niedziela, 1 lutego 2015

Rozdział jedenasty



ZAGŁOSUJCIE W ANKIECIE PO PRAWEJ, DZIĘKUJĘ.

*

Justin stał przed swoim przyjacielem z wielkim grymasem na twarzy. Nie chodziło o to, że przegrał, ale
o to w jaki sposób do tego doszło. Oczywiście nie winił Arleen za to, że tamtego dnia ocknęła się tak niespodziewanie, ani nie szukał winy w sobie za to, że tak gwałtownie zareagował, ale te pachnące świeżością dwa tysiące dolarów w kopercie, którą trzymał sprawiało, że trochę się zdenerwował. Spojrzał na uśmiechniętego od ucha do ucha Ryana, który już wyciągnął do niego swoje lepiące się ręce.
- Dzięki, że poczekałeś - wycedził Justin przez zaciśnięte zęby siląc się na uśmiech.
- Spoko, przecież wiem, że miałeś ważniejsze wydatki - odparł chłopak. - A teraz daj mi je! - dodał głośno. - Niech w końcu trafią do tatusia!
Szatyn ugryzł się w język, by nie palnąć czegoś głupiego i podał kopertę do swojego przyjaciela, podczas gdy reszta osób w pomieszczeniu z Colinem na czele parsknęła śmiechem słysząc podniecony głos bruneta. Jego oczy zabłyszczały jak u dziecka, które otrzymało nową, drogą i niespotykaną zabawkę. Roześmiał się
i pomachał do wszystkich swoją wygraną. Wyciągnął banknoty, przystawił je pod nos i zaciągnął się ich zapachem.
- Musimy teraz zrobić jakąś imprezę!
- Żadnych imprez - warknął Justin krzyżując ręce.
- Ale mam teraz pieniądze! Pierwszy raz od kilku miesięcy mogę zaszaleć, a ty...
- To szalej, ale nie tutaj - odpowiedział twardo. - Ja nie mam nastroju na balowanie, a skoro to mój dom, to...
- To twoje zasady - odparł Ryan przedrzeźniając szatyna. - Zmień płytę, to już robi się nudne.
Justin nawet nie zareagował, nie poczuł narastającej irytacji, nie zacisnął dłoni w pięści jak miał to
w zwyczaju. Po prostu wyminął Ryana, opadł na kanapę wyciągając nogi na stół, a następnie wsunął dłoń do kieszeni spodni szukając w niej paczki papierosów. Pół minuty później wąska, biała rurka pełna tytoniu tkwiła pomiędzy jego wargami. Wolał zapalić niż wdać się w kolejną pyskówkę.
- To co planujesz teraz zrobić Bieber? - zapytał Thomas drapiąc się po czole. - Mam na myśli z tą małą
u góry?
- A co mam niby zrobić? Oprócz waszego genialnego planu, żeby jak najszybciej się jej pozbyć? - dodał sarkastycznie i mocno zaciągnął się swoim papierosem.
- Ryan opowiedział nam trochę więcej niż ty, więc na razie może zostać.
Justin posłał spojrzenie w kierunku bruneta, który trochę zakłopotany odwrócił wzrok. Chłopak wiedział już o tym, że Colin zdobył więcej informacji, ale nie spodziewał się tego, że każdy inny dowie się tego co on.
To miała być tajemnica, ale oczywiście trudno zachować sekret, gdy wie o nim więcej niż jedna osoba. Justin nie miał pewności od czego Ryan zaczął, a na czym skończył. Nie wiedział ile wiedzieli jego kumple, ani ile z tego czego byli świadomi nie powinni wiedzieć. Nie był jednak zdenerwowany, nawet nie przejął się tym tak bardzo jak wcześniej.
- Tak? A co takiego wam powiedział?
- Wyjaśnił im czemu ta przeklęta laska tutaj jest, czego ty jak zwykle nie potrafiłeś zrobić - wtrącił Colin swoim irytującym głosem. - Ale nie sądzę, żeby ona w ogóle zdawała sobie sprawę z tego co wie, bo jest na to za głupia. Więc jak zamierzasz to zrobić?
Justin nadymał usta próbując pohamować falę złości, która zalała jego ciało. Dlaczego przestało go tak bardzo denerwować to, że jego znajomi go przedrzeźniają i ogólnie są upierdliwi, ale jedna mała uwaga na temat Arleen niemal doprowadzała go do szału? Siedział przez chwilę w ciszy czując na sobie zaciekawione spojrzenia siląc się na pokerową twarz. Złość przerodziła się w ciepło, które rozeszło się po całym jego ciele. Kciukiem potarł szyję, a następnie odciągnął od ust papierosa i wypuścił kłęby dymu, które zniknęły gdzieś nad jego głową.
- Zrobię to powoli, nie jestem jakimś potworem - wyjaśnił. - Po za tym Arleen jest w porządku, więc na razie nie będę jej wypytywał o to czego szukamy, niech chociaż przez chwilę odpocznie - odpowiedział patrząc na Colina, który z rozbawieniem pokręcił głową. On naprawdę nie wierzył w dobre intencje Justina, ani w to, że Arleen w jakikolwiek sposób im pomoże. - Możecie z niej zejść? - zapytał po krótkiej chwili ciszy. - Nie chcę, żeby ciągle siedziała na górze, albo żeby wpadła w jakąś depresję przez to, że jesteście dupkami.
Pokiwali zgodnie głowami, a Justin skupił się na paleniu swojego papierosa. Nie rozmyślał o niczym konkretnym, po prostu spędzał czas ze swoimi znajomymi. Myślał o spotkaniu ze swoim bratem, o Colinie, Ryanie, a nawet o Arleen, chociaż myśli o niej starał się odrzucać od siebie jak najdalej.
- Spoko Ryan - powiedział blondyn, co przyciągnęło jego uwagę. Colin klepnął chłopaka w plecy
i wyszczerzył się popijając swoje piwo. - Będziesz miał swoją imprezę, już niedługo. Justin sam ją zorganizuje.
- O czym ty mówisz?
- Po prostu wiem o czymś - wzruszył ramionami odwracając się do Justina. Otarł wierzchem dłoni usta
i wstał z podłogi. - Nie rób takiej miny, to nie będzie nic złego. Sam się przekonasz - dodał zwyczajnym tonem. Nie brzmiał tak jakby coś kombinował, ani tak jakby skrywał jakiś wielki sekret. Przez moment był tym samym Colinem, którego Justin poznał dwa lata temu.
- Nieważne - mruknął szatyn zgarniając ze stołu popielniczkę. Wstał z kapany i obojętnym krokiem wyszedł z salonu. Było już późno, więc chciał wyrzucić pety i popiół z papierosów, a potem zwyczajnie udać się na górę, popsikać swoją ranę pianką i  położyć się do łóżka. Czuł się zmęczony po spotkaniu z Frostem. Jego brat nie należał do najsympatyczniejszych osób na tej planecie.
Wszedł na piętro i przeciągnął się leniwie. Zatrzepotał rzęsami wpatrując się w ciemny przedpokój,
a raczej w plamę światła, która wydostawała się przez uchylone drzwi jednego z pokoi. Ruszył w tamtym kierunku, ale kiedy zorientował się, że prowadzą do miejsca, w którym aktualnie przebywa Pieguska zatrzymał się na chwilę. Nie słyszał nic oprócz wybuchów śmiechów piętro niżej i rozmów, ale za ścianą panowała niemal grobowa cisza. W końcu złapał za klamkę wchodząc do środka pokoju.
