przed oczami
te wszystkie obrazy i sceny, w których ktoś robi jej krzywdę. Bała się,
odczuwała strach, którego nie potrafiła wyjaśnić. Ale wcale nie chciała schować
się pod kołdrę, nie myślała o swoim bracie, czy o mamie. Jedyną osobą, której
teraz potrzebowała był Justin. Ale był na nią obrażony. Więc co mogła zrobić,
by odpędzić od siebie złe sny? Nie spać. Tylko to było głupie, niezdrowe i bardzo nieprzemyślane.
Chowając kosmyk włosów za ucho szatynka wstała z
łóżka. Nie było wcale tak późno, zegarek na szafce wskazywał, że jest kilka
minut przed północą. Może jednak...? Jeśli spróbuje powiedzieć mu o co chodzi,
może wtedy...? Oblizała usta i odetchnęła. Przeszła przez oświetlony korytarz i
podziękowała Bogu za to, że drzwi do jego pokoju były otwarte. Nie myślała zbyt
długo nad tym co powiedzieć, ani jak to ująć. Liczyła, że sprawa po prostu
rozejdzie się po kościach, a oni oboje przestaną zachowywać się jak dzieci.
- Justin? - zapytała niepewnie stając w progu jego
pokoju. Zaplotła dłonie na piersiach i spojrzała na niego.
- Co?
Jego głos był chłodny, obojętny i zdystansowany.
Justin siedział na obrotowym fotelu z nogami położonymi na biurku i z telefonem
w ręku. Pisał do kogoś jakąś wiadomość, bo jego palce stukały o ekran z
zawrotną prędkością.
- Ja...
- Aktualnie nie mam czasu - przerwał jej nie chcąc
nawet słuchać tego co ma do powiedzenia. - I jest już późno, więc sama
rozumiesz. Idź spać.
- Ale właśnie... - Arleen próbowała mówić dalej.
- Nie widzisz, że jestem zajęty? - zapytał z goryczą w
głosie rzucając jej jedno wściekłe spojrzenie.
Arleen spuściła głowę, a jej ręce opadły swobodnie. Miała
wiele do powiedzenia, ale Justin nie chciał jej słuchać. Na usta cisnęły się
jej wyzwiska, szczere słowa, rzeczy o których chciała opowiedzieć. A mimo to
nie wydając z siebie najmniejszego dźwięku po prostu wyszła zamykając za sobą
drzwi. Nie miała sił na kolejną kłótnię. Wiedziała tylko, że Justin nie
powinien się na nią złościć. Nie miał ku temu żadnego powodu, ale z drugiej
strony - mogła się spodziewać tego, że Justin będzie się właśnie tak
zachowywać. Mogła przewidzieć to, że będzie oschły i zimny, ale gdzieś w głębi
jej serca tliła się iskierka nadziei, że może jej nie odrzuci. Mógłby ją objąć,
powiedzieć coś podnoszącego na duchu. Posiadał nawet ten talent, o którym nie
wiedział i potrafił uspokoić ją samą swoją obecnością.
Może w którymś momencie uraziła jego męską dumę? Może
wymagała zbyt dużo? Tego dnia i w jej głowie wybuchła seria podobnych pytań. Koniec
końców wcale nie byli sobie tacy bliscy jak mogłoby się jej wydawać, więc czemu
tak się czuła? Czemu chciała wrócić do jego pokoju, nakrzyczeć na niego, a
potem mocno się do niego przytulić? Czemu już teraz byli tacy toksyczni?
Wróciła do swojego pokoju, usiadła na łóżku i zamknęła
oczy. Powtarzała sobie w myślach, że nic jej tu nie grozi, że Spike z którym
rozmawiała rano ma racje i wszystko to siedzi tylko w jej głowie, a ona jest
bezpieczna. Kiedy wczoraj śnił się jej Jett miała obok siebie właśnie jego. Spike'a,
który bardzo szybko ją uspokoił, ale teraz siedziała sama w czterech ścianach.
Cisza, która ją otaczała zgniatała jej głowę i powodowała natłok okropnych
myśli. Piekły ją oczy od próby utrzymania ich otwartych, ale bała się zasnąć,
bała się, że to wszystko wróci i, że Jett znowu będzie próbował ją utopić,
udusić, poćwiartować lub zrobić cokolwiek innego. Nie zamierzała już więcej nikogo niepokoić
swoimi głupimi snami i małymi problemami. Więc siedziała tak przy zapalonym
świetle z książką w dłoni, a ilekroć przysypiała budziła się z przerażeniem
wymalowanym na całej twarzy.
