sobota, 14 czerwca 2014

Rozdział pierwszy



Czasy obecne
Lokalizacja nieznana

Nie powinna tu nigdy trafić, nigdy nie powinna się za to wszystko brać. Nie powinna widzieć rzeczy, które widziała ale to co się stało już się nie odstanie. Pomimo tego, że Arleen siedziała z szeroko otwartymi oczami widziała przed sobie jedynie ciemność. Mrok pochłaniał całe pomieszczenie, a okropna cisza biła po uszach doprowadzając ją do szału. Nie słyszała żadnego brzęczenia, stukania, pikania. Absolutnie idealna cisza wprowadzała ją w jeszcze większy niepokój i strach. Nie była w stanie przewidzieć tego co teraz może nastąpić, a gorsze było to, że była skazana na siebie. Gdy ludzie nie mają na kim polegać wszystko staje się jeszcze gorsze, bo ciągle istnieje świadomość, że z drugą osobą byłoby łatwiej przez wszystko przejść.
Arleen poruszyła rękoma chcąc sprawdzić stan swoich nadgarstków, ale było to głupie posunięcie. Syknęła czując okropny ból. Najlepszym rozwiązaniem w tym momencie było po prostu siedzenie i nie wykonywanie żadnych ruchów. Przymknęła oczy modląc się, by to wszystko się skończyło ale za każdym razem, gdy przymykała powieki w jej głowie wspomnienia odtwarzały się jak film, który miał się nigdy nie skończyć.


Trzy lata temu
Szpital w London, Ontario, Kanada

Pociągnęła nosem wdychając okropny szpitalny zapach, którym było przesiąknięte to miejsce oraz każda rzecz, która się w nim znajdowała.
- Więc? - policjant siedzący na krześle spojrzał na nią pytająco trzymając w dłoni notatnik.
- Słucham? - zapytała niezręcznie Arleen zapominając o co chodzi. Przez cały czas czuła się ogłuszona, zmieszana i oderwana od rzeczywistości. Nie była pewna co jest prawdziwe, a co nie. Czuła jakby część jej mózgu została wyłączona. Nie pamiętała jak dokładnie trafiła do szpitala, ani opatrywania ran chociaż podobno w tym czasie była już przytomna.
- Skup się i opowiedz mi co się stało.
Dziewczyna spojrzała na okrągłą twarz i łysinę mężczyzny, który wcześniej ukrywał ją pod swoją czapką. Wyglądał na ostrego i bardzo nieprzyjemnego policjanta. Miał surowy wyraz twarzy i Arleen wydawało się, że ta sprawa wcale go nie obchodzi. Nie miała ochoty z nim rozmawiać ale nie miała wyjścia.
- Ktoś mnie napadł - powiedziała wymijająco. - W nocy.
- To bardzo ogólnikowe panno Blackwood. Musisz mi opowiedzieć wszystko co pamiętasz.
- Koniecznie teraz? Boli mnie głowa - jęknęła z niezadowoleniem opadając miękko na poduszkę. Mężczyzna westchnął ciężko i wywrócił oczami.
- Tak, koniecznie teraz. Twoi lekarze powiedzieli, że nie ma przeciwwskazań, więc mów co wiesz, a potem będziesz mogła się przespać.
Arleen przymknęła na chwilę oczy, a potem zaczęła mówić. Każda scena, którą opisywała stawała przed jej oczami i wydawała się być żywsza niż jakiekolwiek inne wspomnienie.
- Byłam na urodzinach swojej koleżanki... - zaczęła spokojnym tonem. - Moi rodzice o tym nie wiedzieli.
- Dlaczego?
- Mama jest w Paryżu, bo tam pracuje i opiekuje się babcią, a tata... - urwała szukając w głowie odpowiedzi na pytanie. Nie mogła jednak sobie przypomnieć tego gdzie się znajduje. - Oh, nie wiem. Przepraszam.
- Kontynuuj.
- Byłam na urodzinach Victorii Stump i chciałam wrócić do domu, więc umówiłam się z moim bratem, że mnie odbierze z tego samego miejsca co zawsze - mówiła przypominając sobie jak żegna się z wszystkimi i zmierza do tego przeklętego zaułka. Przełknęła ślinę nagromadzoną w ustach. - Było strasznie ciemno, bo w tamtych rejonach nie ma zbyt dużo latarni.
- Nie bałaś się?
- Nie.
Mówienie o tym wszystkim wcale nie było dla niej łatwe. Mimo, że wspomnienie było żywe miała trudności z przypomnieniem sobie niektórych szczegółów. Kontynuowała swoją opowieść odpowiadając na kolejne pytania policjanta, który zdawał się powoli tracić do niej cierpliwość. Arleen momentami urywała zdanie w połowie i gubiła się w tym o czym mówiła. Dopiero po kilku minutach jej umysł się rozruszał, myślenie stawało się łatwiejsze, a zdania, które wypowiadała były coraz dłuższe i składniejsze. Wszystko to spowodowane było silnymi uderzeniami oraz tym, że była bardzo długo nieprzytomna. Leki też wcale nie ułatwiały jej skupienia się, ale czuła wewnętrzną potrzebę rozwiązania tej sprawy, a przede wszystkim dorwania tego skończonego idioty, który jej to zrobił.
- Twój brat to Blade Blackwood?
- Tak - skinęła głową w odpowiedzi.
- Jaki jest? - zapytał patrząc na nią uważnie.
- To najlepszy brat na świecie - powiedziała. - Opiekuje się mną i zawsze mogę na niego liczyć. Dlaczego pan o niego pyta? - zapytała zdezorientowana takim pytaniem. Policjant odchrząknął i postawił kropkę w swoim notatniku podnosząc na nią wzrok.
- Ponieważ nie znaleźliśmy na miejscu zdarzenia nikogo oprócz waszej dwójki, a Blade był już notowany za drobne przestępstwa.
Arleen rozchyliła usta patrząc na mężczyznę wielkimi oczami. Myśleli, że to on? To niedorzeczne!
- Czy pan zgłupiał?! - wybuchła. - Jak może pan myśleć, że to był on?! - prychnęła patrząc na niego spode łba. - To niemożliwe!
- Jesteś pewna Arleen? Mówiłaś, że nie widziałaś twarzy swojego oprawcy, ani nie słyszałaś jego głosu.
- To prawda ale... Blade? On nigdy nie zrobiłby mi krzywdy! Myśli pan, że celowo zrobiłby mi to?! - podniosła ton głosu wskazując dłonią na swój policzek. - Czy pan zdaje sobie sprawę z tego, że będę miała bliznę do końca życia?! On nigdy by mi czegoś takiego nie zrobił! Jak pan śmie?!
- Jesteś tego pewna? - zapytał.
Dziewczyna nie zdążyła mu odpowiedzieć na pytanie, bo do sali, w której leżała wtargnęła pielęgniarka krzycząc na policjanta, że niepotrzebnie sieje zamęt i denerwuje Arleen. Dziewczyna tępo wpatrywała się w drzwi za którymi zniknął mężczyzna. Czy była pewna tego, że to nie był Blade? Czy mogła mieć pewność, że to nie był on? Gorączkowo szukała odpowiedzi na pytanie mężczyzny i próbowała odpędzić od siebie wszystkie wątpliwości. Miała tylko Blade'a i musiała mu ufać i wierzyć w to, że nie ma z tym nic wspólnego. Wzięła głęboki oddech i zacisnęła zęby, gdy pielęgniarka wbiła igłę w jej rękę podając jej środki uspokajające.


Dwa lata temu
Kitchener, Ontario, Kanada

Arleen stłumiła chichot patrząc na swojego starszego brata, który chodził to w jedną, to w drugą stronę ciągnąc za swoje włosy i roztrzepując je coraz  bardziej. Wyglądał jakby dopiero co podniósł się z łóżka po ciężkiej nocy, nerwowo łapał się za głowę przypominając sobie co jeszcze muszą zrobić.
- Blade uspokój się! - powiedziała podniesionym tonem wznosząc do góry oczy.
- Nie, nie! Wszystko musi być idealne - odpowiedział wbijając wcześniej złapane nożyczki w taśmę klejącą. Rozciął ją i otworzył pudło z etykietką "książki". Zaczął wyciągać zawartość na stół.
- Blade!
- Musimy wszystko rozpakować, - powiedział panikując - będą tu jutro!
- To tylko nasi rodzice.
- No właśnie! - chłopak wyrzucił ręce w górę. - RODZICE! Oni są straszni - pokręcił głową patrząc na Arleen. - Dobrze wiesz, że jeśli coś im nie będzie pasowało. Jeśli coś im się nie spodoba to będziemy musieli zamieszkać z matką w Paryżu albo z ojcem w Nowym Jorku. Chcesz tego?
- Nie - westchnęła podnosząc się z sofy. - Chcę mieszkać tutaj z tobą.
- To mi pomóż.
Dziewczyna pokiwała potulnie głową i od razu zabrała się do roboty. Zaczęła rozpakowywać kolejne kartony wyciągając z ich wnętrza przeróżne przedmioty, które później układała na półkach. Arleen nigdy nie narzekała na mieszkanie w London, Ontario ale po incydencie, którzy miał miejsce w zeszłym roku nie mogła już tam normalnie funkcjonować. Odkąd tylko opuściła mury szpitala i, gdy w końcu została przesłuchana po raz ostatni marzyła tylko o tym, by się wynieść. Mijając obcych ludzi na ulicach czuła na sobie ich wzrok, słyszała ich gadanie o tym jak to została skrzywdzona, o tym jaka jest teraz oszpecona. Nie miała już żadnych znajomych, bo ciągle czuła się przy nich niezręcznie. Znosiła to dzielnie przez bardzo długi okres czasu ale w końcu Blade nie wytrzymał. Nie mógł znieść tego jak wszyscy patrzyli i traktowali jego młodszą siostrę. Nie zasługiwała na wyśmiewanie oraz wyzwiska, które padały pod jej adresem. Dlatego jakiś czas temu Blade wyjechał na jeden dzień i wrócił trzymając w ręku dokumenty dotyczące nabycia nowego domu.
- Słuchaj, na pewno pozwolą mi zostać z tobą - odezwała się pogodnym głosem. - To ty ciągle się mną opiekujesz, a nie oni.
- I dlatego chcą, żebyś pojechała do Nowego Jorku albo do Francji. Chcą, żebyś się ode mnie oderwała.
- Blade, zostanę z tobą choćby nie wiem co - odpowiedziała hardo.
Jej szczupłe palce przebiegły po jej prawym policzku tuż obok doskonale widoczniej blizny. Przez cały czas liczyła na to, że zniknie ale miała świadomość tego, że to niemożliwe. Może jeszcze trochę się zaleczy ale zawsze będzie można ją zobaczyć gołym okiem.
- Myślisz, że zorientują się skąd wziąłeś pieniądze na to wszystko?
- Lepiej żeby o to nawet nie pytali - westchnął Blade patrząc na swoją młodszą siostrą z zaciętą miną. - I ty też miałaś już do tego nie wracać.
Arleen wzruszyła ramionami, chciała wiedzieć skąd Blade wytrzasnął tyle forsy ale nie chciała na niego naciskać. Wiedziała, że jak tylko będzie gotów wszystko jej powie ale teraz najważniejsze było to, by rodzice pozwolili jej z nim zostać już na stałe.


Rok temu
Kitchener, Ontario, Kanada

Arleen zsunęła ze stóp ciężkie buty opadając na sofę stojącą w salonie. Zerknęła na zegar i głośno westchnęła widząc późną godzinę. Przetarła zmęczone oczy nie przejmując się tym, że tym sposobem rozmazuje resztki makijażu. Czuła się zmęczona po całym dniu, który wlókł się jej w nieskończoność. Zaraz po skończeniu lekcji niemal przebiegła pół miasta, by dotrzeć do małego baru, w którym pomagała.
- Cześć.
- Blade! - krzyknęła oskarżycielskim głosem wystraszona jego obecnością. - Czemu nie śpisz?
- Ja... - urwał drapiąc się niezręcznie po karku. - Wróciłem właśnie do domu.
- Gdzie byłeś?
- U kumpla - wyjaśnił szybko. - A jak twój dzień w pracy? Nie jesteś głodna? Mogę ci coś zrobić na szybko, gdybyś tylko chciała. Jesteś taka chuda, że powinnaś coś zjeść. Tak, to dobry pomysł. Hej, tak w ogóle to wszystko w porządku? Nikt ci nie dokuczał w barze? - gadał tak szybko, że Arleen z trudem za nim nadążała, w dodatku jej brat zaczął krążyć po całym salonie.
- Zwolnij - mruknęła wywracają oczami. - Nie jestem głodna i wystarczyło powiedzieć, że nie chcesz odpowiadać na moje pytanie. Nie musisz mnie zagadywać w taki sposób jakbym miała znowu siedem lat. Nie jesteśmy już dziećmi Blade.
- W porządku, przepraszam...
Blade zamilknął czując się nieco niezręcznie. Często zapominał o tym, że Alreen nie ma już piętnastu lat, nie jest już ofiarą napaści i nie jest już taka nieporadna jak wcześniej. Bardo wydoroślała i jednocześnie zachowała swoją pewność siebie. Mieli tylko siebie odkąd tylko sięgał pamięcią. Zawsze opiekował się Arleen, bo rodzice wiecznie byli czymś zajęci, więc czy mu się to podobało czy nie musiał to robić.
- Jestem zmęczona - powiedziała szatynka ziewając. - Dzisiaj piątek, mieliśmy straszny ruch.
- Zapewne na zapleczu też miałaś coś do roboty - odpowiedział Blade poruszając znacząco brwiami.
- Blade! - fuknęła i gdyby nie to, że stał daleko na pewno dostałby od niej z łokcia.
- Czekaj jak on miał na imię... Daniel?
- Nie przeginaj!
- Wydawał się całkiem fajny, ale skoro do tej pory nie zaprosił cię na randkę to straszna z niego cipa. Mówię ci, że... - urwał, gdy tylko mała poduszka uderzyła go w twarz.
- Przymknij się. On nawet nie jest w moim typie.
- I dobrze - odpowiedział Blade schylając się. - Mówiłem ci, że to cipa.
- Blade!
- No co?
Arleen posłała mu krótkie spojrzenie, a potem zagryzła usta. Blade kochał się z nią droczyć, uwielbiał mówić o potencjalnych partnerach dla niej ale jednocześnie dawał do zrozumienia, że żaden z nich nie jest jej wart. Był tak cholernie uparty i z jakiegoś powodu nie pozwalał jej na to, by ktoś podszedł do niej blisko. Dziewczyna w ogóle tego nie rozumiała. Może chodziło o to, że po prostu się o nią martwił? Bał się, że coś jej się znowu stanie?
- Daniel jest w porządku... - wymamrotała. - I nie patrzy już na mnie jak na dziwadło.
- Nikt tak na ciebie nie patrzy.
- Nie jestem ślepa Blade - warknęła świadoma tego, że ma rację.
- Okej, może i się patrzą ale właśnie to jest problem. Daniel nie jest wart twojego zachodu, bo z tego co pamiętam na początku zachowywał się jak zwykły fiut. Wyśmiewał cię, pamiętasz? A jeśli ktoś naprawdę cię polubi to będzie miał gdzieś tą twoją bliznę, bo polubi cię za to jaka jesteś, a nie za to jak wyglądasz.
- Pieprzysz jak w tych ckliwych filmach - powiedziała. - A ja ich nie znoszę.
Zapadła cisza. Arleen mimo swojego komentarza analizowała słowa brata w głowie. Mylił się. Ludzie zawsze oceniają innych patrząc na wygląd i nie można się oszukiwać, że nie jest bez znaczenia. Dlatego inni na nią patrzą. Widzą jej twarz i nie zwracają uwagi na oczy, ani na włosy czy kolor skóry. Widzą tylko ją. Obrzydliwą bliznę, która rozciąga się po policzku, która już zawsze tam będzie.
- Dobra Arleen, idź już spać.
Szatynka skinęła głową podnosząc z podłogi swoje buty, a następnie obojętnym krokiem ruszyła w stronę drzwi. Zatrzymała się w pół korku i odwróciła w stronę Blade'a.
- Dałeś już sobie spokój, prawda? Nie szukasz już tego idioty?
Blade spojrzał na nią i wypuścił powietrze ze świstem.
- Szukam Arleen i nie skończę dopóki go nie znajdę - odpowiedział. - Zapłaci za to co ci zrobił.
- Mówiłam ci już, że masz sobie dać z tym spokój! - krzyknęła wyrzucając ręce do góry nie zwracając uwagi na to, że wypuściła z dłoni buty. - Blade dobrze wiesz, że to był jakiś świr! Nie możesz dać temu spokoju? Prosiłam cię! To nie ma żadnego sensu, nie znajdziesz go. Nawet nie wiesz gdzie i kogo szukać.
Blade uniósł kącik ust do góry podchodząc do swojej siostry.
- Właśnie, że wiem.


Osiem miesięcy temu
Kitchener, Ontario, Kanada

Arleen roześmiała się wchodząc po stopniach kamienicy uświadamiając sobie, że w końcu ma czas na robienie tego co tylko zechce. Miała w planach wyjazd. Chciała zabrać Blade'a, swojego ukochanego starszego brata w jakieś miejsce, w którym moglibypo prostu odpocząć od codzienności. Dziewczyna zanurzyła dłoń w bocznej kieszeni swojej torebki szukając w niej kluczy, którymi chciała otworzyć drzwi. Z zaskoczeniem dostrzegła, że są otwarte. To było dla niej trochę dziwne, ponieważ ona i Blade zawsze je zamykali. Nawet gdy siedzieli w środku zamek zawsze był przekręcony. Weszła do środka odkładając klucze na półkę, a torbę rzucając na ziemię.
- Blade? - krzyknęła robiąc kilka kroków do przodu. Rozejrzała się na boki szukając czegoś nadzwyczajnego ale wszystko wyglądało normalnie, a mimo to Arleen ciągle towarzyszło przeczucie, że coś jest nie tak. Coś wisiało w powietrzu, czuła to całą sobą.
- BLADE? - podniosła ton głosu wchodząc do salonu, ale tam też go nie było. Zapomniał zamknąć drzwi, gdy wychodził? Nie, to niemożliwe - pomyślała. Wywróciła oczami uświadamiając sobie, że może znowu palił jointy i znużony poszedł spać. Wściekłym krokiem ruszyła w stronę drzwi prowadzących do jego pokoju, nacisnęła na klamkę i wtargnęła do środka z zamiarem nakrzyczenia na niego za to, że ją tak wystarszył.
- Blade debilu - zaczęłam i urwałam w połowie zdania.
Jej serce zabiło mocniej, gdy okazało się, że również tutaj go nie ma, a jego łóżko jest idealnie pościelone. Palcami przeczesała włosy wracając do salonu czują, że zaczyna się coraz bardziej denerwować. Może faktycznie zapomniał zamknąć drzwi? Wziął coś albo wyszedł w pośpiechu i po prostu zapomniał żeby zamknąć za sobą drzwi? Kręcąc głową i przede wszystkim starając się uwierzyć we własne teorie Arleen postanowiła pójść do kuchni, żeby coś zjeść. I właśnie wtedy, gdy przekroczyła próg poczuła jakby ktoś uderzył ją porządnie w twarz.
Znalazła go.


Czasy obecne
Lokalizacja nieznana

Zacisnęła mocno zęby próbując pozbyć się z głowy widoku martwego brata z raną postrzałową w głowie, który leżał na kuchennej posadzce blady jak kreda cały we krwi. Leżał tam bezwładny, pozbawiony życia z zamkniętymi oczami i głową zwróconą w stronę okna. Arleen wiedziała, że nigdy o tym nie zapomni. Nie potrafiła sobie poradzić z odejściem Blade'a, nie potrafiła zrozumieć tego co się stało i dlaczego to się stało. A przede wszystkim nie wierzyła w teorie biegłych i policji, którzy ustalili, że Blade popełnił samobójstwo. Szatynka była pewna, że nigdy nie zostawiłby jej samej świadomie. Przecież wiedział, że Arleen nie utrzymuje z nikim kontaktu, nie ma znajomych ani przyjaciół. Miała tylko jego, więc nie zrobiłby jej tego. Nigdy.
Jej  rozmyślenia o przeszłości oraz teraźniejszości przerwał dźwięk zbliżających się kroków. Oddech Arleen od razu zrobił się płytki, serce zaczęło bić w nierównym tempie, a plecy oblały zimne poty. Czuła kropelki, które spływały po jej skórze. Zatrzęsła się ze strachu, gdy drzwi z łoskotem uderzyły o ścianę wpuszczając do środka łunę światła. Arleen zapłakała nim mężczyzna stojący w progu do niej podszedł świadoma tego co ją prawdopodobnie teraz czeka. Zacisnęła mocno oczy i zagryzła wargi próbując się uspokoić co w tej sytuacji było niemal niemożliwe. Usłyszała szyderczy chichot, a potem ktoś zacmokał w powietrzu. Kliknęło i dziewczyna wiedziała, że zapalił światło. Otworzyła powoli oczy mrużąc je przez ostry blask samotnie wiszącej żarówki tuż nad jej głową. Z niechęcią zerknęła na swoje oprawcę, który podszedł do niej szybkim krokiem. Wyciągnął w jej stronę dłoń przejeżdżając palcami po jej policzku. Próbowała się odsunąć do tyłu ale nie było to możliwe. Ponownie usłyszała jak chichot opuszcza usta mężczyzny i rozbija się echem po całym pomieszczeniu. Bawiło go to. Miał satysfakcję z tego, że Arleen nie mogła mu uciec. Czerpał przyjemność z jej cierpienia. Przeciągnął palcem po bliźnie.
- Szkoda, że wtedy padło na ciebie - westchnął teatralnie. - Wtedy może nie byłabyś tak oszpecona, ale ta wersja ciebie też mi się podoba.
- To byłeś ty... - wyszeptała rozchylając usta. W odpowiedzi usłyszała jedynie śmiech, szyderczy, przepełniony pewnością siebie śmiech, który przyprawił ją o mdłości. - Jak mogłeś?! Kim ty w ogóle jesteś?!
Aż plasnęło, gdy chłopak z rozmysłem uderzył w jej lewy policzek z otwartej dłoni. Skóra od razu zapiekła i zrobiła się czerwona. Arleen zamknęła usta nie wydając z siebie chociażby jęknięcia. Nie chciała go prowokować. Patrzyła na niego z pustką w oczach obserwując jak podchodzi do małego stolika, który znajdował się po przeciwnej stronie, tuż obok drzwi. Chwycił za czarny skrawek materiału i wrócił z nim obchodząc dziewczynę. Złapał za jego końce obwiązując go na jej oczach tak, by nie mogła niczego zobaczyć. Jej stał się jeszcze cięższy niż wcześniej.
- Pewnie zastanawiasz się dlaczego trzymam cię w ciemności i zawsze zasłaniam oczy, co? - zapytał i zamilkł na chwilę. To była kolejna prowokacja. Czekał, aż Arleen odpowie, żeby potem się na niej za to wyżyć. Mimo, że Arleen była tu krótko szybko zrozumiała jak to działa. - Oh, spodziewałem się, że się odezwiesz... w każdym razie na pewno się zastanawiasz - mówił poprawiając węzeł na jej nadgarstkach, który i tak już dostatecznie wpijał się w jej skórę. - Widzisz, w ciemności ludzie odczuwają wszystko kilka razy bardziej. Ich zmysły bardziej skupiają się na doznaniach. Można powiedzieć, że wręcz świrują, by poczuć to, czego oczy nie mogą zobaczyć.
Wstał i oparł ręce o jej szczupłe ramiona.
- Chciałem ci dać dzisiaj spokój - zaczął. - Pomyślałem, że dam ci odpocząć, pozwolę ci się zregenerować, żebyś nie zemdlała po jednym ciosie, bo co to za przyjemność skoro nie słyszę twoich błagań? Co to za przyjemność mścić się, kiedy jesteś nieprzytomna? Ale potem moi kumple mnie wkurwili i pomyślałem chuj z tym wszystkim - ostatnie słowo wycharczał i zamilkł na kilka sekund.
- Proszę... - zaczęła cichym, drżącym głosem.
Bezimienny chłopak ponownie zacmokał i szatynka mogła sobie jedynie wyobrazić, że kręci przy tym głową.
- Nie myśl tylko, że jestem jakimś psychopatą Arleen - powiedział prosto w jej twarz przykładając do niej coś zimnego i ostrego. Odsunął jednak przedmiot i ponownie zamachnął się uderzając ją w twarz. Następnie nachylił się zaciskając boleśnie rękę na jej udzie i wyszeptał wprost do jej ucha jedno krótkie pytanie. - Zabawimy się?
I mimo, że Arleen modliła się, by to wszystko już się skończyło nie wiedziała jeszcze, że to dopiero początek jej podróży przez piekło.

* * *



Cześć ziomeczki! Chcę powiedzieć coś ważnego, więc przeczytajcie chociaż ten pierwszy akapit. Chodzi o to, że nie znoszę informowania o nowym rozdziale osób, które i tak nigdy nie zostawiają po sobie śladu, więc proszę - jeśli nie chcecie komentować nawet nie proście mnie o to, żebym pisała wam, że coś opublikowałam.
Pierwszy rozdział, a ja jak zwykle nie jestem z niego zadowolona. Ci, którzy już mnie znają wiedzą, że zawsze tak jest XD. Pisałam go dwa razy i pierwsza wersja była idealna, a ta... zostawmy to bez komentarza. Jeszcze nie wiem co będzie z narracją, nie wiem czy zostawię ją taką czy przejdę na pierwszoosobową i poprawię później ten rozdział. 
Tak czy siak mam nadzieję, że wam się chociaż trochę podoba :) Nie wiecie jak Arleen trafiła i gdzie jest, ale na razie nie będzie skakania do przeszłości (chyba XD) i zostaniemy w obecnych czasach, więc szykujcie się na trochę cierpienia i uzbrójcie się w cierpliwość, bo Justin pojawi się tu dopiero, gdy... a, co ja wam będę spoilerować. Czytajcie to się dowiecie :)



Proszę Was wszystkich i to tak baaaaaardzo mocno polecajcie to ff :')

37 komentarzy:

  1. Fajnie. Tak tajemnico i nie do końca wiadomo o co chodzi. Nie mogę się doczekać, co wymyśliłaś w następnym.
    @aleksansdraa984

    OdpowiedzUsuń
  2. czekam na kolejny x

    OdpowiedzUsuń
  3. Według mnie prolog był taki sobie, rozdział pierwszy też szału nie ma i czytam to ff ze względu na ciebie, bo wiem, że świetnie piszesz i masz fajne pomysły na opowiadania. Mam nadzieję, że w następnych rozdziałach akcja się rozwinie i z niecierpliwością będę czekać na kolejne rozdziały.
    @bi3bst3r

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetne. "Nie spodziewajcie sie niczego wyjątkoqwgo"
    Ha ha, bardzo zabawne. A tak na serio, rozdziały bardzo ciekawy i lekko mącący w głowie.
    I te pytania po przeczytaniu.
    Co będzie z Arleen? Kto ją porwał? Co się stanie? Czy będzie jeszcze bardziej oszpecona? Czy ucieknie i jak ucieknie??? I tysioce podobnych pytań, na które, niestety, nie mogę sobie odpowiedzieć.
    I teraz pytania do autorki;
    Co ile chcesz dodawać rozdziały?
    Dlaczego przesłałaś drugą wersje pierwszego rozdziału, skoro byłą druga, jeszcez lepsza (jeśli to możliwe).
    Podsumowując rozdział; (Gosh, jak ja chaotycznie piszę)
    Jest ciekawy, długi, jak każdy czytelnik lubi i ma drastyczne sceny. Denerwuje mnie oczywiście to,że prawie wcale nie wiem co sie tam dzieje, bo po pierwsze - urwałaś w takim momencie, że UGH! I teraz będę myślała i myślała i myślała i sie domyślała, bla bla bla. I nie miałam tych motylków w brzuchu jak mi się często zdarza czytając inne ff (ale wtedy jest juz Justin i takie romantyczne sceny etc. więc sie nie martw) Ale to tylko taki mój duchowy zawód, bo ogólnie akcja jest bardzo dobrze zrobiona. No, lmao, chyba nie powinnam czuć motylków w brzuchu przy mordowaniu Blade'a? xD Czasem sama się nie rozumiem.
    I nasuwa się pytanie... Jakim człowiekiem tutaj będzie Justin?
    Eh, trzeba będzie czekać do następnego rozdziału :(
    Pozdrawiam i życzę weny xx
    @AniolyCiemnosci

    OdpowiedzUsuń
  5. dziewczyno, przecież ten rozdział jest genialny, nie podchodź do swojej pracy krytycznie. liczę na kontynuację kwestii: "zabawimy się?". tak, wiem. zboczeniec ze mnie.

    w moim sercu tli się nadzieja, że to Justin jest tym mordercą.

    OdpowiedzUsuń
  6. zapomniałam się podpisać. @iheartblaugrana

    OdpowiedzUsuń
  7. Zabijasz mnie tym opowiadaniem! Jest genialne, kiedy to czytałam to tylko zastanawiałam się " Wow jak można mieć taki talent do pisania?" Jesteś genialna a to FF też, nie mogę doczekać się kolejnych rozdziałów i pojawienia się Justina :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Genialne opowiadanie! Oryginalna fabuła x
    Czekam aż akcja się rozwinie i pojawi się Justin
    Smutno mi było kiedy zginął jej brat..
    Gdzie ona trafiła? Co takiego zrobiła/dlaczego ?
    @demzsean

    OdpowiedzUsuń
  9. Naprawdę mi się to podoba nie mogę doczekać się następnego rozdziału ciekawość mnie zżera. XD

    OdpowiedzUsuń
  10. Rozdział jest idealny.Cała fabuła jest idealna.Wszystko jest idealne .Cazkam na nastepny :)

    OdpowiedzUsuń
  11. swietny rozdzial, co Ty chcesz! x
    juz nie moge sie doczekac az sytuacja z Arleen nieco sie rozjasni, a do akcji wkroczy Justin

    OdpowiedzUsuń
  12. To opowiadanie jest niesamowite, wreszcie coś innego! Szkoda, że w tym rozdziale nie pojawił się jeszcze Justin, no ale i tak rozdział świetny!

    OdpowiedzUsuń
  13. Wszystko zapowiada się genialnie. Już nie mogę się doczekać, aby dowiedzieć się czegoś wiecej x

    OdpowiedzUsuń
  14. Rozdział świetny / sirbizxzle

    OdpowiedzUsuń
  15. Troche to nie do zrozumienia... poplatanei w ogole ale czekam na nn

    OdpowiedzUsuń
  16. Rozdział dosyć długi i chaotyczny, ale rozumiem, że taki był zamiar. Fajne jest to, że po przeczytaniu ma się tyle pytań w głowie i aż chce się następnego rozdziału, dlatego już się nie mogę go doczekać! :) @adorableshai

    OdpowiedzUsuń
  17. To jest świetne. Bądź z siebie dumna ❤z niecierpliwością czekam na następny

    OdpowiedzUsuń
  18. Że zniecierpliwieniem czekam na następny rozdział ♥♥♥
    @LoliszkaXD

    OdpowiedzUsuń
  19. czekam na kolejny x zapowiada się ciekawie :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Oszalalam.. Kocham to !!!

    OdpowiedzUsuń
  21. opowiadanie baaardzo intryguje. wpadłaś na świetny pomysł, jak widzę. do tego piszesz wybitnie, także nie mogę się do niczego przyczepic. życzę weny.

    OdpowiedzUsuń
  22. Podoba mi sie styl w jaki to piszesz :) Bardzo zaciekawiło mnie to ff i mam zamiar być na bierząco. Życzę duuuuużo weny do pisania i czekam na kolejny rozdział
    @_KidrauhlsBack_ ❤

    OdpowiedzUsuń
  23. Boskofantastycznoprzecudownopiękne <3 Nie przepadam za JB ale to ff jest ekstra! Przynajmniej pierwszy rozdział :D Chciałabym dodać twoje ff do polecanych na moim blogu :*
    http://infatuated-fanfiction.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  24. Kiedy zamierzasz dodać rozdział? Masz naprawdę talent do pisania! Nie mogę się doczekać aż Justin się pojawi *.*

    OdpowiedzUsuń
  25. kocham kocham kocham po prostu kocham <33

    OdpowiedzUsuń
  26. myślę, że to pokocham, ale gdzie nowe rozdziały ?

    OdpowiedzUsuń
  27. Zostałaś nominowana :) Więcej tutaj: http://infatuated-fanfiction.blogspot.com/2014/07/o-kurwa-zostaam-nominowana.html#comment-form

    OdpowiedzUsuń
  28. Ja się jakoś w tym połapałam :)) Rozdział świetny , dużo się w nim dzieje ;D

    OdpowiedzUsuń
  29. Bardzo mi się spodobał ten rozdział, będę czytać. :))) @believeinmeduke

    OdpowiedzUsuń
  30. e tam przesadzasz, wcale nie jest zły. nie jojcz tylko pisz dalej ;P

    OdpowiedzUsuń
  31. Pisz dalej :) Czekam na kolejny rozdział

    OdpowiedzUsuń
  32. Jeju super rozdział <3
    a ja zapraszam do czytania i komentowania mojego bloga! http://all-inallisallweare.blogspot.com/search?updated-min=2014-01-01T00:00:00-08:00&updated-max=2015-01-01T00:00:00-08:00&max-results=3

    OdpowiedzUsuń
  33. To jest świetne dziewczyno jeju

    OdpowiedzUsuń