Zauważył skuloną postać, która leżała na skraju łóżka. Justin mimowolnie uśmiechnął się pod nosem,
a następnie niemal na palcach podszedł bliżej starając się nie narobić żadnego przypadkowego hałasu, który mógłby zbudzić dziewczynę. Chwycił za wyłącznik światła, by zgasić lampkę przy łóżku, ale wtedy bez konkretnego powodu ponownie spojrzał na Arleen. Puścił mały przedmiot i nachylił się nad dziewczyną. Najdelikatniej jak tylko mógł odgarnął ciemne kosmyki włosów z jej buzi, a uśmiech na jego twarzy niemal od razu się rozpłynął. Zmarszczył swoje grube brwi i przygryzł język spoglądając na śpiącą szatynkę, skóra pod jej oczami była zapuchnięta, a na policzkach znajdowały się ślady po łzach. Poczuł się strasznie dziwnie. Zacisnął usta w prostą linię wcześniej zasycając głośno powietrze. Musiał to przed sobą w końcu przyznać - widok zranionej Arleen przyprawiał go o mdłości. Bolało go patrzenie na niewinną dziewczynę, która nie potrafiła sobie poradzić z narastającymi problemami. Pewnie nie czułby się w ten sposób, gdyby jej problemy miały związek z rodzicami, prześladowaniem w szkole, przyjaciółmi czy słabymi ocenami, ale na litość boską! Arleen była zamknięta, była bita. Ktoś znęcał się nad nią psychicznie i fizycznie, ale przez cały ten czas, gdy trafiła pod jego dach tylko raz wyznała i opowiedziała o tym co się stało. A nie zrobiła tego, bo chciała pozbyć się ciężaru
z piersi. Powiedziała to, bo on ją do tego zmusił. Nie narzekała, nie robiła z siebie ofiary, a Justin był tak zajęty jej zdrowiem fizycznym, że zupełnie zapomniał o ranach, które już na zawsze utkwiły w jej umyśle.
- Arleen - szepnął i lekko potrząsnął jej ramieniem. Musiał to zrobić jeszcze dwa razy, ale w końcu dziewczyna otworzyła oczy. Od razu spojrzała na Justina, ale nawet się nie uśmiechnęła, wręcz przeciwnie skrzywiła się, a następnie odwróciła plecami i naciągnęła na głowę poduszkę.
- Śpię - wymamrotała.
- Arleen - powtórzył łapiąc za materiał. Próbował go odciągnąć, ale szatynka trzymała go dość mocno prawą ręką, zaciskając palce na poszewce. - Chcę z tobą porozmawiać! - dodał już znacznie surowszym tonem. Wyrwał poduszkę z jej ręki i odrzucił ją na podłogę.
- Dupek - mruknęła. Miała zachrypnięty głos, więc nie było mowy, żeby wmówiła Justinowi, że wcale nie płakała. Dźwignęła się i usiadła na łóżku z podkulonymi nogami. Otarła wierzchem dłoni swoje policzki
i zerknęła na szatyna.
- Co się stało? - zapytał.
- Skąd mam wiedzieć? Przecież spałam.
Justin przewrócił oczami uśmiechając się lekko pod nosem. Arleen wciąż była bardzo zaspana, miała roztrzepane włosy i wyglądała tak jakby w ogóle nie rozumiała o co chodzi, co według Justina było całkiem... słodkie. Spoglądała na niego nieprzytomnym wzrokiem marszcząc przy tym czoło.
- Płakałaś - zauważył.
- Co?
- Tutaj - odpowiedział i przesunął palcem wskazującym po jej policzku. Miliony malutkich iskierek przeskoczyły z jej skóry na jego i na odwrót. Przez moment Arleen wstrzymała oddech, a atmosfera w pokoju zrobiła się zupełnie inna. Powietrze zgęstniało. Dziewczyna od razu się rozbudziła, otworzyła usta patrząc na Justina wielkimi oczami zastanawiając się czy on również to poczuł?
- Uh - bąknęła niezręcznie. - Nie wiem, może... może coś mi się śniło? - skłamała patrząc prosto
w karmelowe tęczówki.
- Więc wszystko w porządku?
Skinęła lekko głową. Mówienie kłamstw było dla niej proste, wystarczyło otworzyć usta i powiedzieć coś nieprawdziwego. Problem pojawiał się dopiero po chwili, gdy docierało do niej, że naprawdę to zrobiła. Wyrzuty sumienia zawładnęły jej myślami - jak mogła go okłamać? Jak mogła powiedzieć, że wszystko jest w porządku, kiedy wewnątrz jej duszy panował huragan? Arleen mimo wszystko nie zrobiła tego dla siebie, ani dla świętego spokoju. Wolała skłamać, niż mieć na sumieniu czyjąś śmierć. Musiała milczeć, czy jej się to podobało czy nie.
Justin siedział na skraju łóżka z przechyloną na bok głową. Patrzył na jej długie, lekko pofalowane włosy, na usta, mały nosek, drobne piegi, aż w końcu zerknął na bliznę. Zastanawiał się przez moment jak bardzo jej nienawidzi, ale potem poczuł na sobie jej ciekawskie spojrzenie. Nie chciał, by poczuła się urażona, więc odwrócił pośpiesznie wzrok.
- Czemu się tak patrzysz? - zapytała. Justin wstał z łóżka i odciągnął od szyi kołnierzyk swojej koszulki.
- Bez powodu - wyjaśnił szybko. Uśmiechnął się szeroko. - Idź się przebrać, nie powinnaś spać w tym,
w czym chodziłaś przez cały dzień - dodał.
- Będziesz tu, gdy wrócę?
- Pewnie nie.
- W takim razie dobranoc Justin - powiedziała wstając z łóżka. Justin miał rację, powinna się przebrać
i pójść spać. Wtedy chociaż nie będzie myślała o tym, że naprawdę ma przerąbane. Rękoma przeszukała pościel szukając swojego telefonu. Myśl o tym, że ktoś dowie się o tym, że dostaje anonimowe wiadomości była równie straszna co sam fakt, że je dostawała. Gdy już udało jej go znaleźć ruszyła do wyjścia.
- Dobranoc Piegusko.
Arleen powędrowała prosto do łazienki. Zamknęła za sobą drzwi i oparła się o nie zagryzając usta. Rozbolała ją głowa, była pewna, że wypłakała rzekę łez i, że już nigdy więcej nie uroni ani kropli. Zasnęła ze zmęczenia, jej organizm odmówił posłuszeństwa i postanowił się restartować, ale teraz, gdy dziewczyna nie spała, gdy była przytomna znowu poczuła strach. Spodziewała się wielu rzeczy, ale nie tego, że po wybraniu numeru usłyszy głos swojego brata. Minęło tyle czasu odkąd ostatnio słyszała jak Blade coś mówi, już prawie zapomniała jak brzmi, ale teraz... na samą myśl przeszły ją lodowate dreszcze. Ktoś kto do niej pisał był świetnie przygotowany, używał nawet nagrania z poczty głosowej Blade'a... potrząsnęła mocno głową, a potem przytrzymała guzik na boku telefonu wyłączając go. Musiała to zignorować, zapomnieć i pozwolić, żeby na pierwszym planie było wyjaśnienie tego co stało się z Bladem. Osoba, która jej to robiła chciała, żeby Arleen się bała, żeby oszalała, więc żeby tego uniknąć szatynka postanowiła korzystać jak najrzadziej ze swojego telefonu.

*

Wygięła palce i ponownie stuknęła piętami o szafkę. Minęły kolejne dni, dużo przyjemniejsze od tych poprzednich. Nie starała się nawiązać z nikim kontaktu, ani polepszyć relacji. Spędzała czas z Justinem, Ryanem i Spikem. Zazwyczaj po prostu siedzieli obok siebie nie robiąc nic wyjątkowego, oglądali mecze, które Arleen spędzała na wzdychaniu i przewracaniu oczami. Grała w karty, ale dzisiejszego poranka poczuła się znużona tym, że z uciekinierki stała się nudziarą, która przesiaduje całe dnie w jednym miejscu. Mogła już swobodnie się poruszać, nie bolały ją plecy, a rana na udzie zmniejszyła się zmniejszając uczucie dyskomfortu. Nie brała już nawet tylu leków co na początku, kaszel ustał podobnie jak reszta objawów choroby.
Było wczesne popołudnie, ale Arleen odnosiła wrażenie, że jest szósta nad ranem, bo w domu panowała zupełna cisza. Siedziała znudzona czekając, aż ktoś pojawi się na dole. Siedziała na kredensie pijąc drugą szklankę soku pomarańczowego. Domyślała się, że wszyscy śpią, bo wczoraj do późna słyszała wybuchy śmiechu i głośne rozmowy, więc prawdopodobnie chłopcy chcieli odespać zarwaną noc. Nie miała im tego za złe, wręcz przeciwnie - nawet chciała do nich dołączyć, ale domyślała się, że zrujnowałaby im tylko humory swoją obecnością mimo, że zaczęli być znacznie milsi.
- Dzwoniłeś już do Willa? - zapytała, gdy po piętnastu minutach siedzenia w kuchni w progu pojawił się Justin. Miał na sobie tylko spodnie, a na ramieniu zawieszoną koszulkę. Rozejrzał się na boki jakby szukając źródła głosu, aż w końcu na nią spojrzał.
- Może by tak zacząć od dzień dobry?
- Cześć, więc?
- Czasami mnie tak strasznie wkurwiasz - westchnął. - Jesteś uparta jak osioł.
Arleen przewróciła oczami i spojrzała na niego znacząco. Justin zignorował jej pytanie oraz to, że jej zielone tęczówki śledzą każdy jego ruch. Zbliżał się do niej wolnym krokiem, zatrzymał się przed nią
i wyciągnął do góry ręce sięgając po szklankę, która znajdowała się w szafce po lewej stronie od jej głowy. Postawił ją z brzdękiem na kredensie, a następnie podniósł karton z sokiem. Był tak lekki, że od razu zrozumiał, że na jego dnie znajdują się jedynie krople napoju. Oparł obie ręce tak, by Arleen znajdowała się po środku zmniejszając odległość między nimi do granicy, której wcześniej nie przekroczył. Stukał palcami o blat po prostu patrząc na nią. Rękaw jej koszulki był obsunięty, a jej nagie ramię wręcz prosiło się, by go dotknąć.
Serce w jej klatce piersiowej łomotało niespokojnie. Czuła strach, ale też ekscytację, której nie umiała wyjaśnić. Napięcie pomiędzy nimi rosło coraz bardziej i oboje wyraźnie to odczuwali.
- Wyspałaś się? - zapytał cichym, pociągającym głosem, który sprawił, że Arleen poczuła coś przyjemnego w swoim brzuchu. Dotknął opuszkami palców jej nagiej skóry powodując przyjemny dreszcz. Pokiwała głową.
- Ja też - odpowiedział. Jego palec przesunął się w górę, po jej szyi. Następnie przeciągnął opuszkiem od miejsca, w którym ucho styka się ze szczęką i przeszedł na policzek. Stamtąd droga do jej ust była prosta. Arleen wstrzymywała oddech zbyt przejęta tym co się dzieje, by cokolwiek powiedzieć. Dotknął jej dolnej wargi, a następnie uśmiechnął się pod nosem. Cofnął rękę i wsunął palec do swoich własnych ust, by następnie dotknąć go językiem.
- Piłaś mój sok - stwierdził z rozbawieniem. Jego ręka znowu znalazła się na blacie, stał przed nią blokując jej drogę ucieczki.
- Nie mogłeś po prostu zapytać?
- Mogłem, ale to chyba było przyjemniejsze, co?
Arleen przygryzła dolną wargę próbując zwalczyć rumieńce, które z pewnością zaczęły pojawiać się na jej policzkach. Oboje lubili się droczyć, wiedziała o tym już od bardzo dawna. Tym razem to ona podniosła dłonie ujmując jego twarz, potarła skórę na policzkach, a potem zawiesiła ręce na jego szyi przechylając głowę na bok. Nieświadomie przysunęła się jeszcze bliżej. Justin był trochę jak magnes, który przyciągał ją do siebie mimo, że nie chciała tego w tym momencie.
- Jakieś laski naprawdę na to lecą? - zapytała, a szatyn otworzył usta jak mała, głupiutka rybka. Zaśmiał się chwytając delikatnie jej nadgarstki.
- Cześć! - krzyknął głośno Młody wchodząc do kuchni z wielkim żółtym parasolem. Justin natychmiast spiął się i odskoczył od Arleen, która posłała mu pytające spojrzenie. Zazwyczaj w takich momentach to dziewczyny zaczynają panikować, a nie chłopcy... może po prostu Justin nie chciał, by ktoś wiedział o tym, że pomiędzy nim i Arleen pojawiało się coś takiego?
- Co tam Młody? - zapytał Justin. - My z Arleen pijemy właśnie sok... sok pomarańczowy.
- Jesteś dziwny - stwierdziła na tyle cicho, by Młody nie mógł jej usłyszeć, ale na tyle głośno, by Justin wyraźnie zrozumiał jej słowa. - Ale masz wypasiony parasol Evan! - dodała zeskakując na podłogę. - Chodź, pomogę ci - dodała ruszając w jego stronę. Pomogła mu ściągnąć płaszcz przeciwdeszczowy, który rozwiesiła na wieszaku i rozłożyła parasol, by szybko wysechł.
Przez resztę dnia Arleen siedziała z Evanem oglądając bajki i objadając się słodyczami. Młody był dużo lepszym kompanem od reszty, bo ciągle ją zagadywał i nie pozwalał, by jej myśli chociaż na chwilę obrały złe tory. Po prostu jego pozytywna aura wpływała na dziewczynę, która ciągle się śmiała z jego żartów, nawet z tych, które wcale nie były zabawne. Zimny, nieprzyjemny deszcz dudnił o parapet, ale oni zachowywali się tak, jakby pogoda nie miała żadnego wpływu na ich nastroje. Było późne popołudnie, niemal wieczór, gdy reszta chłopaków, którzy byli tego dnia w domu postanowiła dołączyć do Arleen i Evana. Mały chłopczyk wymyślił, że skoro jest ich tak dużo powinni w coś zagrać.
Arleen czuła się nieswojo zajmując miejsce przy stole i czując na sobie kilka ciekawskich spojrzeń. Wiedziała, że nikt jej nic nie powie nawet jeśli naprawdę ich korciło, by rzucić wrednym komentarzem, byli świadomi, że jeśli tylko zaczną być uszczypliwi pierwszą rzeczą, którą poczują będzie pięść Justina. Z czasem napięcie, które odczuwała dziewczyna zniknęło całkowicie. Ledwo zaczęli grać, gdy z pokoju rozbrzmiał krzyk oburzonego Colina.
- Widziałem! Przesunąłeś pionek! - wrzasnął Colin w stronę Ryana. - Nie oszukuj, wszyscy to widzieli! - mówił z przejęciem machając przy tym rękoma. - Widzieliście?!
- Słucham?! Niczego nie ruszyłem! - odparł Ryan powstrzymując wybuch śmiechu. - Gram fair, prawda Justin?
- Prawda - szatyn zgodził się z cwanym uśmieszkiem. - Przecież siedzę obok, więc widzę twoje ręce
i mógłbym przysiąść, że nie przesunęły się nawet o odrobinkę w stronę pionka Arleen. Colin powinie...
- Od kiedy tak bardzo interesują cię ręce Ryana? - zapytała dziewczyna. Wszyscy spojrzeli na Arleen, która przez całą grę siedziała cicho i odzywała się tylko wtedy, gdy nadchodziła jej kolejka. - Oh, czekaj - dodała trzepocząc rzęsami, rozchyliła usta jakby załapała o co chodzi. - Lubisz chłopców Bieber? - przemówiła tonem wykwalifikowanej osoby doprowadzając wszystkich do wybuchu śmiechu.
- Cholera! Wydało się! Co poradzę - wzruszył ramionami z uniesionymi do góry rękoma. - Ryan jest taki seksooowny i męęęski - przeciągał kolejne wyrazy udając podniecony głos. Zaczął się teatralnie wachlować ręką jakby miał zaraz zemdleć. - Na widok tych mięśni, tatuaży, wiecznie wściekłego wyrazu twarzy i... - znowu nie dokończył, bo ręka chłopaka z plaskiem wylądowała na jego szyi. Syknął próbując uciec przed kolejnym ciosem, ale wtedy przypadkiem trącił ręką planszę. Wszystkie pionki rozsypały się po tekturowej podkładce powodując niezadowolony jęk z ust wszystkich.
- JUSTIN!
Po odłożeniu wszystkiego mniej więcej tak jak wcześniej stało powrócili do gry. Znowu się śmiali, znowu rozmawiali i byli jak zwyczajni nastolatkowie. Arleen brakowało tego. Nigdy nie spędzała zbyt wiele czasu
z rówieśnikami, więc chłonęła z tego momentu jeszcze więcej niż pozostali. Szczególnie teraz, gdy w końcu poczuła się wyluzowana będąc w ich towarzystwie. Nawet Colin wydał się jej normalny, śmiał się razem z nią,
a nie z niej. Nie byli takimi nadętymi dupkami za jakich ich miała, ale jednego była pewna - wszyscy byli świetnymi oszustami i kantowali na każdym możliwym kroku.
- Gdzie leżał ten domek? - spytał Evan przebierając wesoło nogami. Rozglądał się po planszy z tym swoim dziecinnym uśmieszkiem szukając jego miejsca.
- To moje! - krzyknął Ryan.
- Ta, oczywiście. Wszystko jest twoje - mruknął Spike i zwinął plastikowy domek sprzed jego nosa. Postawił go na jednym ze swoich pól, chociaż wcale nie należał do niego.
- Justin zostaw to - Arleen skarciła ucieszonego chłopaka, który właśnie podkradał papierowe pieniądze. Spojrzał na nią z tym samym wyrazem twarzy, jakby dumny z tego, że właśnie to zrobił.
- Co?
- Po prostu wyciągnij to co schowałeś do kieszeni.
- Schowałem coś? To nieprawda, nic takiego nie zrobiłem. Co widziałaś Piegusko? - spytał zadziornie poruszając brwiami.
- To co schowałeś.
- Więc wyjmij to.
Jego uśmiech cwaniaczka poszerzył się do granic możliwości. Wstał ze swojego miejsca odsuwając do tyłu krzesło i podnosząc wyżej koszulkę ukazując czarne spodnie, które wręcz zwisały nisko na jego tyłku.
- Nie ma sprawy! - odparła pewnym siebie głosem. Justin wystawił język i lekko go przygryzł czekając na to co zrobi Arleen. Miał dzisiaj wyjątkowo dobry humor, chociaż była jedna sprawa, która go trochę trapiła, ale miał nadzieję, że nie będzie z tym większych problemów.
- No czekam - pogonił ją.
Arleen stanęła na przeciwko niego, była tylko trochę niższa. Patrząc prosto w jego karmelowe oczy wsunęła rękę do kieszeni, którą sam chętnie wskazał.
- Trochę w lewo - polecił rzucając ukradkowe spojrzenie swoim kumplom pokazując przy tym dwa rzędy równych zębów. Reszta parsknęła śmiechem od razu, ale Arleen zajęło chwilę nim zrozumiała sens słów chłopaka. Prawa kieszeń? I w dodatku ma teraz przesunąć rękę trochę w lewo? Wywróciła oczami. Okazało się, że Justin jest typowym facetem, który myśli tylko o jednym.
- Jesteś pewien? Mi wydaje się, że nic tam nie ma - odgryzła się, na co reszta zaśmiała się jeszcze gorzej. Spojrzał na nią przeszywającym wzrokiem, językiem przeciągnął po swoich ustach i złapał za jej nadgarstek. Przez ciało Arleen przeszła fala gorąca.
- Może najpierw sprawdzisz?
- Nie muszę niczego sprawdzać - odparła i wyciągnęła z kieszeni pięć czarnych papierków. Puścił jej rękę bez żadnego komentarza, a ona odłożyła pieniądze na ich wcześniejsze miejsce zajmując swoje krzesło. Niektórzy wymienili się spojrzeniami, ale zanim ktoś zdążył rzucić jakimś komentarzem do jadalni wszedł Thomas.
- Co robicie?
- Arleen właśnie robiła mi... - Justin nie dokończył, nawet nie zamknął ust, gdy poczuł jak pięść uderza
o jego ramię. Zaczął rozmasowywać bolące miejsce śmiejąc się pod nosem.
- Gramy w Monopol - wyjaśnił Ryan patrząc to na Arleen, to na Justina. Poprawił sterczący kosmyk włosów i zmarszczył brwi. - Jak chcesz to dołącz do nas.

*

- Chodź Evan, odwiozę cię - powiedział Spike klepiąc chłopca po plecach. Była już prawie dwudziesta druga, a oni byli po kilku grach, filmach i każdy miał już dość, więc na tym poprzestali, a potem zaczęli rozchodzić się do swoich domów, albo wracać do swoich zajęć. Arleen stała na przedpokoju uśmiechnięta od ucha do ucha. Po raz pierwszy naprawdę była zadowolona, że jest w tym domu. Zapomniała o problemach,
o tym, że może w każdej chwili umrzeć, o tym co stało się z jej bratem i o tym, że musi to wszystko jakoś poskładać w całość. Zerknęła na Justina, który zasunął zamek kurtki Evana jakby był jego starszym bratem.
- Przyjedziesz jutro? - zapytała.
- Jutro nie mogę - pokręcił głową. - Babcia chce, żebym pojechał z nią do miasta - dodał z obrażoną miną. - Może pojutrze.
- Młody musimy się zwijać.
- To paaa! - krzyknął celując parasolem do drzwi, jakby był to jakiś karabin. Spike przewrócił oczami
i pchnął je w momencie, gdy Evan wydał z siebie głośne puff-puff, udając, że właśnie strzelił. Arleen zaśmiała się głośno rozbawiona jego zachowaniem. Marzyła o tym, żeby znowu być takim dzieckiem jak Evan. Beztroskim i radosnym.
- Muszę z tobą porozmawiać - powiedział Justin i skinął głową dając jej znak, by ruszyła za nim.
- Znów chcesz żebym przetrzepała twoje kieszenie?
- To pewnie byłoby równie przyjemne co wcześniej, ale nie - oparł przypominając sobie co czuł, gdy Arleen włożyła dłoń do jego kieszonki. - To ważne.
Potarła policzki chcąc zetrzeć z nich rumieńce, co oczywiście się nie udało. Justin ruszył przodem prowadząc ją do salonu. Wewnątrz na kanapie siedział Thomas i dwóch innych chłopaków, których Arleen nie znała z imienia. Przeszli przez pomieszczenie i zatrzymali się niedaleko Colina.
- Czekaj - powiedziała. - Czy chcesz mi powiedzieć coś, co zepsuje mi humor?
- Nie... mam nadzieję.
- Więc dlaczego jest tutaj Colin?
Justin wzniósł oczy ku górze. Ten dzień był niemal idealny, ale odkąd odebrał telefon od swojego brata wiedział, że sielanka szybko się skończy. Podrapał po brzuchu zezując w stronę blondyna.
- Pamiętasz jak pytałaś o Frosta? Mówiłem ci, że to mój brat.
- I co to ma wspólnego z...?
- Pozwól mi skończyć - powiedział. Pociągnął za swoje włosy i oparł się ramieniem o zimną ścianę. - Arleen, sama miałaś brata, więc wiesz jak to jest. Muszę być przy nim, gdy mnie potrzebuje. Muszę z nim pojechać do Lansing...
- Lansing? To w stanie Michigan?
- Tak - przytaknął.
- Ale... co? Kiedy jedziesz?
Justin wykrzywił usta i przymknął jedno oko.
- W nocy.
Arleen zacisnęła usta w prostą linię. Jej dobry humor pękł jak bańka mydlana, chwilę temu czuła namiastkę tego jak powinno wyglądać jej życie, a teraz znowu zaczęła się złościć. Teraz, gdy w końcu wszystko zaczęło się układać on postanowił gdzieś wyjechać?
- Na jak długo?
- Kilka dni, nie wiem. To zależy jak długo Frost będzie nas potrzebował.
- Nas?
- Jadę z Ryanem i Spikem.
Wszystkie osoby, które lubiła miały wyjechać? Nie miała tutaj nikogo innego, a Justin doskonale wiedział z kim szatynka rozmawia i z kim spędza czas, a teraz planował zabrać ich ze sobą do innego stanu na kilka dni?! Złość zaczęła przejmować nad nią kontrolę. Zapomniała o miłym poranku z Justinem sprzed kilku dni, ani o tym jak spędziła ten dzień.
- Zamierzasz zostawić mnie z NIM?! - zapytała wskazując palcem na Colina, który z obojętnością obracał w palcach swojego papierosa.
- Nie Arleen, zostaniesz też z nimi - odpowiedział spokojnie Justin czując na sobie spojrzenia chłopaków, którzy zamiast skupić się na oglądaniu meczu siedzieli odwróceni w ich stronę. Przyglądali się i przysłuchiwali się rozmowie, którą prowadziła Arleen i Justin. Dziewczyna pokręciła mocno głową nie zgadzając się na taki obrót spraw.
- Kiedy zamierzasz mi pomóc? - warknęła krzyżując ręce. - Obiecałeś mi to, a teraz znowu gdzieś znikasz!
- Myślisz, że dałabyś radę teraz wszystko załatwić? Przecież ty ledwo chodzisz!
- Ledwo chodzisz?! - zadrwiła zakrywając twarz prawą dłonią. Przez moment poczuła się tak jakby rozmawiała z jakimś idiotą. - Z moją nogą jest już wszystko w porządku!
- Mam coś do załatwienia, wrócę i wtedy zaczniemy...
- Zadzwoniłeś już chociaż do Willa? - wtrąciła nie dając za wygraną. Justin spojrzał na nią w znaczący sposób, jakby chciał, by szatynka zamknęła usta i przestała gadać. - Super - fuknęła wyrzucając ręce
w powietrze. - Idź do diabła Bieber!
Odwróciła się i jak burza przeszła przez całą długość pomieszczenia kierując się w stronę wyjścia. Była na niego wściekła, nie mogła znieść myśli, że znowu ją wystawił. Jak mógł tak postąpić? W dodatku... Colin? Czemu to akurat on musiał zostać? Był dzisiaj miły, ale to nie znaczy, że jest dobrze, że cokolwiek pomiędzy nim zmieniło się na zawsze. Trzasnęła drzwiami na piętrze zupełnie jak trzynastolatka, której rodzice nie pozwolili wyjść na imprezę. Naprawdę liczyła na to, że w końcu zaczną działać. Bo skoro oboje czuli się dobrze, to po marnować kolejne dni? Nie potrafiła tego zrozumieć.
Nawet się z nim nie pożegnała, zamknęła drzwi do pokoju i ignorowała to, że pukał do drzwi. Może chciał powiedzieć jej, że jest mu głupio i obiecać, że zaczną pracować, gdy wróci? Arleen wciąż była na niego zła, więc niezbyt ją to obchodziło. Następnego dnia wstała równie poirytowana jego tchórzostwem
i denerwującym podejściem do jej problemów. Siedziała na tym samym miejscu co zawsze, uderzając piętami
o szafkę patrząc na wszystkich wilkiem.
- Zostawił ci notkę - powiedział Colin podchodząc do niej. Arleen odgryzła kawałek kanapki z Nutellą
i wzruszyła obojętnie ramionami. Blondyn pomachał w jej stronę skrawkiem papieru, aż w końcu poirytowana Arleen, mając dość tego, że Colin niemal dotyka jej twarzy liścikiem chwyciła go, rozłożyła i przeczytała krótką wiadomość.

Wrócę niedługo. Kazałem Spike'owi zostać, więc nie skazałem cię na samotność. Nie gniewaj się. Porozmawiamy, gdy wrócę.
Justin.

Podniosła spojrzenie na twarz Colina, który pierwszy raz od bardzo dawna wyglądał na zaciekawionego jej reakcją. Zawsze był znudzony, albo przewracał oczami, ale teraz zamilkł i po prostu się gapił.
- Frajer - mruknęła. Arleen przedarła papier na pół, a następnie na kolejne kawałki i wsypała je do pojemnika z drobnymi. Dopiero wtedy chwyciła za szklankę i pociągnęła łyka wody.
- Wiesz, że on wróci najpóźniej pojutrze rano? - zapytał Colin patrząc na nią jak na idiotkę, która naprawdę niczego nie rozumie.
- Mam to gdzieś. Obiecał mi, że zaczniemy dzisiaj, ale jak zwykle zmienił zdanie. Co on tak właściwie robi?
- Niech sam ci opowie - powiedział Colin z podejrzanym uśmiechem.
- Dobra, skoro ty i Spike zostaliście moimi opiekunkami, to może gdzieś dzisiaj wyjdziemy? Mam dość tego domu.
- Nie jestem twoją opiekunką - odparł z obrzydzeniem. - Nie mam na to czasu, zapytaj Spike'a, może cię gdzieś zabierze.
- Tym lepiej, popsuł byś nam jeszcze dzień.
Dokończyła swoje śniadanie, a potem poczekała na Spike'a, który z chęcią zgodził się, żeby popołudniu wybrali się do miasta. Nie narzekał na to, że musiał zostać, ba nawet wydawał się być z tego zadowolony. Wziął swój samochód i zabrał Arleen do centrum. Mogli gadać godzinami, o wszystkim. Spike w żaden sposób nie podrywał szatynki, nawet nie przeszło mu to przez myśl. Słuchali tej samej muzyki, oglądali te same filmy,
a nawet czytali podobne książki, więc nie brakowało im tematów do rozmów.
- Ty też kumplowałeś się z moim bratem? - zapytała mocząc swoją frytkę w keczupie.
- Nie - odparł chłopak. - Będziesz to jadła? - dodał wskazując na ostatniego nuggetsa, który leżał na jej tacy w tekturowy pudełku. Podsunęła go w jego stronę oblizując słone usta.
- Myślałam, że wszyscy go znaliście.
- Nie, ja tylko o nim słyszałem.
- Co słyszałeś?
Z trudem przełknął to co miał w ustach i rozejrzał się nerwowo na boki jakby szukał odpowiedzi. Odchrząknął głośno i najpierw pociągnął kilka łyków swojego napoju.
- Tylko tyle, że to twój brat i, że Justin dobrze go znał.
- Nie gadajmy o Justinie - burknęła kręcąc głową na samo wspomnienie o chłopaku. Wciąż czuła przyjemne fale gorąca, kiedy o nim słyszała, ale to nie zmieniało tego, że wciąż jest zdenerwowana tym, że ją zostawił.
- Lubi cię - odparł uśmiechając się w znaczący sposób.
- Spike, proszę przymknij się - jęknęła zakrywając twarz rękoma.
- Ale to prawda. Podobno nie potraktował cię dobrze, gdy do niego przyszłaś, ale po tym wszystkim co opowiedziałaś, po tym liście od Willa od razu zmienił zdanie. Masz na niego dobry wpływ.
- Spike.
- No co?
- Po prostu się przymknij - warknęła. - Czytałeś ten list?
- Tak.
- Powiesz mi co w nim było?
- Nie mogę - odpowiedział przeżuwając swój kawałek mięsa. Arleen w tym czasie zjadła kolejną frytkę. Patrzyła na niego w skupieniu, ale nic więcej nie powiedziała. Spike wykorzystując okazję natychmiast zmienił temat, a potem zabrał ją do parku i pokazał okolicę opowiadając historyjki ze swojego dzieciństwa. Było już ciemno, gdy stwierdził, że pora wracać do domu. Ruszyli w dół chodnikiem, by wrócić na parking, gdzie zostawili samochód. Arleen była zadowolona, spędziła niemal cały dzień na świeżym powietrzu i gdyby nie to, że Justin wciąż psuł jej humor swoim zachowaniem pewnie porównałaby go do tego co miało miejsce wczoraj od rana do wieczora. Ignorowała spojrzenia ludzi, skupiała się na rozmowie i poznawaniu Spike'a, ale myśl
o tym, że nawet on wie więcej od niej też działała jej na nerwy. Było tak jakby wszyscy mieli coś do powiedzenia, jakby każdy znał odpowiedź, na któreś z jej pytań, ale nikt nie chciał mówić. Tylko dlaczego? Czy Justin im tego zabronił? Czy wręczył list do rąk Spike'a, a potem zagroził, że jeśli piśnie słówko o jego treści ten zrobi mu krzywdę? Czy Justin był w stanie kogoś skrzywdzić? Nie, nie... to przecież niemożliwe. Wyglądał groźnie, szczególnie tamtego pierwszego dnia, ale oprócz tego był bardzo opiekuńczy.
Wiatr dmuchnął prosto w twarz Arleen co sprawiło, że szatynka automatycznie oderwała się od swoich myśli. Odgarnęła z buzi włosy i rzuciła spojrzenie na Spike'a, który powinien znajdować się tuż przed nią, albo obok niej, ale nie było go tam. Szatynka od razu zatrzymała się w miejscu. Zmarszczyła brwi nie wiedząc co jest grane. Gdzie on polazł? Ruszyła do przodu dużo wolniejszym krokiem, przechodziła tuż obok wysokiego betonowego ogrodzenia.
- Spike dupku - mruknęła pod nosem domyślając się, że już dawno jest na miejscu i, że po prostu zostawił ją za sobą mając dość tego, że znowu zamknęła się w swoim świecie i nie odpowiadała na jego pytania. Pewnie opierał się o maskę swojego samochodu obracając w dłoni kluczyki czekając, aż Arleen go dogodni. Dziewczyna wplotła palce we włosy, cmoknęła ustami i schowała dłonie do kieszeni idąc przed siebie. Nie miała zbyt dużego wyboru, ale zbyt zajęta obrażaniem szatyna w myślach nie zauważyła jednego, małego ale bardzo istotnego szczegółu. A kiedy zorientowała się, że ktoś idzie tuż za nią było za późno, bo gdy tylko chciała się odwrócić i sprawdzić co jest za nią poczuła jak duża, męska dłoń chwyciła za jej szyję, a sekundę później uderzyła czołem o twardą, chropowatą powierzchnię tak mocno, że wszystko najpierw zaświeciło jej się przed oczami, a potem zalało ciemnością.

* * *

ZAGŁOSUJCIE NA "DIABELSKĄ DUSZĘ" JEŚLI UWAŻACIE, ŻE ZASŁUGUJE NA MIANO "BLOGA MIESIĄCA" - TUTAJ, ANKIETA PO PRAWEJ. DZIĘKUJĘ.



// WATTPAD // PYTANIA //



Cokolwiek robi Justin nie dostanie się do Arleen na czas, bo przecież o niczym nie wie, a droga z Lansing do Stratford trwa 3,5 godziny, a przy korkach cztery do pięciu :( Bidulka. Jeszcze mało przeszła, do tego ta sielanka i to, że zaczęła się zbliżać do Justina... wiecie już od dawna planowałam, że trochę jej dowalę lol.
Jedna ze scen, która pojawi się w następnym rozdziale pojawiła się w ZWIASTUNIE (i wszystkie sceny stamtąd będą/były na tym blogu).
Mogą się pojawić jakieś błędy, ale najwyżej jutro je poprawię. To chyba najkrótszy rozdział w historii tego ff, ale właśnie taki miał być, więc nie narzekajcie pls.
Nie będę ględzić o tym, że nie komentujecie, ale jak tego nie robicie to chociaż nie spamujcie mi pytaniami o nowy rozdział.


37 komentarzy:

  1. Matko, cudowny! Nie mogę się doczekać co będzie w następnym rozdziale! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jejku, ten rozdział był taki cudowny, zwłaszcza te sceny z sokiem pomarańczowym i kieszeniami spodni Justina... No poważnie już myślałam że nie może być lepiej i wtedy dowaliłaś mi z tą ostatnią sceną. Nie moge sie już doczekać kolejnego rozdziału noo ;( Życzę duuuużo weny do pisania i mam nadzieje że nic sie nie stało Arleen, chociaż szczerze w to wątpie :(
    @_KidrauhlsBack_ ❤

    OdpowiedzUsuń
  3. fml pisze komentarz trzexi raz pierdolony mobilny
    rozdzial jest supi i laska zostaw moja arleen i wpierdol lepiej colinowi ty ty ty ok!!
    specjalnie dla ciebie meczuylam sie 30 minut z moja cegla zeby zaladowala rozdzial jezu ale jest idealny aw
    @HeartSaysBizzle

    OdpowiedzUsuń
  4. PRZEWSPANIALY !!! ♥♥♥♥♥♥ JEJU OBY JEJ NIC NIE BYLO :(

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetny rozdział :) @Little1Lies

    OdpowiedzUsuń
  6. hgiouthgiuhrti wohow to jest to!!!!!
    spake znikna justina nie ma colin ma to w dupie a pieguska wlasnie zostala porwanaXD
    co jej zrobia? co ze spakiem? kto ja porywa? co z bladem? co justin robi w michigan? dlaczego go nie ma kiedy jest potrzebny? kiedy nastepny rozdzial?
    tyle pytan i zadnej odpowiedzi :D
    swietny rozdzial jak zawsze juz nie moge sie doczekac kolejnego rgnieunwsx
    Ily♥

    OdpowiedzUsuń
  7. o Matko jaki cudny rozdział ♥ "co jej zrobia? co ze spakiem? kto ja porywa? co z bladem? co justin robi w michigan? dlaczego go nie ma kiedy jest potrzebny? kiedy nastepny rozdzial?
    tyle pytan i zadnej odpowiedzi :D" mam nadzieje że w następnym rozdziale chociaż na 2 pytania znajdę jakąś odpowiedź, czekam na nn xoxo :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Rozdział jak zwykle świetny, nie mogę doczekać się co będzie dalej. Jak kończę czytać rozdział, to czuję niedosyt, ale cóż. Wiem że masz swoje życie i nie będziesz każdej chwili spędzać nad tym błogiem. Rozumiem to, bo sama piszę blogi.
    Rozdział jest supi. Niecierpliwie czekam na następny ♥
    @arianatorka ilysm x

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. szczerze mówiąc to dobrze, że czujesz niedosyt. o to mi chodzi. ktoś czuje niedosyt = wraca po więcej ;)

      Usuń
  9. Świetne, genialne i niesamowite. kocham to opowiadanie. :*
    Ps: głosuję na twoj blog na blog miesiąca w jbffpl ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. SMDSANSAKNDKSADNASK KOCHAM TO <3 !

    OdpowiedzUsuń
  11. No to teraz sie zacznie dopiero dziać! Czekam na kolejny rozdział z niecierpliwością <3


    Nowy na http://collision-fanfiction.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  12. o shit wlasnie spodziewalam sie ze jak wyjdzie gdzie z domu to cos sie jej stanie no i stalo. mam nadzieje ze justin jej pomoze i ja uratuje,mam nadzieje ze przynajmniej zdazyXD

    OdpowiedzUsuń
  13. Dowalaj jej więcej! przynajmniej coś się dzieje a nie tak jak w większości ff. Strasznie fajny ten rozdział i wgl. Jak zawsze nie mam weny by napisać wyczerpujący komentarz gdzie to bd opisywać jakie to och i ach jest no ale cóż, czytelniczka taka e mnie a nie inna, ale za to wierna xdd
    nuda100

    OdpowiedzUsuń
  14. Co tu dużo mówić będę się jak zwykle powtarzać bo nawet nie wiem co tu napisać po prostu twojej ff jest świetne, a ty genialna! Nigdy nie wiadomo czego się tu spodziewać i to jest najlepsze! Pozdrawiam xx @JUUUUSB

    OdpowiedzUsuń
  15. świetny rozdział :) zapraszam do siebie na http://utracone--wspomnienia.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  16. co tu dużo gadać. rozdział zajebisty, czekam na następny i zagłosowałam już na tego bloga bo jest czadowy i wgl. no to pozdrawiam i życzę weny aby dowalić jeszcze troche arleen hahahahaha ;) :*

    OdpowiedzUsuń
  17. Kocham to ff i mam wielką nadzieje, ze dodasz jeszcze w lutym kolejny. Super rozdzial :)

    OdpowiedzUsuń
  18. rozdzial swietny, mega ciekawa jestem co dalej :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Zagłosowałam! Ciekawe kto ją porwał...

    OdpowiedzUsuń
  20. o kuwa mać. spodziewałam się trochę, że jak wyjdzie to jej się coś stanie, ale nie wierzyłam w to. szkoda mi jej, bo ciągle cierpi, ale to ty ją tak każesz XD
    zagłosowałam tu i tu. czekam na następny xx

    OdpowiedzUsuń
  21. jezu kobieto o jaka scene chodzoi ?

    OdpowiedzUsuń
  22. Najlepsze opowiadanie ;oo
    Czytam ich dużo i nie wiedziałam że jest jeszcze lepsze opowiadanie od tamtych, no.
    Kocham <3 Czekam nn ;*

    OdpowiedzUsuń
  23. super nie moge sie doczekać kolejnego :)

    OdpowiedzUsuń
  24. cudowne! Czekam na następny <3

    OdpowiedzUsuń
  25. Uwielbiam <3!!!! Dawaj nn ;*

    OdpowiedzUsuń
  26. dobry rozdział, drobne błędy, ale prawie niezauważalne. w sumie to aż tak krótki to nie był. jejku rzeczywiście dowaliłaś jej, myślałam właśnie, że już nic jej nie będzie, nawet przez większą część tego rozdziału tak myślałam, no ale w końcówce ofc musiałaś ... czekam na nowy rozdział, nie trać weny i pozdrawiam serdecznie:)
    http://professional-snow-white.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  27. O Jezuu! ;o
    Uwielbiam! ♥
    KIEDY NAST? :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. pisała na tt że za tydzień

      Usuń
  28. Biedna Arleen:c Świetny rozdział :) Scena ze spodniami (kieszeniami) tak strasznie mi sie spodobała ;D Uwielbiam twoje fanfiction i nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału ;*

    OdpowiedzUsuń
  29. Genialny rodział ♥ Biedna Arleen ;c Nie moge doczekać się następnego rozdziału ♥

    OdpowiedzUsuń
  30. Spike, właśnie stałeś się moim głównym podejrzanym!... ;P

    OdpowiedzUsuń
  31. Matko, kocham sceny Justin i Arleen sam na sam ;P

    OdpowiedzUsuń
  32. Jaki cudowny rozdział! No, oprócz końcówki :/ Naprawdę, niech oni wszyscy odwalą się od Arleen! Co chwila ktoś ją napada, straszy itd.itp. Biedna :c Ale sceny z Justinem... !<3!*.*!<3!
    Czekam na następny ( w piąąątek ;D)

    OdpowiedzUsuń
  33. Dopiero przeczytalam ten rozdział a jeszcze drugi dzisiaj <333 Tak mi szkoda Arleen :( Już sie domyślam co ten ktoś będzie z nią robił.... :/ A może Justin jednak już wraca i zdąży ją uratowć? Na pewno xD
    Nie moge sie doczekać nowego :)

    OdpowiedzUsuń
  34. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń