piątek, 13 lutego 2015

Rozdział dwunasty



Justin podrapał się za uchem spoglądając na twarz swojego starszego brata. Widział go kilka dni temu,
ale miał wrażenie, że ten postarzał się jeszcze bardziej. Miał bladą skórę, cienie pod oczami i przesuszone usta. Stał opierając się o zimną ceglaną ścianę z zamkniętymi oczami. Szatyn posłał krótkie spojrzenie w kierunku Ryana, a następnie razem ruszyli w stronę Frosta. Mieli sobie nawzajem pomóc.
- Cześć - powiedział Justin, a jego brat otworzył oczy i uśmiechnął się pokazując swoje o dziwo białe, zadbane zęby, które nie pasowały do ubioru na bezdomnego. - Dzięki, że chcesz mi z tym pomóc.
- Od tego jest rodzina - odparł Frost swoim ochrypłym głosem, a Justin poczuł nieprzyjemny ucisk
w żołądku. Jego rodziną był Ryan i reszta chłopaków, nikt więcej. Nie mógł jednak teraz rozdrapywać starych ran. Czasami interesy były ważniejsze od tego co czuł do danej osoby. - Gdzie to macie?
- W samochodzie.
- Zabezpieczone? Nie było problemów?
- Znamy się na tym - odpowiedział Ryan. W takich momentach znowu był tym groźnym chłopakiem, który rzucał mroczne spojrzenia na lewo i prawo. - Potrafimy przejechać odcinek drogi od Stratford do Lansing.
- Dlaczego tutaj? - zapytał Justin. Uniósł pytająco brwi wsuwając dłonie do kieszeni spodni i nie wiedzieć czemu od razu przypomniał sobie, że niedawno w tej prawej znajdowała się ręka Arleen. Odchrząknął cicho,
a potem oblizał usta i ponownie spojrzał na swojego brata.
- Nowy start. Tutaj nikt nie będzie mnie szukał, no i mam blisko do ciebie. To co dziewczynki? Wnosimy wszystko do mojego domu?
- Jasne.
Ryan wygrzebał kluczyki do samochodu i ruszyli z powrotem w kierunku auta. Szatyn zajął miejsce pasażera niechętnie, ale rozumiał, że po tym co się stało nie powinien jeszcze siadać za kółkiem. Jego brat usiadł z tyłu i nerwowo stukał palcami o zagłówek, o który opierał się Justin.
- Jedź prosto - zwrócił się do Ryana. - Powiecie mi teraz czemu chcecie to u mnie zostawić? Byłem zaskoczony, gdy do mnie zadzwoniłeś po tym jak spłaciłeś dług Justin. Myślałem, że to na tyle rodzinnych spotkań w tym roku.
- Niespodzianka - wycedził Justin. - Ostrzegam, że jeśli będą jakieś numery, albo coś z moich rzeczy zniknie to nie skończy się to dobrze.
Szatyn poczuł jak ręka jego brata klepie go po ramieniu.
- Nie ma problemu - powiedział. - Czemu jesteś taki spięty Bieber? - zapytał, ale nie uzyskał odpowiedzi. Minęły trzy długie minuty nim znowu się odezwał. - No dobra, panie tajemniczy, to może powiesz dlaczego chcesz zostawić to wszystko u mnie?
- Bo wiem, że Arleen może to znaleźć.
- Arleen? A kto to jest?
- Kojarzysz takiego gościa, Blade Blackwood? - zapytał.
- Jasne, że tak. To ten typek, który...
- Właśnie - skinął głową. - A to jest jego siostra - odpowiedział Justin. - Nic więcej ci nie powiem.
Frost przestał uderzać palcami o zagłówek. Otworzył usta i zamilkł analizując słowa swojego braciszka. Sięgnął dłonią do kieszeni, w której trzymał mały foliowy woreczek pełen białego proszku. Oblizał palec
i wsunął go środka, a następnie zaczął wcierać kokainę w dziąsła. Lubił czuć chwilowe otępienie, a już szczególnie po tym, gdy wszystko w jego głowie zaczynało układać się w całość.
Justin zamierzał zostawić u Frosta większość planów, trochę gotówki, która mu została i nielegalnie zdobytą broń, bo bał się, że jeśli Arleen cokolwiek takiego zobaczy od razu zwieje. Mógł sobie jedynie wyobrazić jak przerażona by była, gdyby zaczęła go postrzegać jako kryminalistę.
- Justin?
- Co?
- Myślę, że powinieneś z nim porozmawiać - powiedział cicho Frost bojąc się reakcji szatyna.

*

11  godzin od zniknięcia Arleen

Spike siedział na krześle gapiąc się przekrwionymi oczami na swoich przyjaciół. W lewej ręce trzymał kubek z gorącą, wręcz parzącą kawą, a w drugiej swojego siódmego papierosa. Palił jednego za drugim, pochłaniając ogromne ilości kofeiny. Wyglądał jak ktoś, kto wpadł w ogromne kłopoty i nie miał pojęcia jak się z nich wydostać. Nie wiedział już co robić. Od wczoraj non-stop jeździł autem i pytał każdego napotkanego przechodnia o Arleen, ale nikt nic nie wiedział, nikt nie widział dziewczyny z blizną na twarzy. Niektórzy ludzie, których spotkał nad samym ranem brali go raczej za ćpuna, więc nawet jeśli ją widzieli nie chcieli o tym mówić. Wbrew pozorom Spike wcale nie martwił się o szatynkę, dużo bardziej obawiał się tego jak to wszystko wyjaśni Justinowi. Pluł sobie w brodę za to, że zostawił ją samą. Bo przecież gdyby zwolnił kroku, gdyby nie zostawił jej za sobą pewnie siedziałaby teraz obok niego z nadąsaną miną wciąż obrażona na Justina.
- Musimy sprawdzić jeszcze raz - powiedział Spike patrząc na blat stołu. - Proszę, sprawdźmy całe miasto.
Colin pokiwał głową zgadzając się z pomysłem swojego przyjaciela. On również był niewyspany. Odkąd Spike zadzwonił z paniką w głosie nie potrafił zasnąć. Więc teraz siedzieli w czwórkę, w jadalni starając się wymyślić coś sensownego. I chociaż każdy już zdążył dopuścić do swoich myśli wersję, w której Arleen po prostu zostaje zamordowana, żaden nie odważył się powiedzieć tego na głos. Jakby bali się, że ściany mają uszy i, że Justin sam dowie się o wszystkim, a oni skończą razem z nią w piachu.
- Co ci strzeliło do łba, żeby ją zostawić? - syknął Thomas, który siedział pomiędzy dwoma innymi chłopakami. - Bieber nas pozabija jak tylko się dowie!
- Spokojnie - powiedział Colin. Uniósł do góry ręce chcąc jak najszybciej załagodzić rosnący konflikt w grupie. Pomimo tego jak bardzo nienawidził Arleen, jak bardzo go denerwowało wszystko związane z tą przeklętą dziewczyną przejął się całą sprawą. Tylko znowu nie chodziło o nią, a o to, że Spike oberwie za całą sytuację. W przeciwieństwie do innych blondyn nie miał pretensji do swojego najlepszego przyjaciela. Obwiniał Arleen i twierdził, że gdyby potrafiła chociaż raz posłuchać do niczego by nie doszło i nie musieliby jej teraz szukać.
- Będziemy musieli go poinformować.
- Nie teraz! - odparł głośno Spike patrząc błagalnie po wszystkich.
- Mówię wam, uspokójcie się! - krzyknął Colin wstając ze swojego miejsca. - Będziemy szukać. Jeśli się nie znajdzie to wtedy damy znać Justinowi. Pasuje? - zapytał blondyn, a reszta zgodnie przytaknęła. - A teraz Spike jeszcze raz, jak to było?
- Wracaliśmy na parking... tam gdzie zawsze, więc musieliśmy przejść spory kawałek z centrum. I nie wiem... ja... po prostu się zamyśliłem, a gdy się odwróciłem jej już nie było za mną - powtórzył to samo już po raz dziesiąty. Zacisnął dłonie w pięści, upił łyka swojej mocnej kawy i odezwał się ponownie. - Wróciłem tą samą drogą, ale nie znalazłem jej. Było tylko trochę krwi na tym betonowym płocie obok fabryki.
- Myślicie, że to jej?
Wszyscy spojrzeli na Thomasa w osłupieniu. Nie powinien mówić tego na głos.
- Lepiej, żeby tak nie było. Nie znoszę suki, ale będziemy mieć ogromy problem jeśli coś jej się stało.
- Colin jedźmy już - jęknął Spike. - Nie możemy tu ciągle siedzieć.
Chłopak pokiwał głową, a potem zaczął mówić o tym, kto i gdzie ma się udać oraz, o której mają się spotkać.

*

Otworzyła oczy czując słodki zapach, który drażnił jej nos. Chcąc pozbyć się rozmazanego obrazu sprzed oczu zatrzepotała rzęsami. Czuła, że jej nadgarstki nie są skrępowane, a każde przesunięcie po miękkiej powierzchni jest całkowicie swobodne. To było dziwne. Ruszała rękoma wpatrując się w czarny sufit
z niebieskimi diodami, które wyglądały jak błyszczące gwiazdy na ciemnym niebie. Pamiętała o tym co wydarzyło się wcześniej, ale wszystko było trochę zamglone. Dotknęła opuszkami palców szyi za, którą ktoś ją chwycił i dźwignęła się do góry siadając na łóżku. Ból niemal od razu zalał jej czaszkę przypominając
o okropnym uderzeniu sprzed kilku godzin, a może nawet dni. Jęknęła głośno zaciskając oczy. Dotknęła swojego czoła wykrzywiając usta w grymasie. Drzwi skrzypnęły, a do środka małego pokoiku z jednym oknem wszedł mężczyzna. Arleen od razu spojrzała w jego stronę ignorując to, że jej czaszka niemal pękała pod niewidzialnym naciskiem.
- Przepraszam, mam nadzieję, że cię nie obudziłem - powiedział swoim bardzo głębokim, wyraźnym głosem posyłając jej uśmiech. Stał przed nią wysoki, dobrze zbudowany mężczyzna. Miał na sobie ładne, czyste czarne spodnie, białą koszulę i czarny krawat. W lewej ręce trzymał tacę, na której postawił dwie szklanki parującej herbaty.
- Kim jesteś? - zapytała czując rosnący niepokój. Odsunęła się do tyłu, ale on jak gdyby nigdy nic odstawił tacę na białą szafkę pod ścianą i ruszył w jej stronę.
- Jestem Jett - odparł uśmiechając się szeroko. Nie było to sztuczne, ale Arleen nawet nie uścisnęła jego wyciągniętej dłoni. Siedziała prosto, z jedną ręką przyłożoną do czoła patrząc w jego kierunku nieufnie. Jett cofnął się odrobinę, ale nie wyglądał na urażonego jej brakiem kultury. Miał około trzydziestu lat, lekki zarost na twarzy i błysk w brązowych oczach. Na pierwszy rzut oka Arleen wiedziała już, że kimkolwiek jest Jett to zdecydowanie ktoś pedantyczny i bardzo profesjonalny. Przypominał szefa bardzo ważnej firmy.
- Co ja tu robię?
- Oh, nic nie pamiętasz? - odparł wpatrując się w nią jak w obrazek. Jego oczy śledziły każdy jej najmniejszy ruch, co sprawiało, że Arleen czuła się coraz bardziej niezręcznie. Jett miał w sobie coś takiego, co budziło w niej strach, chociaż wcale nie wyglądał na niebezpiecznego czy niestabilnego psychicznie. Dziewczyna przeciągnęła dłonią po swojej twarzy czując, że ból głowy wcale nie zelżał, a w dodatku, że boli ją nos. Zmarszczyła brwi nie wiedząc czy powinna kłamać, czy może powiedzieć prawdę.
- Wracałam do domu z kolegą, chyba się zgubiłam, a potem... nie wiem - wzruszyła ramionami. - Poczułam, że ktoś mnie złapał i uderzył moją głową o coś twardego.
- Naprawdę? - odparł przesadnie zdziwionym głosem. - Mówisz prawdę? Sądziłem, że przydarzyło ci się coś dużo gorszego... - urwał kręcąc głową. - Masz tyle ran i siniaków... wyglądasz jakby ktoś cię pobił. Masz jakieś problemy?
Arleen chciała parsknąć śmiechem. Gdyby Jett zobaczył ją kilka tygodni temu pewnie stwierdziłby, że teraz wygląda w porządku.
- Mam mnóstwo problemów Jett - odpowiedziała. - Jak każdy człowiek. A te rany są pozostałościami po wypadku samochodowym.
- Poważnie?
- Tak - skłamała. - Straciłam panowanie nad swoim autem, cholernie nieprzyjemna sprawa. Spędziłam dużo czasu w szpitalu - mówiła. Jett wyglądał na zaskoczonego, miał ogromne oczy i złożył ręce jak do modlitwy.
- Masz dużo szczęścia - powiedział. - Ale ta napaść... jesteś pewna, że to nie był zazdrosny chłopak, albo może twój ojciec? - dopytywał. - Wolałem poczekać, aż się ockniesz i zapytać czy wezwać policję.
- Policję?
- Owszem. Nie mogę tak tego zostawić, to przestępstwo - pokręcił głową, jakby był oburzony tym co zaszło.
- Jett... nie rób tego - powiedziała błagalnie. Jej skronie pulsowały, a w kącikach oczu błyszczały niechciane łzy. - Obiecaj mi, że bez względu na wszystko nie zadzwonisz na policję.
- Jesteś pewna? Możemy to załatwić, na pewno ci pomogą.
- Jett... to tylko wszystko skomplikuje. Nie dzwoń po nich, proszę.
Zamknął usta i spojrzał na nią uważnie. Arleen nie chciała, by kogoś informował, a już szczególnie nie chciała, by policja mieszała się do jej spraw. Chociaż może oni daliby radę dotrzeć do osoby, która zostawiała jej anonimowe wiadomości? Posłała mu kolejne błagające spojrzenie, a Jett westchnął i skinął lekko głową.
- Pewnie chcesz wiedzieć gdzie jesteś - powiedział. - To pewnie zabrzmi bardzo dziwnie, ale nie masz się o co martwić, bo obiecuję ci, że wrócisz do domu. Jesteś w moim mieszkaniu.
- Skąd się tu wzięłam?
- To naturalnie moja sprawka. Wracałem późno z biura, jak zawsze... teraz chodzę tam na nogach, bo mój samochód jest w naprawie i powinnaś być wdzięczna Bogu za to, bo mogłabyś tam umrzeć - westchnął ponownie kręcąc głową. - Znalazłem cię obok fabryki, leżałaś nieprzytomna na chodniku - pokręcił głową patrząc ponad nią. - Na początku pomyślałem, że jesteś jak te nastolatki, że się upiłaś i straciłaś przytomność. Ale potem zobaczyłem ranę na czole, bliznę na policzku i przeszło mi przez myśl, że nie żyjesz. Nikogo nie było w pobliżu, a mój telefon się rozładował. Normalnie obudziłabyś się w szpitalu i jednak musiałabyś zmierzyć się z policją, ale nie mogłem zadzwonić. Więc postanowiłem, że zabiorę cię tutaj. Na szczęście moja żona jest pielęgniarką, więc zaraz po przyjściu zajęła się tobą.
- I?
- Nic ci nie będzie - uśmiechnął się. - Ale myślę, że powinnaś tutaj zostać, bo wydaje mi się, że nadal boli cię głowa. Może chcesz coś do zjedzenia? Mam dzisiaj wolne, więc mogę coś ugotować.
- Która jest godzina? - zapytała.
- Dziesiąta rano, znalazłem cię wczoraj w nocy jeśli zastanawiasz się jak długo byłaś nieprzytomna.
- Okej, dzięki - odparła przesuwając dłonią po swoich włosach. - Nie jestem głodna, chyba się prześpię, bo moja głowa eksploduje.
- Niestety nie mam żadnych leków, które mógłbym ci zaoferować - westchnął. - Przynajmniej tak powiedziała moja żona.
- W porządku, to nic takiego.
Jett kiwnął głową, odwrócił się do szafki, gdzie zostawił tacę i ściągnął z niej jedną szklankę herbaty. Postawił ją przy łóżku, na którym siedziała Arleen, a następnie odwrócił się na pięcie i wyszedł. Jej zielone oczy wpatrzone były w powierzchnię drzwi jeszcze przez chwilę. Siedziała nasłuchując jego kroków, które po upływie trzydziestu sekund stopniowo ucichły. Jett wydawał się w porządku, ale jego niektóre spojrzenia, sposób poruszania rękoma był tak dziwny i nienaturalny, że w głowie Arleen ciągle brzęczał alarm. Wył głośno sugerując, że powinna jak najszybciej opuścić to miejsce. Szatynka ignorując ból głowy wstała z łóżka i podeszła do okna, które zasłaniały żałuje. Chwyciła za mały plastikowy przedmiot, poruszała nim, ale nic nawet nie drgnęło. Coś uścisnęło ją w dole brzucha, a przez kończyny przeszły nieprzyjemne dreszcze. Jeśli bała się wcześniej, to teraz zaczynała być śmiertelnie przerażona. Rzuciła spojrzenie przez ramię w stronę drzwi, a potem chwyciła za klamkę okna. Szarpnęła nią kilka razy, ale ono podobnie jak żaluzje nie drgnęło. Arleen zrobiła gwałtowny krok w tył łapiąc krótkie oddechy przez otwarte usta. Wróciła na łóżko, usiadła na jego skraju opierając łokcie o uda. Ukryła twarz w dłoniach nie wiedząc co zrobić. To wszystko zaczynało ją przerażać. Otarła usta wierzchem dłoni i wyprostowała się na swoim miejscu. Nigdy wcześniej nie widziała Jetta, sprawiał wrażenie normalnego człowieka, ale jak mogła wierzyć jego słowom? To wszystko było dziwne. Zastanawiała się nad tym czy ktoś jej szuka, a przede wszystkim czy Justin już wie? Czy ktokolwiek myśli o tym, że zniknęła? Otworzyła oczy zerkając na podłogę i wtedy dostrzegła, że ma coś na twarzy, ale nie była to żadna maska, ani nic w tym rodzaju. Zezując dostrzegła na swoim nosie coś czerwonego. Przeciągnęła po nim drżącymi palcami. Serce w jej piersi załomotało, gdy nie potrafiła jasno określić co to jest.
Gwałtownie podniosła się ze swojego miejsca i trochę jeszcze utykając podeszła do drzwi. Otworzyła je z rozmachem wychodząc na przedpokój. Od razu zauważyła Jetta, który wyszedł z jakiegoś pomieszczenia odsuwając telefon od ucha.
- Wszystko w porządku? - zapytał uśmiechając się do niej.
- Co to jest? - sapnęła pokazując na swój nos.
- To chyba jakaś maść - wyjaśnił. Przycisnął guzik na boku telefonu. - Czemu jesteś taka zdenerwowana? - zapytał robiąc krok w przód. Jej włosy opadły na twarz, gdy zaczęła potrząsać głową.
- Nie podchodź - pisnęła wyciągając ręce przed siebie. - Nie mogę nawet otworzyć okna w moim pokoju, więc...
- Oh, więc to o to chodzi? - uśmiechnął się niewinnie. - To naprawdę normalne! Widzisz ten budynek jest bardzo stary i nie wyremontowałem jeszcze wszystkiego. Chyba widziałaś, że to okno nie jest w najlepszym stanie, co? To nie jest więzienie słoneczko. Idź i sama sprawdź w kuchni jeśli mi nie wierzysz, kilka tygodni temu skończyłem ją remontować. Zobaczysz, że można tam otworzyć wszystko.
Pokazał jej dłonią kierunek, a ona przygryzając dolną wargę zawahała się, ale mimo wszystko poszła we wskazaną stronę. W małej kuchni, z wysokim barkiem tuż nad zlewem znajdowało się okno i faktycznie wyglądało na nowe. Było uchylone, a w środku można było poczuć powiew świeżego powietrza.
- Nie gniewam się na ciebie, że się wystraszyłaś - powiedział wymijając ją, a następnie otworzył szeroko okno, jakby chcąc jeszcze bardziej uwiarygodnić to o czym mówił wcześniej. - Musiałaś przejść przez bardzo dużo skoro sugerujesz takie rzeczy, ale nie martw się. Nie będę cię tu więził.
- Więc mogę wyjść? Właśnie w tej chwili? - zapytała.
- Oczywiście - odparł. Jak na zawołanie Arleen odwróciła się na pięcie chcąc znaleźć drzwi prowadzące na zewnątrz, ale wtedy Jett znowu się odezwał. - Jednak wolałbym, żebyś została. Naprawdę mocno się uderzyłaś, a chyba nie chcesz znowu stracić gdzieś przytomności, prawda? Nigdy nie wiadomo gdzie mogłabyś wtedy trafić. Idź się przespać.
Chociaż szatynka nie chciała tego przyznawać wiedziała, że Jett ma rację. Może faktycznie nie miał złych zamiarów? Może naprawdę chciał po prostu jej pomóc, no i przecież ciągle powtarzał, że Arleen może wyjść kiedy chce. Drzwi obok, których stały buty i szafka z kilkoma wieszakami była na wyciągnięcie ręki, ale szatynka nie miała pewności, czy po przekroczeniu progu ból głowy nie stanie się jeszcze gorszy. Stała jeszcze przez chwilę w jednym miejscu, a potem wróciła do pokoju, w którym wcześniej się obudziła.

*

Colin opadł na fotel i spojrzał po twarzach wszystkich chłopaków. Byli zmęczeni, źli i niespokojni.
Po Arleen nie było śladu. Żadnego. Szukali dosłownie wszędzie, pytali w każdym miejscu. Może gdyby byli agentami, albo znali się na tropieniu, gdyby mieli specjalistyczny sprzęt byłoby im łatwiej znaleźć szatynkę.
Ale nie wiedzieli nawet od czego zacząć, a co dopiero na czym skończyć.
- Musimy do niego zadzwonić - powiedział Colin cichym, zmęczonym głosem. Jeśli ktoś wcześniej myślał, że blondyn nienawidzi Arleen, to teraz był o tym więcej niż przekonany. - Zabije nas jeśli mu nie powiemy.
- Dobra... ale ty to zrób - wymamrotał Spike. Był załamany całą sytuacją, niewyspany i wyczerpany. Colin kiwnął głową spoglądając na swojego przyjaciela. Wyciągnął swój telefon i z listy kontaktów wybrał nazwisko Justina, a następnie przyłożył przedmiot do ucha.
- Mamy ogromny problem - powiedział, gdy tylko Justin odebrał połączenie.
- Czy ten problem nie może poczekać? - odparł. - Jestem teraz jakby w środku załatwiania spraw. Pojutrze będę w domu, załatwcie to sami - dodał wzdychając ciężko. Brzmiał na zmęczonego, więc Frost naprawdę musiał uprzykrzyć mu wyjazd do innego stanu. Tak to chyba jest, gdy twój brat to ćpun, któremu musisz ufać mimo tego, że może w każdej chwili cię okantować.
- Chodzi o nią.
- Arleen?
- Tak.
- Co z nią?
- Nie wiemy, bo... - urwał i niezręcznie potarł kciukiem swoją dolną wargę. - Tak jakby zniknęła.
Zapadła cisza. Krótka chwila milczenia, a Colin od razu odsunął od swojego ucha telefon wiedząc co nadciąga. Głośny, wściekły głos Justina mógł usłyszeć każdy znajdujący się w pokoju. Jego zmęczenie przepadło, rozpłynęło się w powietrzu zastąpione przez złość.
- Zniknęła? - wysyczał przez zaciśnięte zęby. - Co to ma kurwa znaczyć, że zniknęła?! Zostawiłem ją z wami na chwilę! Macie ją natychmiast znaleźć!
- Myślisz, że co innego próbujemy zrobić od wczoraj?! - fuknął Colin.
- Od wczoraj? - powtórzył Justin nie dowierzając w to co usłyszał dziwnym tonem. - Nie ma jej od wczoraj?!
- Bieber zamknij się! - wrzasnął Colin przerywając szatynowi. - Ciągle jej szukamy! Wyszła wczoraj ze Spikem i po prostu zniknęła, gdy wracali wczoraj do domu. Odwrócił się, a tej gówniary już nie było.
- Nie przypominam sobie, żeby Arleen była pieprzonym Harrym Potterem i umiała rozpływać się
w powietrzu!
- Po prostu wróć jak najszybciej - odparł Colin i przerwał połączenie. Gdziekolwiek była Arleen wszyscy w tym momencie byli przekonani, że nie żyje.

*

Arleen nic już nie rozumiała. Czuła się tak, jakby ktoś zrobił z jej mózgu kleistą papkę. Próbowała wyjść z domu Jetta już cztery razy, ale on za każdym razem znajdował dla niej wymówkę. A to, że powinna poczekać, aż wróci jego żona, a to może chciałaby coś obejrzeć. To tylko sprawiało, że Arleen miała wrażenie, że jest tylko bardziej przyciśnięta do ściany. Bała się, a każde kolejne spojrzenie Jetta wywoływało gęsią skórkę na jej ciele. Był uprzejmy, był kulturalny, ale wciąż... coś było nie tak. Około siedemnastej zawołał ją do kuchni mówiąc, że musi coś w końcu zjeść, bo niedługo zemdleje z głodu. I faktycznie, Arleen była bardzo głodna i spragniona. Ponownie przechodząc przez przedpokój oglądała się we wszystkie strony szukając czegoś podejrzanego, ale mieszkanie było zupełnie zwyczajne. Na ścianach znajdowały się obrazy, zdjęcia w ramkach i na każdym z nich był Jett z jakąś kobietą, z jakąś grupą mężczyzn podobnych do niego, a nawet fotografia jego z jakąś dziewczynką.
- Smacznego - powiedział kładąc na stole talerz z czymś co przypominało naleśnik przecięty na pół, pełne sera i pięknie pachnącej jajecznicy.
- Co to? - zapytała. Pachniało cudnie, ale Arleen wolała mieć pełną świadomość spożywanych produktów w tym domu, wciąż trochę obawiając się prawdziwych planów Jetta, których nie chciał zdradzić.
- To quesadilla, z jajecznicą, papryczką chili, ziołami i czerwoną fasolą. Jest trochę ostra, ale myślę, że ci posmakuje - powiedział. - Moi znajomi żartują, że powinienem zostać kucharzem - dodał uśmiechając się szeroko. Usiadł na krześle na przeciwko niej i rozłożył na swoich kolanach białą serwetkę. Arleen czuła, że jej żołądek, aż skręca się z głodu i domaga się posiłku, ale wciąż siedziała z lekko skrzywioną miną patrząc na Jetta.
- Coś nie tak? - zapytał, jak zwykle uprzejmie.
- Jett, czy możemy zrobić tak, że ja zjem jeden twój kawałek, a ty zjesz jeden mój?
- Oh, wciąż mi nie ufasz słonko? - zapytał chichocząc w dziwny, niepokojący sposób. - Dobrze, podsuń swój talerz.
Arleen zrobiła to o co prosił i uważnie przyglądała mu się, gdy przekładał jedzenie, by przypadkiem nie dostała z powrotem swojego kawałka. Jett z uśmiechem podsunął jej z powrotem talerz i od razu zabrał się za jedzenie. Jadł znacznie szybciej od szatynki, która przeżuwała dokładnie każdy kawałek nie spuszczając wzroku z mężczyzny. Jedzenie było smaczne, pachniało tak samo jak smakowało. Siedzieli w ciszy, aż do końca posiłku.  Potem Arleen zabrała talerze siląc się na uprzejmość, ale w rzeczywistości miała trochę inny plan. Gdy wróciła do pomieszczenia na stole stały już dwie puste szklanki. Dopiero kiedy szatynka usiadła na krześle Jett nalał wody wiedząc, że jeśli zrobi to wcześniej znowu będzie musiał zamieniać się z nią naczyniem. Mężczyzna ponownie zajął swoje miejsce i patrzył jak Arleen popija swoją wodę.
- Dlaczego nie mówiłaś, że tak bardzo chce ci się pić?
- Nie chciałam być nachalna - mruknęła odstawiając naczynie na stół. Zagryzła dolną wargę zastanawiając się jak ma powiedzieć, że chce wracać do domu, a raczej do Justina. Nie rozmawiali za dużo,
a powietrze w pokoju robiło się wręcz niepokojąco niezręczne. Arleen zamknęła na chwilę oczy, gdy zauważyła bardzo mały szczegół. Zrobiło jej się niedobrze i niemal natychmiast poczuła ogromną chęć zwymiotowania wszystkiego co właśnie zjadła.
- Jett?
- Tak?
- Gdzie jest twoja żona? - zapytała.
- W pracy - odpowiedział. Jego lewa dłoń* zacisnęła się na szklance znacznie mocniej niż wcześniej. Może zrobił to nieświadomie? Może tak naprawdę nie znosił swojej żony i poczuł się dotknięty takim pytaniem. Podświadomość dziewczyny próbowała podsunąć jej różne teorie, ale ona wiedziała, że żadna nie jest prawdziwa. W jej ustach brakowało śliny pomimo tego, że dopiero co wypiła szklankę zimnej wody. Arleen skinęła lekko głową i przygryzła dolną wargę. Czuła się coraz dziwniej, w tym momencie była pewna tego, że Jett nie jest tym za kogo się podaje. To wszystko było zbyt podejrzane. Dlaczego Jett po prostu jej nie wypuści? Po co ciągle szuka powodu, by dziewczyna została w jego mieszkaniu? A teraz jeszcze to...
- Kiedy się pobraliście? - zapytała.
- Cztery lata temu - odpowiedział. - Czemu pytasz? - dodał chłodniejszym tonem.
- Bo nie masz obrączki na palcu - wymamrotała szatynka niechętnie podnosząc głowę. Widziała to, chociaż trwało to dosłownie sekundę. Jett zdębiał otwierając usta, ale bardzo szybko wyprostował się i potarł palec, na którym powinien znajdować się pierścień.
- Zgubiłem ją - odparł po chwili namysłu. Podniósł się ze swojego miejsca, a każdy jego ruch był tak sztywny, że Arleen przypomniała sobie pierwsze dni prób w kółku teatralnym, kiedy to wszyscy zachowywali się w ten sposób na pierwszych próbach. Jett wstał i uśmiechnął się szeroko, ale kącik jego ust drżał niespokojnie, jakby został przyłapany na kłamstwie. - Cóż, już późno - powiedział i klasnął w dłonie.
- Odprowadzę cię do drzwi.
Arleen wstrzymała oddech. Wprost nie mogła wytrzymać tego jak mężczyzna na nią patrzył, od widoku jego pokręconego uśmieszku robiło jej się słabo. Odwrócił się i wolnym krokiem ruszył w stronę wyjścia, nic nie mówił co tylko potęgowało przerażenie szatynki. Ale dlaczego teraz, w tym momencie postanowił, że jednak pozwoli jej odejść? Jett zatrzymał się przed drzwiami i zaczął odsuwać wszystkie zamki, których było mnóstwo. Nawet jak na kogoś z paranoją zdecydowanie miał ich za dużo. Gdy w końcu skończył chwycił za klamkę
i odwrócił się w stronę Arleen.
- Dziękuję za pomoc - powiedziała drżącym, cichym głosem. Chwyciła za swojego buta i naciągnęła go na stopę, następnie wzięła drugiego i również go założyła.
- Może mam zadzwonić po taksówkę? - zapytał, ale Arleen od razu pokręciła głową. Nie było mowy, żeby spędziła kolejne pięć minut u jego boku. Ten wzruszył ramionami czekając, aż Arleen skończy wiązać sznurówki swoich trampek. Gdy tylko dziewczyna skończyła i podniosła się do góry poczuła jak ręce Jetta przyciągają ją do siebie. Uścisnął ją lekko powodując, że na jej twarzy pojawił się ogromny grymas. Odepchnęła go od siebie siląc się na uśmiech, który miałby ewentualnie załagodzić jej reakcję na jego gest.
Jett nacisnął na klamkę i otworzył szeroko drzwi wypuszczając ją na klatkę schodową. Szatynka poczuła zapach farby, mokrego cementu i wtedy zorientowała się, że podłogą na zewnątrz jest zimny beton, na którym położono deski i, że wszystko na zewnątrz wygląda tak jakby dopiero ktoś budował ten budynek, a raczej starał się go odnowić. Potrząsnęła głową, a potem zrobiła dwa kroki do przodu i poczuła na swoim ramieniu uścisk. Jett chwycił ją za ramię i nie czekając na jej reakcję po prostu odwrócił do siebie.
- Było miło - powiedział oficjalnym tonem. - Mam nadzieję, że nie powiedziałem, ani nie zrobiłem niczego takiego, co mogłoby cię urazić Arleen.
Jej mózg zaczął pracować na najwyższych obrotach. Każda myśl rozbijała się o siebie tworząc niekończącą się lawinę pytań, wyzwisk i niemych krzyków. Zaczęła oddychać przez usta starając się nie zemdleć. Było jej słabo, czuła się jak skazaniec, który wie, że za godzinę usiądzie na krześle i straci życie.
Od razu dostrzegła kolejny drobny szczegół, który Jett przegapił. Przecież ani razu nie wymówiła przy nim swojego imienia, a on nawet o to nie zapytał, więc skąd? Skąd mógł wiedzieć skoro podobno znalazł ją przy fabryce i chciał jedynie pomóc?
- Dobrze ci radzę mnie puścić, albo zacznę wrzeszczeć - wysyczała przez zaciśnięte ze strachu zęby.
Jej klatka piersiowa unosiła się i opadała w nierównym tempie, a serce łomotało niespokojnie. Jett wzmocnił uścisk na jej ramieniu, a potem na jego ustach rozciągnął się wielki, obrzydliwy uśmiech. Zupełnie inny od wszystkich wcześniejszych, którymi ją obdarował.
- Załapałaś prawda? - zapytał i od razu przyciągnął ją do siebie. Szarpnięcie było na tyle mocne, że z gardła Arleen od razu wydostał się krzyk. - Możesz się wydzierać ile chcesz, nikt nie zwróci na to uwagi, nie mam żadnych sąsiadów - wyszeptał do jej ucha sunąc nosem po policzku. - A teraz musimy pogadać - dodał
i wciągnął ją z powrotem do mieszkania.

*

Justin uderzył pięścią o deskę rozdzielczą próbując wyładować swoją złość, ale nawet to nie pomogło. Lewą ręką masował swoją skroń, ale to nie pomagało. Zostawił ją tylko na chwilę w ich towarzystwie, już raz popełnił ten błąd, a teraz znowu to samo. Wtedy Arleen prawie umarła przez Colina, a teraz ponownie zostawiona pod jego okiem wpakowała się w jakieś gówno. Teraz wiedział trochę więcej, ale wciąż było to jedną wielką niewiadomą. Zaraz po tym, gdy wydarł się na Ryana i Frosta, ten pierwszy po prostu go zignorował i sam zadzwonił do Colina i zdobył więcej szczegółów, ale były to nic nie znaczące informacje, które w żaden sposób nie mogły go doprowadzić do dziewczyny.
- Co jeśli ona już nie żyje? - zapytał Frost, który wsiadł do samochodu razem z nimi chcąc się na coś przydać. Miał palec w ustach i nacierał swoje dziąsła kolejną, małą dawką kokainy.
- Stul pysk - warknął Justin. Już raz prawie popadł w obłęd przez to, że myślał o niej jak o martwej i nie mógł sobie znowu na to pozwolić. Stali w korku już półtorej godziny wydłużając powrót do domu o kolejne tak cenne minuty. Justin w pewnym momencie nie wytrzymał i z całej siły rąbnął ręką o klakson, który wydał
z siebie głośny, długi i przeciągły dźwięk.
- Arleen nic nie będzie - powiedział cicho Ryan. - Jest twarda, myślisz, że sobie nie poradzi?
Justin nic nie odpowiedział. Przecież wiedział, że Arleen będzie walczyć do końca, ale sam fakt, że mogła znajdować się w niebezpieczeństwie naprawdę tylko potęgował jego złość i zdenerwowanie. Było tyle rzeczy,
o których powinien jej powiedzieć, ale jeszcze nie wiedział jak. A teraz może nawet nie zdąży. Nie mógł znieść tego uczucia, że wciąż pozostało mu do pokonania tyle kilometrów, a wciąż stał w miejscu i nie mógł nic z tym zrobić. Niemożliwość działania była dla niego największą karą.

*

- Siadaj - powiedział szorstko i pchnął ją na łóżko. Arleen opadła na nie i lekko się skrzywiła, ból głowy już przeszedł, ale jej udo wciąż czasami bolało, szczególnie przy gwałtownych ruchach. Może jednak Justin miał rację i nie powinna nigdzie wychodzić?
- Obiecałeś - jęknęła żałośnie. - Obiecałeś, że pozwolisz mi wyjść.
- I tak będzie - odparł uśmiechając się. - Ale muszę mieć pewność, że do tego czasu nie zrobisz niczego głupiego. To tylko środki bezpieczeństwa, - wyjaśnił, - więc nie bierz tego do siebie - powiedział. Złapał za jej ręce i odciągnął je do tyłu. Arleen czuła się pokonana, więc nawet nie próbowała mu się wyrwać. Myślała tylko o tym, by przetrwać i przeżyć to wszystko. Wiedziała, że Jett owija jej nadgarstki sznurem i prawdę mówiąc bawiło ją to, że robi to w taki nieumiejętny sposób. Jej ręce były przyzwyczajone do dużo mocniejszego uścisku.
- Znowu to samo - wyszeptała pod nosem. Czuła się tak jakby miała jakieś pokręcone deja vu. Czy przypadkiem niedawno nie przeżyła czegoś podobnego?
- Co to znaczy znowu? - zapytał Jett stając przed nią.
- Nic - warknęła wiedząc, że nie może okazywać słabości.
- Zaraz wracam - poinformował ją i wyszedł z pokoju. Zamknął go na klucz, więc Arleen nawet nie próbowała uciekać, ale zajęła się czymś innym. Poruszała swoimi nadgarstkami próbując poluzować wiązania Jetta. Nie były tak dobre jak te, które robił tamten świr, ale wciąż były mocne. Była też trzecia rzecz, którą przegapił mężczyzna. Był na tyle głupi, by pozwolić Arleen zostać samej w kuchni, na krótką chwilę i nie miał pojęcia, że w kieszeni jej spodni znajduje się mały nożyk, który znalazła odkładając talerze do zlewu. Jedyne co musiała zrobić to po niego sięgnąć, ale przez to, że nie mogła za bardzo poruszać rękoma było to wyjątkwo trudne do zrobienia.
Jett wrócił do środka pozostawiając szeroko otwarte drzwi. Do jej uszu od razu doszedł dźwięk szumiącej wody.
- Możemy pominąć tą część, w której znowu udajesz miłego i przejść do konkretów? - zapytała.
- Widzę, że masz już doświadczenie - odpowiedział brzmiąc tak, jakby był pod wrażeniem. Szum wody wciąż odbijał się od ścian, ale Arleen nie chciała zwracać na to większej uwagi. Poluzował krawat i ściągnął go rzucając na łóżko. Dopiero wtedy chwycił za krzesło stojące w kącie i postawił je przed Arleen. Usiadł na nim splatając ze sobą palce.
- Mam jedno pytanie, jest bardzo proste, więc możemy sobie wszystko ułatwić - zaczął. W tym momencie wcale nie przypominał już Jetta, którego Arleen poznała wcześniej. Teraz był zimny i taki prawdziwy. Nie było w nim grama sztuczności.
- Kim jesteś? - przerwała mu unosząc do góry brwi.
- Pozwól mi skończyć - fuknął. - Trochę szacunku do osoby, która opatrzyła twoje czoło, dała ci jeść
i pozwoliła zatrzymać się w swoim mieszkaniu.
- Mam ci być wdzięczna za to, że prawie rozwaliłeś mi głowę? - zapytała ironicznie. Jett spojrzał na nią
z ukosa.
- Stop - powiedział kręcąc głową. - Spokojnie, nikomu nic więcej nie musi się stać. Nie kłamałem, gdy mówiłem, że mam na imię Jett - uśmiechnął się składając znowu ręce jak do modlitwy. Oblizał usta i przysunął się jeszcze bliżej. - Nie mam żony i zajmuję się różnymi sprawami. Nie będę nic więcej mówić.
Arleen zamyśliła się na moment. Skoro Jett ją znał, to może...
- Czekaj, to ty wysyłasz mi te wiadomości?
- Jakie wiadomości? - odparł i Arleen wiedziała po jego minie, że nie wie o co do diabła jej chodzi.
- Żadne. Możesz mi powiedzieć co ja tu robię?
- Otóż szukam od bardzo dawna pewnego człowieka. A ptaszki, które dość głośno ćwierkają doprowadziły mnie do ciebie. Z racji pewnej umowy są miejsca, do których nie mam wstępu. A, że jestem człowiekiem honorowym dotrzymuję słowa... zazwyczaj - zaśmiał się. - Pewien wróbelek powiedział mi, że ty wiesz.
- Mój brat nie żyje - powiedziała. Po raz pierwszy powiedzenie tego komuś w twarz przyszło jej z taką łatwością i chłodem. Aż sama zaskoczyła siebie, gdy to zdanie padło z jej ust właśnie w taki sposób.
- Nie, nie - pokręcił głową. - Nie chodzi mi o niego.
- Więc? - zapytała zdziwiona. Teraz patrzyła na Jetta jeszcze uważniej.
- To bardzo proste słonko... gdzie jest Justin?
To teraz chodziło o niego? Tym razem miała płacić za jego błędy, o których nigdy jej nie powiedział? Podniosła głowę siadając prosto. Bez względu na konsekwencje nie zamierzała pisnąć nawet słówka. Za bardzo jej zależało na Justinie, żeby wydać go takiemu psycholowi.
- Skąd mam to wiedzieć? Nie spowiada mi się z tego dokąd jeździ - powiedziała przewracając oczami. Próbowała wyglądać na wyluzowaną i pewną siebie, chociaż wewnątrz była przestraszoną dziewczynką.
- Zła odpowiedź - warknął. Wstał ze swojego miejsca i chwycił ją pod rękę. Pomógł jej wstać, a następnie wyprowadził z pokoju kierując się do pomieszczenia, którego Arleen nie zdążyła odwiedzić. Była to zwykła łazienka, z dużą wanną, do której ciągle wlewała się woda. Oddech uwiązł jej w gardle na moment, gdy stanęła przed lustrem. Pieprzony kłamca powiedział jej, że opatrzył jej czoło, ale to co wcześniej uznał za maść było zaschniętą krwią, której nawet nie zmył z jej twarzy. Przez cały czas, gdy z nią rozmawiał widział ciemno-czerwoną plamę i nawet nie pisnął słówkiem na ten temat. Wtedy Arleen poczuła jakiś impuls. Całe to zdenerwowanie przerodziło się w ogromną odwagę i siłę. Odwróciła się do niego gwałtownie i kopnęła go w nogę. Zszokowany najpierw krzyknął, ale jego reakcja była dużo szybsza niż szatynka to przewidziała. Niemal od razu chwycił ją mocno za włosy i szarpnął za nie.
- Uspokój się idiotko - warknął do jej ucha. Trzymając pukiel ciemnych kosmyków, szarpnął nią jeszcze raz, a następnie posadził na starym, skrzypiącym krześle. Arleen oddychała przez nos czekając na to, co ją czeka.
- Wszystko będzie dobrze - powiedział Jett. Nie brzmiał na wkurzonego, ale na pewno planował już małą zemstę za to, że Arleen odważyła się zrobić cokolwiek. - Tylko nie rób więcej takich numerów - dodał i chwycił za kolejny kawał sznura związując jej nogi, ale znowu był to naprawdę kiepski węzeł do tych, z którymi kiedyś walczyła Arleen. Wstał i stanął za nią. Położył duże dłonie na jej ramionach i kciukami potarł nagą skórę.
- Naprawdę nie wiem gdzie on jest - wyszeptała łamiącym się głosem. - Nie mówi mi takich rzeczy. Jestem u niego tylko na... wakacjach.
- Oh, daj spokój - odparł z rozbawieniem zaciskając sznur. - Dokładnie wiem kim jesteś Arleen Blackwood i wiem co robisz z Bieberem. Ja tylko chcę wiedzieć gdzie on teraz jest. Wiem, że wyjechał. Tylko dokąd? Gdzie jest Justin?
- Nie wiem Jett, mówiłam ci już, że on... - nie dokończyła, bo mężczyzna natychmiast znalazł się przed nią, a jego dłoń z rozmachem uderzyła o jej policzek. Walnął ją tak mocno, że cała jej głowa odchyliła się na bok. Spomiędzy jej ust uciekło głośne syknięcie, gdy rwący ból rozlał się po zaczerwienionej skórze jak żrący kwas. Po jej policzkach natychmiast spłynęły gorące łzy. Jett przykucnął na przeciwko niej i dolnymi zębami złapał górną wargę swoich ust. Patrzył na nią przez chwilę z satysfakcją. Nie przestraszył jej tym, że ją uderzył i doskonale o tym wiedział, ale sam fakt, że w końcu zamknęła buzię i, że nie może nic zrobić niż zdać się na jego łaskę był dla niego czymś niesamowitym.
- Dam ci pięć minut na zastanowienie się - westchnął. Chwycił za boki krzesła i przysunął je do wanny pełnej lodowatej wody. Arleen spoglądała mętnym wzrokiem na jej taflę, a po jej policzkach spływały łzy. Jedna za drugą. - Przygotuję siekierę, wybielacz i worek. Tak na wszelki wypadek.
- Co?
- Myślałem, że to jasne... - odpowiedział spoglądając na nią z uśmiechem. - Powiesz mi gdzie jest Bieber, a ja cię wypuszczę i na tym się skończy. A jeśli tego nie zrobisz... cóż, czy to takie ważne?
- Ale...
- Tak Arleen, dotrzymam swojego słowa - pokiwał głową. - Wyjdziesz z tego mieszkania. Ale to ty decydujesz czy o własnych siłach, czy w kawałkach w worku na zwłoki.
Całym jej ciałem targnął lodowaty dreszcz. Pięć minut to tylko trzysta sekund, ale nawet ten czas, który miała Arleen na ewentualną ucieczkę był zbyt krótki i zbyt wcześnie ofiarowany. Starała się, próbowała poluzować więzy na tyle, by uwolnić ręce, ale zaczynała panikować, a to utrudniało trzeźwość myślenia. Walczyła z grubym sznurem i była święcie przekonana o tym, że się uwolni. Jeśli nie teraz, to później... o ile będzie jeszcze jakieś później. Jett wrócił do łazienki pogwizdując jakąś wesołą melodię pod nosem, chociaż jego twarz była jak z kamienia. Utykał, Arleen od razu zwróciła na to uwagę. Naprawdę kopnęła go, aż tak mocno? Śledząc wzrokiem każdy jego ruch czuła się zadowolona z tego co zrobiła. Ten policzek był tego warty.
Jett oblizał usta przerywając piosenkę. Przykucnął tuż za nią wcześniej ogarniając jej włosy na jedno ramię. Chwycił za jej związane ręce.
- To zaboli, ale potrzebuję czegoś co sprawi, że zaczniesz gadać - powiedział. - To co? Lewa czy prawa? Prawa czy lewa? - zastanawiał się na głos, a Arleen nic nie mówiła zaciskając zęby z nerwów. Modliła się
w myślach prosząc, by ktoś jej pomógł. - Gdzie moje maniery... Arleen może chcesz wybrać? - zapytał słodkim, ale jednocześnie cierpkim głosem. - Wolisz prawą czy lewą?
- Jett... nie musisz tego robić.
- Jeśli zaraz mi nie powiesz czy wolisz prawą czy lewą, wybiorę obie. Więc?
Nie wiedziała co planuje zrobić, ale wiedziała, że żarty już się skończyły. Musiała z nim współpracować, albo chociaż udawać, że to robi. Tylko jak miała tego dokonać bez zdradzania, gdzie jest Justin?
- Lewa - szepnęła niechętnie zaciskając powieki. Czuła jego ręce na swoich dłoniach, które mimowolnie ciągle zaciskała w pięści.
- W porządku, ja wybrałbym prawą, ale panie mają pierwszeństwo.
Mężczyzna na siłę odgiął jej mocno zaciśnięte w pięść palce lewej dłoni, a potem sięgnął do tylnej kieszeni spodni wyciągając mały, poręczny scyzoryk. Arleen nie miała pojęcia co robi, nie potrafiła się tego domyślić, więc siedziała czekając na rozwój wydarzeń oddychając coraz głośniej. Na początku poczuła coś ostrego i zimnego na skórze, ale to co nastąpiło później było jedną wielką plamą niekończącego się bólu. Poczuła to tak wyraźnie, że jej krzyk niemal ogłuszył Jetta, który z satysfakcją spoglądał na swoje dzieło.
Krew niemal ciurkiem spływała z rany, kropla za kroplą tworząc coraz większą kałużę. Było jej tak strasznie dużo, a pieczenie i rwący ból gorszy od wszystkiego innego co przeżyła Arleen zamiast słabnąć
tylko się nasilał. Myślała, że to jej udo sprawiało jej najwięcej problemu, ale teraz? Wolałaby już, żeby ktoś jeszcze raz wbił nóż w jej skórę. Płakała jak dziecko, łzy i jęk rozpaczy rozbrzmiewał echem w całym pomieszczeniu. Obciął mi całą rękę - pomyślała uświadamiając sobie czemu to co zrobił jest takie bolesne
i nieprzyjemne. Próbowała poruszać palcami, ale czuła się tak jakby w ogóle ich nie miała.

 - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
* - w Kanadzie obrączkę nosi się na lewej dłoni

* * *


~ zagłosuj na Diabelską Duszę (ankieta po prawej) ~


Czuję się trochę oszukiwana widząc ile osób czyta Diabelską Duszę, ile domaga się rozdziału, a ile z tych osób komentuje. Tym, którzy robią to regularnie, co drugi czy nawet co trzeci rozdział bardzo dziękuję. Pamiętajcie o tym, żeby zawsze się podpisywać, bo kiedy to ff się skończy będę mieć prawdopodobnie małą niespodziankę dla kilku osób. 

Scena, o której wspomniałam dwa tygodnie temu została przerzucona do kolejnego rozdziału.

82 komentarze:

  1. Już jest! Od godziny siedziałam przed komputerem i czekałam na 18:00 ;D

    OdpowiedzUsuń
  2. Super rozdział! Czekam na nn :****

    OdpowiedzUsuń
  3. bozeeeeee, moja biedna Arleen

    OdpowiedzUsuń
  4. o kurwa mac
    tyle mam do powiedzenia
    dziekuue dobranoc
    ps rozdzial jest idealny i mam nadzieje ze szybko ja znajda a ta reka... lol zeby tylko poczta nie wyslal nic😂
    @HeartSaysBizzle

    OdpowiedzUsuń
  5. to opowiadanie jest niesamowite! ty jesteś niesamowita! naprawdę jestem pod wrażeniem, że udało Ci się wymyślić coś takiego. opowiadanie jest niepowtarzalne i oryginalne, a Twój styl pisania jest obłędny. tak dalej! :) / letters-jbff.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. Pierwszy raz komentuje to opowiadanie a czytam od dawna i za to cie na wstepie przepraszam. Moj plan byl taki zeby skomentowac go dopiero przy epilogu ale przez ten rozdzial no nie moglam i olalam plan. Twoj styl pisania jest masakryczny w pozytywnym sensie. Opowiadanie to kocham i boje sie jak go zakonczysz ale do tego momentu zostalo duzo czasu mniejsza z tym. Rozdzial jest niesamowity i zaskakujacy. To w jaki sposob zakonczylas rozdzial no wow moja wyobraznia szaleje bo wymysla dalej historie ale pewnie mnie znowu zaskoczysz. Nie wiem dlaczego ale mam przeczucie ze jej brat ma cos z tym wspolnego i cale cierpienie dziewczyny jest zwiazane z nim. Nosz bo jak nie on to kto Justin? No raczej nie bo by wtedy jej nie pomogl...chociaz to moze byc kazdy. Jak dzień dodalas rozdzial to ze szczescia nie noglam usiedziec. Dziekuje za wsaniale rozdzialy. Powodzenia w pisaniu 😊😊 wierna fanka Diabelskiej Duszy @TheUnfairLifes

    OdpowiedzUsuń
  7. Prosze cie....niech ona ma normalnie wszystkie palce.
    Ps. Kocham to ff :''')

    OdpowiedzUsuń
  8. niesamowite!!! boze kocham to opowiadanie @BieberIui

    OdpowiedzUsuń
  9. Wtf, co to za psychopata ;o Ona w końcu ma tą rękę czy nie? Głupio by było jakby jej nie miała, ale nie ważne xd Mam nadzieję, że ktoś ją uratuje, albo ona sama to zrobi ;)
    Rozdział jak zwykle cudowny :))

    OdpowiedzUsuń
  10. Cudowny, a jednak zdążyłam się wyrobić dzisiaj. Szezrze jakoś nie przepadam xza typowymi romansidłami i wgl. dlatego twoje ff tak bardzo mi sie spodobało mimo że nie lubię Justina. Super scenki z przemocą.
    nuda100

    OdpowiedzUsuń
  11. Uwielbiam ❤️❤️❤️❤️❤️ Czekam na nn :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Jezus maria, jakie to fanfiction jest zajebiste, poprostu kocham soł macz! @oleandka_

    OdpowiedzUsuń
  13. :o On serio obciął jej rękę!? Błagam nie! Wgl to nie znoszę Jetta - tak jakby to nie było oczywiste xd I proszę niech Justin ją znajdzie! /kaaay

    OdpowiedzUsuń
  14. Proszę... Niech jej ręki nie obcina... Całe opowiadanie w sumie mnie do siebie zniechęci :( przepraszam... Niech to bedzie sen :((((
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Ja tam będę kochała to ff tak samo, niezależnie czy Arleen będzie miala rękę, czy nie będzie jej miała... Nie no, ale lepiej, żeby miala xD Genialny rozdział tak wogóle :))) Ale wkurzyło mnie, że Spike martwi się o swoją dupe bardziej niż o Arleen :c

    OdpowiedzUsuń
  16. Jejuu tak mi jej szkoda, jak mozna takie cos robic; ( swietne ff uwielbiam Cie ♥ zycze weny kochanie xo /jeybeex

    OdpowiedzUsuń
  17. Oesiuuu :o Tyle emocji!! Justin szukaj Arleen!!! Mam nadzieję, że ma Ona rękę w całości. :( Co do tego ff... Po prostu je uwielbiam! Jest niesamowite i kocham to taak bardzo. Już nie mogę się doczekać nn. Czekaam :* / justsmajjl97

    OdpowiedzUsuń
  18. Nie dawno zaczęłam czytać to ff i ono jest takie khdyikbcseuinfri gratuluje i zazdroszczę tego jak dobrze piszesz. Co do rozdziału to jest niesamowity, mam nadzieje że Justin uratuje Arleen tak jak zawsze i oby Arleen miała te rękę // @princessxleigh

    OdpowiedzUsuń
  19. No niee - Komentarz mi się skasował :c przepraszam, ale teraz nie napisze drugiego, ale później na pewno :)

    OdpowiedzUsuń
  20. to jest najlepszy rozdział w tym ff @iheartblaugrana

    OdpowiedzUsuń
  21. O dżizys. Ale on chyba nie odciął jej tej ręki, nie? Dostałam dreszczy na końcu. Masakra, ale bez dwóch zdań- rozdział świetny. Uwielbiam to ff :)

    OdpowiedzUsuń
  22. O Matko to jest genialne. Masz talent. Już nie moge doczekać się kolejnego rozdzaiłu ♥ @bezznaczenie

    OdpowiedzUsuń
  23. Końcówka mnie przeraża... A miało być tak pięknie, a tu takie rozczarowanie. No to kontynuacja dabelstwa, biedna Pieguska xd @EmiliaWojta

    OdpowiedzUsuń
  24. On na serio odciął jej tą rękę?Masakra na końcu to już mój żołądek był sciśnięty i miałam dreszcze nie wyobrażam jej sobie bez ręki ale jeśli jej odciął lewą to chyba dobrze znaczy zależy czy była prawo czy leworęczna gorzej jak była leworęczna.O czym ja w ogóle myślę haha.Biedna Arleen myślałam że ten Jett jest dobry i mówi prawdę i na początku odetchnęłam zulga że będzie spokojny rozdział a tu co odcina jej rękę.Super rozdział czekam na next.

    OdpowiedzUsuń
  25. Najlepsze @hellomyjustin

    OdpowiedzUsuń
  26. Bardzo podoba mi sie rozdzial w sumie tak jak kazdy trzyma w napieciu i juz nie moge sie doczekac kiedy sie wyjasni wiele spraw z jej bratem :) Wspolczuje jej ze przechodzi przez takie pieklo. Czekam nn

    OdpowiedzUsuń
  27. Błagam niech ona ma tą ręke na miejscu �� piękny rozdział i zawsze czekam na rozdziały z niecierpliwoscią �� i błagam dodaj szybko kolejny bo umrę (nie żartuje) ������

    OdpowiedzUsuń
  28. O mój Boże! Cudowny rozdział! Twój blog jest naprawdę niesamowity; ciągle mnie zaskakuje. Ta końcówka - okropna (ale w dobrym sensie c:), ten Jett jest idiotą! Teraz w końcu sama nie wiem co mam myśleć. Chyba nie mógł jej odciąć ręki, hmm? A może jednak... Mam nadzieję, że Arleen ktoś pomoże. Biedactwo ;c
    Czekam na następny rozdział z niecierpliwością! ~ Claudia

    OdpowiedzUsuń
  29. JEJU TO JEST CUDO PO PROSTU <3
    WSPANIALY ROZDZIAL. BIEDNA ARLEEN :( NIECH JEJ NIC NIE BEDZIE ♥
    KIEDY NEXT? :*

    OdpowiedzUsuń
  30. Świetne ! Akcja bardzo się rozkręcila ! Na poczatku miałam wrażenie ze to będzie płytsze opowiadanie :O epicko opisujesz wydarzenia ! Jestem pod wrażeniem uwielbiam to !

    OdpowiedzUsuń
  31. O jezu mam nadzieje,że ni uciął jej tej ręki ani palcy omg to byłoby złe
    Świetny rozdział!
    @SwaglandJB

    OdpowiedzUsuń
  32. Uwierz mi nie mogłam doczekać się tego rozdziału. Musiałaś przerwać w takim momencie? Ciekawe co ten skurwiel Jett jej zrobił i czy Arleen powie coś o Justinie. Oby Bieber zdążył ją uratować. Czekam niecierpliwe na kolejny rozdział
    @mrsbieber_soon

    OdpowiedzUsuń
  33. Omg teraz ciągle będę myślała o tym blogu.zastanawiam się czy ona ma tą rękę czy nie
    niecierpliwie czekam na następny @arianatorka

    OdpowiedzUsuń
  34. O matko co za psychol! Co za wyobraznia, jak ty mozesz to tak realistycznie opisywac?

    OdpowiedzUsuń
  35. Cudowne *.* kocham ten ff ��a i tskue pytanie, bo niedawno zaczelam czytac to i nie wiem co ile dodajesz kolejny rozdzial ;) z gory dzieki za odpowiedz :)

    OdpowiedzUsuń
  36. Jeju świetne....ale yhhh ale czemu koniec w takim momencie :) Czekam na kolejny !!!

    OdpowiedzUsuń
  37. Trafiłam na to ff dziś i postanowiłam je przeczytać, jest niesamowite dawno nie czytałam tak dobrego. Czekam na następny :)
    @chanel_isabell

    OdpowiedzUsuń
  38. O Jezusie, od początku wiedziałam, że z Jettem jest coś nie tak! Tak bardzo szkoda mi Arleen, tyle już przeżyła a do tego jeszcze to. W ostatniej scenie sądziłam, że Jett obetnie jej palec lub po prostu zrobi jakąś rane, ale żeby od razu odcinać całą ręke?! No nie wierze! Mam tylko nadzieje że Arleen jakoś stamtąd ucieknie lub Justin ją uratuje :( Życzę duuuużo weny do pisania i mam nadzieje że kolejny rozdział szybko sie pojawi, bo ja już po prostu umieram z ciekawości
    @_KidrauhlsBack_ ❤

    OdpowiedzUsuń
  39. @biebspurplestar14 lutego 2015 16:55

    Wooooow!!! Uwielbiam to ff, fabuła jest bardzo oryginalna a to jak piszesz jest mistrzostwem! Czytam bardzo dużo ff ale to jest zdecydowanie moim drugim ulubionym z jakiś 20. Ten rozdział rozwalił mnie na części! Matko biedna Arleen! Już nie mogę się doczekać następnego rozdziału i tego, co będzie się w nim działo!

    OdpowiedzUsuń
  40. Kocham to ff i wchodze tu codziennie z nadzieją, że bedzie nowy rozdzial, chociaz wiem że pojawia sie raz/dwa razy w miesiacu ale oplaca sie czekac. To ff jest inne niz wszystkie i jest swietnie pisane. Z niecierpliwoscia czekam na kolejny rozdzial.
    @avebieberking

    OdpowiedzUsuń
  41. Spodziewałam się czegoś bardziej od Justina. Rozdział świetny! Kocham to opowiadanie i chyba jeszcze nigdy tak bardzo nie chciałam nowego rozdziału. @newyorkismy

    OdpowiedzUsuń
  42. G.E.N.I.A.L.N.Y :D Naprawdę - jesteś niesamowita! Po prostu to co piszesz jest tak perfekcyjne, że najchętniej czytałabym to cały dzień! Nie mogę się doczekać następnego :DD

    OdpowiedzUsuń
  43. genialny!/ Anja

    OdpowiedzUsuń
  44. Świetny rozdział, tylko... On obciął jej tą rękę tak na serio?! W sensie, że nie będzie jej już miała???!... Nieważne ;D I tak to najlepsze fanfiction na świecie :))
    /Mary

    OdpowiedzUsuń
  45. boże to jest świetne. mam nadzieje że justin ją uratuje. czekam z niecierpliwościa na następny i życze weny ;)

    OdpowiedzUsuń
  46. Świetny rozdział mam tylko nadzieję że Justin odnajdzie Arleen :)

    OdpowiedzUsuń
  47. Rozdział jak zwykle cudowny *,* nie mogę się doczekać następnego asdfghjkjhg @thisswaggirl_JB

    OdpowiedzUsuń
  48. Świetny rozdział :))))))))))))))))))

    OdpowiedzUsuń
  49. Jeju jak mi szkoda Arleen :-( Mam nadzieję, że Justin ją uratuje i, że jej ręka jest w całości...

    OdpowiedzUsuń
  50. Niedawno trafiłam na twojego bloga,ale mogę z ręka na sercu stwierdzić że masz talent! Piszesz świetnie? Rozdział zajebisty! Czekam na nn<3. @EwelinaJula

    OdpowiedzUsuń
  51. O Jezu ale z Jetta psychol, Boże to było straszne . Świetny , ciekawy rozdział @Little1Lies

    OdpowiedzUsuń
  52. Jezu co on jej zrobił, o matko o matko o matko.
    Dobra zaskoczyłaś mnie, biedna Arleen. Nie możesz się wyżywać na kimś innym? XD może być nawet Spike lol zezwalam
    Co ty jej jeszcze zrobisz, he? Boję się.
    Niech ją znajdzie, niech się okaże, że ona ma tą rękę...
    I tak wiem że tak nie będzie.
    Ale przeczuwałam, że ten Jett jest jakiś podejrzany!
    Da się za jednym zamachem obciąć rękę scyzorykiem? O.o
    Mam nadzieję, że Jetta będzie czekać baaaardzo bolesna śmierć. Niech go na przykład kaczki żywcem zjedzą czy coś.
    Czekam na kolejny rozdział x
    @luvbiebsandmint

    OdpowiedzUsuń
  53. Kocham cie ale to co robisz Arleen to przesada! Biedna :( Justin, znajdź ją!!! W ogóle Jett jest jakiś powalony. No bo sory - obciąć komuś rękę!? Ugh, jak ja go nienawidzę!

    OdpowiedzUsuń
  54. NIESAMOWITY ROZDZIAŁ TRZYMA W NAPIĘCIU CZEKAM NA NASTĘPNY <3 Biebs8484

    OdpowiedzUsuń
  55. Niedawno dopiero trafiłam na twojego bloga i w dwa dni potrafiłam przeczytać dwanaście rozdziałów. Strasznie podoba mi się twoje fanfiction i życzę weny!
    @hipsars

    OdpowiedzUsuń
  56. super rozdział, zresztą tak jak wszystkie. Czekam na nn oraz życzę weny ♥
    @bieberuhlz

    OdpowiedzUsuń
  57. W tym momencie nawet nie potrafie wydusic z siebie slowa. Oczywiscie w realu, bo normalnie moge pisac xd Odjelo mi mowe... Co on jej zrobil, do cholery?! Matko boska, ja chce wiedziec co tam ste stalo.... Czekam na nn xx Mam nadzieje, ze dozyje zanim zejde na zawal xd
    ineedangelinmylife.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  58. AWWWWW ♥♥♥KOCHAM TEGO BLOGA!
    To jest cudowne, niesamowite i same najlepsze okreslenia ♡ Kiedy next?
    Ciekawi mnie sprawa z Arlen ._. Jej nic nie bedzie? Biedna :(

    OdpowiedzUsuń
  59. Jezus maria co on z nią robi o.o jaaak moozesz ;cc czekam na justina w nastepnym rozdziale, ze jakims cudem ją uratuje

    OdpowiedzUsuń
  60. Coraz wiecej pytań ! I urwalas w takim momencie wredoto ! ��

    OdpowiedzUsuń
  61. Jest godzina 05 nad ranem a ja dopiero skonczylam czytać i dupa zE musze wstac o 6 , pośpię niecałą godzinę , ale w zamian za to przeczytalam wszystkie rozdziały <3 znalazłam to opowiadanie jako najlepsze odpowiadanie w miesiacu , czy coś takiego i mialo 2 miejsce ( to ktore zajęło 1 bo wedlug mnie nie powinno bo to jest o wiele lepsze , no ale ok ) :) po przeczytaniu epilogu od razu wzielam się za czytanie :) pisze ten komentarz nie bardzo kontaktując , z gory przepraszam za bledy , ale musze go napisać . A wiec po pierwsze mam nadzieje ze Justin nie okaze sie bezuczuciowym dupkiem ktory nic nie czuje do Arlen , a nasza biedna Arlen wytrzyma bol i sie nie zalamie i to opowiadanie nie skoczy sie jak kazde ktore czytam czyli śmiercią i załamaniem :) uwielbiam tą scene z kieszeniami po drugie <3 mam nadzieje ze bedzie ich wiecej i blagam jak najszybciej o kolejny rozdzial :) nie wytrzymam dluzej , serio :( po trzecie uwielbiam upartość dziewczyny i wladze Justina :) dziekuje Ci za to ze piszesz to wspaniale opowiadanie dla nas , ze mimo tego ze nie zawsze jest tyle kom ile byś chciała ty dalej piszesz :) jesteś według mnie tak silna jak Arlen :) musisz mi jakoś wynagrodzić tą nieprzespaną noc kochana , czekam na jak najszybciej dodany nowy rozdział <3 TWOJA NAJWIEKSZA i NAJWIERNIEJSZA CZYTELNICZKA - DOMINIKA :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. omg, proszę nie rób tak więcej. nie warto zarywać nocy dla fanfiction haha. dziękuję Ci bardzo! oj to co szykuję na koniec może złamać niejedno serce, ale nic nie zdradzę, bo jeszcze trochę do tego zostało. kocham!

      Usuń
    2. NIE NIE NIE PROSZE NIKT NIE ZGINIE? ;( <3 PROSZE OCAL ARLEN I JUSTINA ♥

      Usuń
  62. O Boziu! Już nie mogę doczekać się następnego rozdziału... <3 Masz talent!

    OdpowiedzUsuń
  63. Hejka. Zapraszam na nowy spis blogów na blogspocie, a mowa tu o Katalog Euforia http://katalog-euforia.blogspot.com
    Zgłoś swój blog do naszego katalogu!

    OdpowiedzUsuń
  64. nie spodziewałam się, że będziesz kontynuować to opowiadanie, ale niezmiernie się cieszę! co do rozdziału... nie pierdziel, że Jeff odciął jej dłoń? nie wiem jak to zrobisz, ale ona musi ją mieć XD i niech w końcu będzie jakaś sytuacja z Jarleen, bo tu umieram XD pozdro, ja

    OdpowiedzUsuń
  65. KOCHAM TO FF, JEST SWIETNE I CZEKAM Z NIECIERPLIWOSCIA NA NASTEPNY ROZDZIAL !!! P
    PS.KOCHAM CIE JUSTIN

    OdpowiedzUsuń
  66. Japierdole to jest Genialne kocham to ff !!!

    OdpowiedzUsuń
  67. Świetne fanfiction . Przepraszam że nie komentowałam ,ale dopiero zaczęłam czytać więc nie komentowałam starych rozdziałów. Bardzo się ciesze że znalazłam twoje opowiadanie ! jest jednym z moich ulubionych .Poleciłam je już moim znajomym . Pokochali je :)
    Jest mi także przykro że osoby czytające nie wyrażają swojej opinii .... Wiem co to znaczy :/ Będę starała się komentować każdy rozdział c:
    Dziękuję ci że zaczęłaś pisać tak GENIALNE opowiadanie , zakochałam się od prologu :D @aleksandrabrooks

    OdpowiedzUsuń
  68. dziś zaczęłam czytać to ff i przyznam, że mnie wciągnęło i już je uwielbiam! świetnie piszesz, a rozdziały są długie i pełne napięcia, same plusy! tylko teraz mam nadzieję, że ona nie straciła ręki, oby to się jakoś dobrze skończyło :( @bizztario

    OdpowiedzUsuń
  69. EJ TY! JAK ONA NIE ODZYSKA RĘKI TO JA CI OBETNĘ TWOJĄ! :v

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. proszę mi nie grozić :(

      Usuń
    2. Hah;D Pomogę ci! :-P

      Usuń
  70. Serio? Ręka? haha :D no ale cóż to twoje opowiadanie ;p
    Czekam z niecierpliwością na następny :)

    OdpowiedzUsuń
  71. Najlepszy rozdział <3

    OdpowiedzUsuń
  72. dzień i noc myślę o dd (szczególnie o tym rozdziale) i ja już nie wytrzymuje! Wymyśliłam już tyle teorii z serii: co dalej? I po prostu... ughh! Strasznie to kocham i nie mogę się doczekać następnego ;3

    OdpowiedzUsuń
  73. !!!Dopiero przeczytałam ten rozdział (dzisiaj rano, bo od początku lutego w ogóle nie miałam dostępu do neta :<), a dosłownie przed chwilą weszłam na tt i jak zobaczyłam, że nowy rozdział jutro to...no właśnie xD Matko, kocham to ff - jest najlepsze na świecie! <3 I w sumie cieszę się, że nie będę musiała długo czekać na nowy bo chyba bym nie wytrzymała ;D agfdffewg!!! W sumie to już wariuję! *.*

    OdpowiedzUsuń