Przez kolejne dwa dni Arleen wciąż nie odzywała się do
Justina. Próbowała! Naprawdę, ale ilekroć widziała go w zasięgu wzroku
potrafiła jedynie spuścić głowę i liczyć na to, że może on coś powie. Łatwo
było wyobrazić sobie co powinna powiedzieć kiedy siedziała sama w pokoju, ale w
rzeczywistości nie było to takie proste. Nie potrafiła znaleźć odpowiednich
słów. Jakby serce podchodzące jej do gardła uniemożliwiało jej nawet
przywitanie się z nim. Czy naprawdę zasługiwała na ciszę z jego strony, kiedy
ich kłótnia nie była tak naprawdę niczym poważnym? Czy naprawdę nie mógł
zachować się jak dorosły i porozmawiać z nią bez opryskliwości? Było jej ciężko
i czuła się strasznie samotna pomimo tego, że Spike regularnie dotrzymywał jej
towarzystwa. Przekręciła się na drugi bok odkładając butelkę wody na szafkę
nocną. W tym samym momencie Evan wpadł do jej pokoju.
- Cześć! - krzyknął radośnie. Arleen naprawdę go
uwielbiała, ale w tym momencie po prostu skrzywiła się na to jak głośny był.
Jego głos ją drażnił, a przekrwione oczy z trudem nadążały za szybkością jego
ruchów. Był dzieciakiem, który zdecydowanie miał za dużo energii. W jednej
chwili stał przy łóżku, a moment później przy oknie.
- Hej Młody - powiedziała zmuszając się do uśmiechu. -
Co u ciebie?
- Nie uwierzysz! - zaczął z przejęciem. -Babcia kupiła
mi nowy rower! - pochwalił się. Przeszedł pokój wzdłuż i wszerz, aż w końcu
siadł na łóżku uśmiechając się szeroko. - Jest zielony! Kumplom ze szkoły
opadną szczęki jak tylko wakacje się skończą!
- To świetnie! - odparła starając się brzmieć
entuzjastycznie. - Twoja babcia musi cię bardzo kochać.
Przytaknął uśmiechając się szeroko.
- Wyspałaś się? - zapytał nagle przyglądając się jej,
a Arleen wzruszyła ramionami. Jeśli drzemki trwające po kilka minut można uznać
za sen, to właśnie tak było.
- Masz jakieś plany na dzisiaj, czy tylko wpadłeś żeby
mnie odwiedzić?
- Spike, Colin i Thomas zabierają mnie na przejażdżkę
motorami. Super, no nie?
- No jasne, że tak - odparła. Znowu zazdrościła
Evanowi tego jaki niewinny był, jak kochał wszystko i wszystkich. A przede
wszystkim podziwiała w nim to, że udawał jakby to co jej wyznał tamtego dnia w
salonie, kiedy grali razem w gry planszowe już zniknęło. To była kolejna rzecz,
o której powinna komuś powiedzieć.
- Spike powiedział, że masz przyjść na śniadanie.
Będzie zły jak ze mną nie zejdziesz na dół, a jak będzie na mnie zły to nie
weźmie mnie na motor! Więc chodźmy!
Chwycił ją za rękę nie czekając na odpowiedź i
pociągnął za sobą. Arleen wstała z łóżka niemal potykając się o własne nogi. Ruszyła
za Evanem, który był dużo silniejszy niż się spodziewała. Zaciągnął ją na sam
dół nie przyjmując do świadomości jej głośnych protestów i próśb. Puścił jej
rękę dopiero, kiedy znaleźli się w kuchni.
- Zjedz to - powiedział Spike widząc ją. Przez moment
przyglądał się jej, a potem pokręcił głową. - Chodź, Colin już na nas czeka -
dodał i uśmiechnął się do Młodego, który podskoczył wyrzucając entuzjastycznie
ręce. Arleen pomachała im dłonią na odchodne modląc się, by jej twarz wyglądała
chociaż na trochę zadowoloną. Dopiero potem odwróciła się i spojrzała na tosty,
które zrobił dla niej Spike. Był taki dobry. Przypominał jej Blade'a. On też
zawsze się o nią troszczył, ale nie był przy tym przesadnie słodki. Nachyliła
się nad jedzeniem i powąchała je. Pachniało pięknie i smacznie mimo tego, że
Arleen nie była głodna. Westchnęła głośno wiedząc, że musi jeść. Brak snu był
problemem nad którym nie mogła zapanować, ale zawsze mogła zmusić się do
zjedzenia czegokolwiek. Wzięła swój talerz i ruszyła w stronę salonu zajmując
miejsce przy stoliku pod oknem. Tutaj mogła spokojnie rozkoszować się powiewami
wiatru i skupić się na tańczącej pod wpływem podmuchów firance. Zrobiła kilka
gryzów i już miała dość. Nie była chora, więc dlaczego czuła się tak
dziwacznie? Jej dłonie były ciągle zimne, czuła się zdenerwowana i... otworzyła
szeroko oczy przypominając sobie kiedy ostatnio odczuwała takie rzeczy.
- Nie, nie, nie - powiedziała do siebie kręcąc głową.
- Cholera jasna - dodała zaciskając usta.
- Arleen?
Wzdrygnęła się, kiedy Ryan dotknął jej ręki. Spojrzała
na niego wstrzymując na parę sekund oddech.
- Wystraszyłeś mnie.
- Czego ty się tak boisz? Tu nic ci się nie stanie -
powiedział z pokrzepiającym uśmiechem. Usiadł na przeciwko niej. - Jezu,
dziewczyno czy ty wiesz co to jest sen? - zapytał nachylając się. Przez krótką
chwilę przyglądał się twarzy Arleen marszcząc brwi. Szatynka przewróciła
oczami.
- Coś kiedyś o tym słyszałam.
Ryan pokręcił głową.
- Coś się dzieje?
- Nie mogę spać. Tylko tyle - odparła wzruszając
ramionami.
- Spike coś mi mówił na ten temat. Wyglądasz okropnie,
Justin cię widział?
Sama wzmianka o nim sprawiła, że przez jej ciało
przeszedł dziwny dreszcz.
- A co on ma do tego?
Ryan spojrzał na nią znacząco, ale nie odpowiedział na
to pytanie. Zamiast tego przysunął do niej talerz z nadgryzionym tostem.
- Jedz - pogonił ją. - Czujesz się lepiej? Po tym wszystkim?
- Sama nie wiem - odpowiedziała zgodnie z prawdą.
W tym samym czasie Justin z rękoma w kieszeniach
zatrzymał się tuż przed salonem słysząc jej głos. Owszem, zachowywał się jak
dupek, kiedy ją ignorował. Ale znowu minęło sporo czasu odkąd mógł zobaczyć ją
mówiącą do kogoś, bo nawet kiedy siedziała na dole ze Spike'm rzadko kiedy
otwierała usta. Justin podszedł bliżej i zatrzymał się w progu skąd mógł ich
spokojnie obserwować.
- Więc... bezsenność, co?
Arleen wyciągnęła przed siebie ręce.
- Raczej wspomnienia i koszmary, które nie dają mi
spokoju.
Ryan pokiwał głową. Oblizał usta jakby zastanawiając
się nad kolejnym pytaniem. Justin oparł się o framugę drzwi wiedząc, że to może
być interesujące.
- Dużo przeszłaś, więc nie jestem zdziwiony. Chodzi o
to ostatnie?
Justin chciał go uderzyć, kiedy tylko w jej oczach
zabłyszczały łzy. Widział ją po raz pierwszy od paru dni tak wyraźnie. W końcu
nie było przy niej irytującego bruneta. Znowu wyglądała na strasznie zmęczoną,
jej blada skóra odznaczała się na tle ciemnych włosów i zielonych oczu.
Podparła głowę na ręce i przez sekundę wpatrywała się w chłopka.
- Dlaczego ja? - zapytała nagle. - Dlaczego ciągle tu
jestem? Czemu to mi przytrafiają się takie rzeczy?
Ryan zacisnął wargi. Nie wiedzieć czemu Arleen zawsze
zadawała te pytania, jakby ktoś naprawdę był w stanie jej na to odpowiedzieć.
- Może utknęłaś w tym miejscu żeby pomóc komuś, kto
też znajduje się w podobnej sytuacji i nie potrafi z niej wyjść?
Szatyn rozchylił usta zaskoczony odpowiedzią swojego
przyjaciela. Nie rozumiał czemu jego słowa tak w niego uderzyły, ale ważniejsze
było to, że to była odpowiedź, której Arleen potrzebowała. Zmrużyła oczy i na
moment zatopiła się w swoim świecie.
- Nie potrafię pomóc sobie, a miałabym pomóc komuś
innemu?
- Nie doceniasz swoich sił Arleen - Ryan posłał jej
słaby uśmiech. - Możesz mi opowiedzieć o czym są twoje sny?
Arleen odłożyła z powrotem tosta, którego wzięła do
ręki. Nerwowo oblizała swoje usta.
- Dusi mnie - powiedziała tak cicho, że ledwo można
było ją usłyszeć. Wyglądała też tak jakby wstydziła się tego co nawiedzało ją w
koszmarach.
- Kto?
- On - odparła skupiając wzrok na obrusie. - Wiesz,
był bardzo miły na samym początku. Chciałam mu zaufać, naprawdę. Nie mogę
przecież skreślać każdej osoby tylko przez to, że ciągle trafiam na jakichś
psycholi, prawda? Muszę być otwarta, bo inaczej skończę jako samotna dziwaczka.
Justin przysłuchiwał się jej z jeszcze większym
zainteresowaniem, ale jego nerwy znowu zaczynały szaleć. Jej krótkie dusi mnie sprawiło, że natychmiast
chciał się odwrócić złapać za łopatę i poszukać tego idioty. Wyraźnie powiedziała, że dręczą ją
wspomnienia. Więc ten skurwiel ją dusił. Próbował ją zabić. Potrząsnął mocno
głową. Podczas, gdy on praktycznie umierał z ciekawości Ryan siedział opanowany
i wyciągał z Arleen coraz więcej informacji. Usłyszał po raz kolejny jej
westchnięcie, a potem brzdęk szkła, jakby ze zbyt dużą siłą odłożyła szklankę na
stół.
- Myślałam, że odciął mi rękę - powiedziała
płaczliwie. - Ale to tylko opuszek, tylko... - dodała cichym załamującym się
głosem. Spojrzała na opatrunek i zagryzła usta. - Chyba już teraz jestem
samotną dziwaczką, co?
Jej zabarwiony płaczem śmiech był goryczą dla serca
Justina.
- Arleen...
- To już dwa razy jak prawie umarłam Ryan. Wiesz jak
to mówią, do trzech razy sztuka - dodała po raz kolejny starając się, by
brzmiało to jak żart.
Justin słyszał jej krótkie, głębokie oddechy i czuł,
że zaraz naprawdę wybuchnie, a jego wnętrzności rozsypią się po przedpokoju. To
było złe, niedorzeczne i chore. Czemu nie powiedziała tego wszystkiego jemu?
Czemu wolała dusić to w sobie przez tak długi okres czasu? Nie rozumiał tego.
Uścisk w jego klatce piersiowej bolał tak bardzo jakby ktoś ją przebił. Nie
mógł tego znieść, ale jedyne co mógł teraz zrobić to po prostu stać w jednym
miejscu, patrzeć i słuchać.
Ryan przesiadł się tak, by siedzieć bliżej niej.
Niepewnie poklepywał jej ramię jakby nie wiedział co powinien teraz zrobić. Ale
Justin wiedział. Zrobił krok do przodu, potem jeszcze jeden i kolejny, ale znowu
się zatrzymał.
- Nie chciałam żeby Justin miał problemy, bo przecież
wiem, że ma ich dużo chociaż o tym nie mówi - powiedziała cicho. Jeszcze nie
płakała, ale szatyn wiedział, że jest już na tej granicy, w której wystarczy
jeden gest, albo jedno słowo za dużo, by jej policzki pokryły łzy.
- Chciał wiedzieć coś o nim?
Pokiwała lekko głową.
- Chodziło tylko o to żebym mu powiedziała gdzie jest.
- Zrobiłaś to?
- Nie - szepnęła. - I dlatego on... - zacisnęła oczy.
- Myślałam, że utonę w tej okropnej wannie, że nigdy więcej nie zobaczę swojej
mamy, taty, was wszystkich - mówiła cicho, niepewnie. Nie opowiadała ze
szczegółami tego co się stało, ale skrawki informacji wystarczyło by połączyć
ze sobą fakty. - Nie mogę spać Ryan, on ciągle mi się śni - powiedziała
wsuwając palce we włosy. - Mam same koszmary, a kiedy poszłam do Justina, bo
tylko przy nim mogłam spokojnie zasnąć, tylko przy nim czuję się bezpiecznie on
kazał mi spadać twierdząc, że jest zajęty. Więc powiedz mi, co mam zrobić?
Czuję się... źle i nie mam pomysłów jak to naprawić. Nie dam sobie rady sama.
Nie wiedział co zabolało go bardziej. To, że Arleen
rozmawiała o tym z Ryanem czy to, że tak bardzo ją zranił swoim zachowaniem. Było
mu głupio, było mu wstyd. Już dłużej nie myślał. Po prostu szybkim krokiem
podszedł do niej i chwycił za jej nadgarstek. Nawet nie zaprotestowała, kiedy
pociągnął ją za sobą i wyciągnął na zewnątrz. Promienie słońca przebijały się
przez gałęzie drzewa pod którym się zatrzymał. Puścił jej rękę dopiero, kiedy
znaleźli się w zacienionym miejscu. Ku zaskoczeniu to ona odezwała się
pierwsza, ale nawet nie patrzyła w jego stronę.
- Czemu jesteś na mnie taki zły?
- Arleen - westchnął ciężko. Tylko na tyle było go
stać. Zacisnął lekko usta zastanawiając się nad doborem słów. Wiedział, że nie
może wyskoczyć z czymś prostym. Chciał, by jego słowa miały większe znaczenie,
by brzmiały tak pięknie jak to co powiedział jej Ryan. Przy okazji próbował do
niej podejść, ale za każdym razem, kiedy robił krok w jej stronę ona robiła dwa
w tył.
- Czy ja... zrobiłam coś złego? - zapytała nerwowo.
- Nie, to nie tak - zaprzeczył. - I proszę nie uciekaj
ode mnie - dodał z desperacją w głosie. Arleen zatrzymała się na moment i
zatrzepotała rzęsami. Może sama nie dostrzegała tego, że ciągle się wycofywała?
- Wydawało mi się, że jestem na ciebie zły, ale w rzeczywistości byłem wściekły
na samego siebie. Teraz to rozumiem. To moja wina - wyznał i na moment
zamilknął. - Za każdym razem, kiedy próbuję cię ratować dzieje się coś złego i
kończysz zraniona. Nie powinno tak być.
- To nie twoja wina Justin. Mówiłam ci już, że nie
musisz mnie ratować, ani tym bardziej składać. Nie chcę tego.
- Wciąż wolę wyciągać odłamki szkła ze swoich palców
niż zostawić cię z tym wszystkim samą - powiedział nawiązując do ich rozmowy z
tamtej nocy, kiedy do niego przyszła. Podszedł do niej nerwowym krokiem. Ciągle
zaciskał i rozluźniał pięści. Stanął tuż przed nią i uniósł palcami jej
podbródek. Na jej policzkach wykwitły dwa rumieńce.
- Obiecajmy sobie, że nie będziemy się kłócić o
bzdury, dobra? Tylko mnie nie drażnij i będzie dobrze.
- Nie robię
tego specjalnie, to tak jakby część mojej osobowości - westchnęła. Nie pytając
go o zgodę przytuliła się do jego torsu. Zamknęła oczy zaciągając się jego
zapachem i mimowolnie uśmiechnęła się, kiedy jego dłoń zaczęła gładzić jej
plecy.
- Podsłuchiwałeś mnie i Ryana, prawda?
- Czy to nie oczywiste?
- Słyszałeś wszystko? - zapytała tak cicho, że ledwie
mógł usłyszeć jej głos.
- Tak. I chciałbym żebyś...
- Nie - przerwała mu gwałtownie i cofnęła się do tyłu.
Spojrzał na jej buzię szukając odpowiedzi.
- Czemu nie chcesz mi opowiedzieć? Czemu ufasz im
bardziej niż mi? - zapytał. - Dlaczego Ryan? Dlaczego Spike?
- Ufam ci - powiedziała szczerze. - Skoro
podsłuchiwałeś powinieneś to zrozumieć Justin. Zrobiłam to dla ciebie.
- D-dla mnie?
- Próbowałam cię uratować, czy to nie oczywiste? On
nie chciał mnie, chciał znaleźć ciebie. To na tobie mu zależało, a ja byłam
tylko... tylko kimś, kto miał cię sprzedać. I przyjaźnię się ze Spike'm, mamy
dużo wspólnego. To problem?
- Nie, oczywiście, że nie - zaprzeczył szybko chociaż
tak naprawdę chciał powiedzieć jej prawdę. Spike mu przeszkadzał. - Strasznie
szybko zmieniasz temat Piegusko.
- Bo boję się tego jak zareagujesz, kiedy ci powiem -
westchnęła dotykając kory drzewa. Jej drobne palce przesunęły po jej
powierzchni. Spojrzała na niego, a przenikliwość jej zielonych oczu na nowo
zaczynała wywoływać fale dziwnych uczuć przechodzące przez ciało Justina.
- Jeśli nie chcesz o tym mówić teraz... w porządku. Postaram
się to zaakceptować, ale nie mów im - powiedział wskazując na dom za sobą. -
Przyjdź z tym do mnie. Nawet jeśli będziemy znowu pokłóceni, jeśli będziesz
myślała, że cię nienawidzę po prostu przyjdź i nie uciekaj jeśli cię odrzucę. Jestem
dupkiem, ale zależy mi na tobie.
Zatrzepotała rzęsami, a on znowu zapatrzył się w jej
twarz. Boże, była taka piękna. I nie przeszkadzała mu blizna, ani zadrapania,
ani silna chęć poznania tej małej tajemnicy. Po prostu pragnął mieć ją przy
sobie. Jego serce biło mocno, kiedy zrobił krok w jej stronę.
- Chciałbym zrozumieć czemu tak bardzo cię lubię -
westchnął i odgarnął jej włosy ze szczupłego ramienia. - To doprowadza mnie do
szału - dodał, a jego głos brzmiał jakby miał o to pretensje. Zamknęła oczy i
pokręciła głową.
- Justin...
- Jeszcze tylko jedno pytanie, w porządku? Wtedy, w
lesie... kiedy... - plątał się w swoich słowach. Nie mógł uwierzyć, że stał się
jednym z tych chłopaków, którzy denerwują się rozmową z dziewczyną. Wcześniej
taki nie był. To była kolejna rzecz, którą Arleen zmieniła.
- Justin proszę... ty...
- Poczułaś to co ja, prawda? - zapytał chwytając za
jej dłonie. - Dlatego najpierw się
odsunęłaś, a potem sama mnie pocałowałaś.
- Co poczułam? - odparła unikając jego spojrzenia. Jej
policzki robiły się coraz bardziej rumiane, jakby zawstydzało ją cała ta
sytuacja.
- Pokażę cię.
Złapał za jej nadgarstek i przyciągnął do swojej
klatki piersiowej. Rozchyliła usta, kiedy wyczuła z jaką siłą bije serce
Justina. Mogła opisać każde uderzenie z dokładnością.
- To przez ciebie Piegusko.
Zamknęła oczy. Po raz pierwszy ktoś mówił jej coś
takiego. Wcześniej próbowała swoich sił z chłopakami, próbowała zwracać na
siebie ich uwagę i starała się ignorować dupków, którzy zawsze zwracali uwagę
tylko na jej bliznę. Czy Blade powiedziałby jej, że Justin też jest kolejnym
frajerem? Czy gdyby żył powiedziałby jej, że to dobry wybór? On zawsze
denerwował się przez jej małe zauroczenia. Skupiła spojrzenie na swojej dłoni,
która wciąż była umiejscowiona na klatce piersiowej Justina. Może wszystko
czego szukała, było ukryte właśnie w tym miejscu? W jego sercu?
- Dlaczego płaczesz? - zapytał nagle z paniką w
głosie.
- Po prostu... nie wiem - odparła. Justin już nie
trzymał jej nadgarstka, a mimo to jej dłoń wciąż tkwiła w tym samym miejscu. Palcami
uderzała w materiał koszulki wystukując rytm jego serca. - To wszystko co
mówisz, co pokazujesz jest piękne, ale Justin... Kto do diabła myśli, że kilka
słodkich słów pocieszenia sprawi, że cały ten ból zniknie? To tak nie działa. Nie
możesz naprawić lat zniszczenia od tak.
Niepewnie otarł wierzchem kciuka łzę na jej policzku.
- Ale mogę spróbować. Jeśli tylko mi pozwolisz.
Przyciągnął ją do siebie i mocno przytulił. Nie miał
do niej żalu. Mógł sobie wyobrażać jak bardzo jest smutna i przygnębiona po tym
wszystkim co ją spotkało. Czuła się samotna, czuła się zagubiona i
zdezorientowana. Ale jak na osobę, która dużo płakała była silniejsza niż
większość ludzi. Domyślał się także, że będzie jeszcze gorzej. Trzymał ją mocno
bojąc się, że jeśli ją puści Arleen rozsypie się na kawałeczki. Zamierzał być
jej podporą. Słuchał jej cichego płaczu i nie próbował jej pocieszać. Ludzie
powinni zrozumieć, że czasami wystarczy przy kimś być, tak po prostu. Minęło
sporo czasu zanim szloch przerodził się w krótkie pociągnięcia nosem, aż w
końcu na ciszę. Potrzebowała jego silnych ramion, by odgrodziły ją od świata.
- Czujesz się lepiej? - zapytał.
- Możesz mnie nie puszczać? - odparła z twarzą
przyciśniętą do jego piersi, kiedy tylko Justin spróbował odciągnąć ją od
siebie. Uśmiechnął się pod nosem i pogładził ją ponownie po plecach. - Jeśli ci
coś powiem obiecasz mi, że zostaniesz tu ze mną? Że nie zostawisz mnie po raz
kolejny samej w tym domu?
- Tak.
- Mówię poważnie Justin. Muszę wiedzieć, że tu
będziesz. Muszę wiedzieć, że ci na mnie zależy. Ja już przeszłam dla ciebie
przez piekło.
- Piegusko - westchnął. - Zaczynam myśleć, że mi nie
ufasz. Obiecuję, że cię nie zostawię i uwierz mi. Przeszedłbym dla ciebie przez
piekło i Antarktydę. Mogę nawet przejść przez morze jeśli tego chcesz.
- Bądź poważny - mruknęła chociaż w jej głosie można było
dostrzec nutkę rozbawienia. Odczekała dłuższą chwilę, aż w końcu zacisnęła
mocniej ręce owinięte wokół jego tułowia i niepewnie uniosła głowę. Wiedziała,
że to co powie zrujnuje po raz kolejny ich moment, ale może mieli być tymi
ludźmi, którzy nie mają szans na to, by długo rozkoszować się chwilami relaksu.
Uważnie przyglądając się jego twarzy powiedziała:
- Miał na imię Jett.
I widziała jak jego szczęka się zaciska, a ręce które
wcześniej tak mocno ją trzymały zaczynają opadać w dół. Wściekł się, a ona
modliła się tylko o to, by Justin nikogo nie zabił, bo nagle przez dziki blask w
jego oczach zaczęło jej się wydawać, że byłby do tego zdolny.
* * *
Tak jak pisałam - komentarze są włączone, więc możecie napisać co myślicie o poprzednich rozdziałach i o tym, który właśnie przeczytaliście. Mam nadzieję, że mnie nie zawiedziecie *kaszle*. Przepraszam, że tak krótko, ale myślę, że teraz po prostu tak będzie - rozdziały częściej, ale krótsze/dzielone na części. Nooo i życzę Wam wszystkim powodzenia w nowym roku szkolnym. Kocham Was wszystkich bardzo mocno, dziękuję za wyświetlenia i polecenia bloga.
Do zobaczyska, miejmy nadzieję, że szybciej niż za miesiąc haha.
PS Teraz w końcu wszystko powoli zacznie się wyjaśniać. Będzie więcej odpowiedzi niż pytań, więc czekajcie cierpliwie!
proszę podpisujcie się komentarzach! :)
#DIABELSKADUSZA
DLACZEGO PRZERYWASZ W TAKICH MOMENTACH?! Ja się na maturze muszę skupić,a nie tu takie rzeczy.
OdpowiedzUsuńNaprawdę chciałabym skleić jakiś wyczerpujący komentarz, bo odblokowałaś wreszcie tą możliwość, ale mam straszną sieczkę z mózgu w tym momencie i nie wiem co mam robić, ani myśleć.
Wiedz tylko, że naprawdę lubię Diabelską Duszę i cieszę się, że ją piszesz, niezależnie od częstotliwości, bo wiem, że pisanie musi przede wszystkim sprawiać przyjemność. Nie ma nic fajnego w tworzeniu pod presją, znam jedną powieść, która jest tego idealnym przykładem i bardzo bym nie chciała, żeby coś takiego przytrafiło się Tobie.
Życzę dużo weny i czasu!
@lightwhys
I bądź tu człowieku mądry i doczekaj do następnego rozdziału! Przecież to niewykonalne.
OdpowiedzUsuńJuz myslalam, ze siie nie pogodza. Oni razem sa dziwnie mega slodcy (?). Rozdzial jak dla mnie nie jest krotki bo czytalam go dlugo ( bo to ja XD. Juz sie nie moge doczekac az wiecej sie bedzie wyjasniac. Nwm dlaczego, ale Spike mnie denerwuje w sensie dobrze, ze jest przyjacielem Arleen , ale taki jakis dziwny. No to chyba tyle....
OdpowiedzUsuńRozdziały są super :* zresztą jak zawsze hhahha czekam na następne z niecierpliwością <3 kooooocham. Super piszesz *_*
OdpowiedzUsuńRozdział cuudo *-* I ten moment w ostatniej scenie Arleen i Justin'a *-* To było mega... Ciesze się, że ona wreszcie im coś mówi, jak np, o Jett'cie (?)
OdpowiedzUsuńZaczynają coś do siebie czuć, hueheu, nareszcie *-*
Życzę duuuużo weny i czekam na następny ;3
O KURWA MAC
OdpowiedzUsuńWRESZCIE WRESZCIE WRESZCIE
JUZ SIE BALAM ZE GO NIE DODASZ
IDE SIE KAPAC
A POTEM JAK WROCE TO PRZECZYTAM
AGBAEJGBSKJDGBKDSBGJSKJDG
Cudo <3
OdpowiedzUsuńDsgsgdhshuxvdgdv świetny rozdział :)
OdpowiedzUsuńUwielbiam Twoje opowiadanie :D
Justin by mógł w końcu zrozumieć, że jest zakochany i oby nie zrobił nic głupiego :/
Rozdział genialny <3
OdpowiedzUsuńBoże to opowiadanie to jest coś niesamowitego!!! Z niecierpliwieniem czekam na następny! :)
OdpowiedzUsuńno i się pogodzili gdsgfds czekam na kolejny ;)
OdpowiedzUsuńJak zwykle zajebisty rozdział ;d
OdpowiedzUsuńCzekam na kolejny <3
@scute4
O boże końcówka najwspanialsza, od momentu wyjścia chłopaków do samego końca. Justin jest wspaniały, ale... Boję się co może zrobić teraz, gdy dowiedział się, kto skrzywdził Arleen.
OdpowiedzUsuńo matko genialne *,*
OdpowiedzUsuńJejku jak ja się ciesze że dodałaś ten rozdział bo serio myślałam że będe musiała czekać do nowego roku ;) co do samego rozdziału to co moge powiedzieć jest tak samo wspaniały jak poprzednie. Kocham to że w tym opowiadaniu cos się dzieje że czyta się to z tak wielkim zaciekawieniem. Pozdrawiam i życzę dużo weny :* Czekam na następny :)
OdpowiedzUsuńświetny rozdział, mam nadzieje że nast rozdział pojawi się szybciej bo kocham to ff x
OdpowiedzUsuńO KURWA WRESZCIE
OdpowiedzUsuńCUDNY
WIECEJ MOMENTOW JUSTINA I ARLEEN
Kocham kocham kocham ❤️ Oby zostali para
OdpowiedzUsuńŚwietny rozdział! 💕 Życzę weny i czekam nn ☺
OdpowiedzUsuńBardzo lubię czytać te ff ♥
OdpowiedzUsuńJejkuś dziewczyno masz talent!!!
@arianatorka
Świetne! Jak wszystkie rozdzialy ! Jestem pod wrazeniem ;) uwielbiam to opowiadanie ciesze sie ze je kontynuujesz, bo duzo fajnych blogow niestety jest zawieszanych ;/ czekam na nn! Ciesze sie ze beda rozdzialy czesciej!
OdpowiedzUsuńJA SIE NA CIEBIE NORMALNIE OBRAŻE
OdpowiedzUsuńDlaczego w takim momencie przerwałas? :'c
I Justin juz powiedział Arleen, że ją lubi i miało byc cacy a tu co? BUM
Pff
No cóż, czekam na next, bye bye
@MasseyChannel
Ja też mam wąty o zakończenie... Czemu w takim momencie zakonczylaś? XD Chce wiedzieć co zrobi teraz Justin... Dodawaj szybko nexta :D
OdpowiedzUsuńBuzi
Wchodzę w świetne opowiadanie, chcąc przeczytać nowy rozdział. Czytam, mam milion słów do napisania i nagle patrze na komentarze..
OdpowiedzUsuńJak to jest, że tyle osób czyta DD a komentuje dosłownie kilka osób, którzy potrafią napisać ''czekam na next''.. Oczywiście, każdy z nas chciałby już przeczytać kolejny rozdział, wiadomo, ale ludzie autorka to nie robot. Oczekuje od nas choć kilka słów o rozdziale, o tym co się podobało, a nawet i co nie. Pisząc ''chce już następny'' albo ''kiedy dodasz, dodaj szybko kolejny'' - jestem pewna, że aż dziewczynie odechciewa się publikować opowiadanie. Bo pisać, pewnie ma ochotę, jest w tym dobra, ale jeśli czytelnicy olewają jej pracę i nie napiszą chociaż zdania to jaki jest sens w publikowaniu nam tego? Zdobądźcie się na jakiś gest i skoro macie czas na przeczytanie rozdziału, to z pewnością znajdziecie dodatkową minutę na napisanie krótkiego komentarza. Aż nóż się w kieszeni otwiera widząc liczbę wyświetleń i liczbę komentarzy.
Co do rozdziału, miałam ochotę rozwalić Justina za to że wygonił Arleen kiedy do niego przyszła. Zazdrosny dupek ;D Uwielbiam to jak grasz nam na emocjach przez cały rozdział, a ja wszystko odczuwam z bohaterką. Także Arleen - nie jesteś sama!
Dla mnie rozdział możesz dodać i za kilka miesięcy. To nie jest godzina napisanie coś takiego i mam nadzieję, że każdy kto docenia twoją pracę ma podobne zdanie ;)
- Pozdrawiam, GS.
O nie. Przeczytałam w zaledwie kilka dni (moze trzy) całe to opowiadanie do tego momentu i jak zobaczyłam ze nie ma dalej to na głos jak chora mowilam do siebie "nie nie nie nie" NIE WYTRZYMAM MIESIĄCA CZY ILU DO KOLEJNEGO ROZDZIAŁU
OdpowiedzUsuńdziewczyno jestes najlepszaaaa a to opowiadanie... Cud! Zakochałam sie :)
Pozdrawiam @muratovamonika
Dobrze :D super Ci to wyszlo
OdpowiedzUsuńUwielbiam to opowiadanie, sposób w jaki przedstawiasz nam tą całą historię i całą ideę jej. Napisanie czegoś takiego to nie lada wyzwanie, bo nie wystarczy sam pomysł, trzeba umieć jakoś to przedstawić, połączyć wątki, wykreować bohaterów. Wielkie wyrazy uznania za to, co tworzysz i ogromne podziękowania za to, że dajesz nam możliwość przeczytania tego. Sama również piszę różne opowiadania, ale nigdy ich nie udostępniałam w internecie - myślę, że internauci są zbyt niewdzięczni i wydaje im się, że słowo "dziękuję" nie ma żadnego znaczenia dla osoby, która ślęczy przy danym tekście po kilkanaście godzin, by go sprawdzić, obrobić itp.
OdpowiedzUsuńWiedz, że ta historia jest naprawdę niesamowita i z zapartym tchem czytam każdy pojedynczy rozdział. Mam nadzieję, że dotrwasz do końca i napiszesz jeszcze dziesiątki innych opowiadań, bo po prostu jesteś w tym bardzo dobra. Jeszcze raz dziękuję i serdecznie pozdrawiam, Natalia ;)
to jest cholernie genialne, nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału, masz talent dziewczyno do pisania
OdpowiedzUsuńKocham to ff 😍
OdpowiedzUsuńSzczerze dziwię się, że pod tym rozdziałem jest tak mało komentarzy. Osobiście uwielbiam twój styl pisania, to jak każdy akapit wciąga coraz bardziej. Mogłabym czytać twoje opowiadanie godzinami i myślę, że nadal uwielbiałabym je tak samo mocno, przysięgam, że jesteś jedną z niewielu osób, które piszą tak dobrze. Czekam aż wszystko zacznie się wyjaśniać, także powodzenia w pisaniu!
OdpowiedzUsuńŚwietne, podziwiam cie za twórczość, ale jak zwykle skończone jak jest taka akcja uhhh czekam na kolejny i pozdrawiam mocnoo ;*
OdpowiedzUsuńciekawa wyobraźnia
OdpowiedzUsuńSupi *-*
OdpowiedzUsuńKiedy nast? ;/
Jeju, jak ty cudownie piszesz <33 za każdym razem, kiedy dodajesz nowy rozdział, nie mogę się doczekać kolejnego *.* cudne ff <333
OdpowiedzUsuńCzytam! ❤❤❤
OdpowiedzUsuń/A.
Genialne genialne i jeszcze raz genialne. Uwielbiam to jak piszesz naprawdę masz talent
OdpowiedzUsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuń