poniedziałek, 18 lipca 2016

Rozdział dwudziesty piąty



Leniwie przesuwająca się po tarczy zegara wskazówka była jedynym źródłem dźwięku jaki można było usłyszeć w domu Justina. Nikt nie odważył się odezwać, nikt nie szeptał między sobą ani nie pokazywał palcem w żadnym kierunku. Cisza, która zapadła trwała już którąś godzinę z rzędu i nie chodziło tylko o to, że na czarnym niebie obsypanym świecącymi punkcikami wisiał samotny księżyc świadcząc o później godzinie i porze, by pójść spać. Jak zwykle chodziło o nią.
Justin czuł, że drętwieją mu już nogi, więc przesunął się i poruszał nimi nie spuszczając wzroku z Arleen. W blasku małej, nocnej lampki wyglądała na dużo spokojniejszą. Jej włosy były rozsypane po całej poduszce, a jeden z policzków był przyciśnięty do materiału. Miał wrażenie, że minęły długie lata nim dziewczyna się uspokoiła. Jej płacz był tak głośny, tak bolesny, że wciąż dzwoniło mu w uszach. Trzymał jej małą, drobną dłoń i głaskał opuszkami palców miękką skórę.
- Justin?
Chłopak dźwignął głowę. Drzwi do jego pokoju były uchylone, a w progu stał Ryan zerkając to na niego, to na śpiącą Arleen.
- Co? - zapytał szeptem i ponownie odwrócił się w stronę szatynki.
Nie chciał nigdzie wychodzić, ani z nikim rozmawiać. Myślał tylko o niej. Bolało go serce na samą myśl o tym jak bardzo Arleen cierpi i ile już przeszła. Nie był pewien jak długo jeszcze da radę to wytrzymać. Zaciskał usta w prostą linię czując, że naprawdę jest już na granicy i nie brakuje mu dużo, by pęknąć i wyznać jej każdy sekret.
- Martwię się - oznajmił szeptem Ryan. Zamknął za sobą drzwi i oparł się o nie przyglądając się swojemu przyjacielowi.
- Co mówiłeś? - zapytał Justin mówiąc na tyle cicho, by Arleen się nie obudziła. Wyciągnął lewą dłoń w jej kierunku i strącił palcem wskazującym niesforny kosmyk włosów z czoła.
- Powiedziałem, że się martwię. Prawdę mówiąc wszyscy się martwią Justin. - Schował dłonie do kieszeni spodni i zacisnął jedną na pudełku papierosów. - To aż do niej niepodobne. Widziałeś kiedyś kogoś, kto miałby taki atak paniki? To wyglądało tak jakby cały świat nagle runął jej na głowę - powiedział. Obraz klęczącej na podłodze Arleen, trzęsącej się ze strachu i z wielkimi, słonymi łzami skapującymi z jej twarzy nie dawała mu spokoju. - Aż tak boi się tego, że Jett ją znajdzie.
- To nie to - przerwał mu Justin nieco głośniej. Zastygł jednak w miejscu, kiedy Arleen przesunęła się nieco w stronę krawędzi łóżka. Dopiero kiedy się upewnił, że wciąż śpi znowu się odezwał. - Znam ją. Znam Pieguskę bardzo dobrze - powiedział z nieśmiałym uśmiechem. - Nigdy nie boi się ryzykować. Nawet jeśli czuje strach wystarczy jej pięć sekund na podjęcie decyzji. Pamiętasz jak nam mówiła o tym, że wjechała pod pędzący pociąg? - zapytał przypominając Ryanowi jak wysłuchiwali jej historii siedząc przy jednym stole. - Rozbiła słoik na głowie Willa, bo chciała nas uratować. Jest odważna mimo tego jak bardzo się boi. Arleen nie martwi się o siebie tylko o nas. Nie chce żeby to nam coś się stało.
Ryan otworzył usta wypuszczając ze świstem oddech.
- Rozumiem, że to poruszające, wielkoduszne i w ogóle, ale Justin my naprawdę musimy coś zrobić z Jettem. Myślę tylko o tym, że jest tak cholernie blisko.
- Musimy go spłacić - powiedział Justin mocniej ściskając dłoń Arleen. - Tylko wszyscy jesteśmy totalnie spłukani, a Jett nie będzie chciał odzyskać tylko połowy. On chce wszystko z nadwyżką.
- Niedługo będzie jeszcze gorzej.
Justin zacisnął oczy spuszczając głowę.
- I co zrobimy z Arleen? - kontynuował Ryan. - Nie możemy jej ciągle pilnować.
Co mógł powiedzieć? Co miał zrobić? Ryan miał rację. Nie mógł do końca życia chodzić za nią i sprawdzać czy przypadkiem za rogiem nie czeka Jett. Nawet Arleen martwiąc się o niego miała rację, bo to nie tylko jej groziło niebezpieczeństwo. Skoro nawet Evanowi coś się stało i każdy domyślał się, że nie był to przypadek to równie dobrze Colin czy Spike mogli zginąć w każdej chwili.
Ryan odepchnął się od drzwi i chwycił za klamkę z zamiarem wyjścia, kiedy usłyszał Justina:
- Kiedy to wszystko się skończy zabiorę ją ze sobą i gdzieś wyjedziemy.
- O ile zdążysz - mruknął brunet zostawiając go samego ze śpiącą dziewczyną.
Brak jakiejkolwiek nadziei i optymizmu w głosie Ryana był bardzo przygnębiający. Mimo tego jak poważny był w porównaniu do reszty w tym momencie Justin był przekonany, że już wie kto boi się przyszłości najbardziej ze wszystkich osób mieszkających pod jego dachem.

*

Arleen zmarszczyła nos wpatrując się w szklankę pełną soku pomarańczowego. Czuła na sobie uważne spojrzenia każdego kto przechodził obok kuchni i każdego kto wymruczał ciche "cześć" na jej widok. Było tak jak zwykle z tą różnicą, że tym razem przyglądali się jej z troską i współczuciem, którego wcześniej nie było. Nie potrzebowała tego. Nie chciała, by tak się na nią gapili i by mamrotali pomiędzy sobą mówiąc o tym jak żałośnie wyglądała. Chciała zapaść się pod ziemię wiedząc jak bardzo się ośmieszyła. Była zażenowana własnym zachowaniem i uczuciami.
- Spike zadzwonił do twojej mamy - odezwał się Justin mrużąc oczy. Grzebał w pudełku z przyprawami szukając zmielonego pieprzu, którego brakowało w szklanym pojemniczku. - Powiedział jej, że zostajesz u nas i żeby się nie martwiła.
Przewróciła teatralnie oczami sięgając po sok. Otarła usta wierzchem dłoni i odstawiła naczynie na miejsce krzyżując ręce.
- Mówienie innym "nie martw się" nie sprawia, że problemy i czarne myśli magicznie znikają.
Odwrócił się do niej marszcząc czoło.
- Arleen.
- Hm? - mruknęła. - Myślę, że naprawdę powinnam już...
- Najpierw zjesz śniadanie - oznajmił tonem świadczącym o tym, że nie uzna żadnego sprzeciwu. - Później pojedziemy na cmentarz i wtedy odwiozę cię do domu. Pasuje?
- Ale ja nie chcę iść do domu - powiedziała. - Muszę pojechać na komisariat - dodała wzdychając ciężko. - Spencer chciał żebym dzisiaj też przyszła.
Justin uniósł brwi wkładając pojemnik do szafki po lewej stronie. Zatrzasnął drzwiczki i odwrócił się do niej.
- Spencer? Chcesz do niego iść po tym co się stało?
- To wciąż agent Justin - mruknęła śledząc wzrokiem każdy jego ruch. Chwycił za rączkę patelni i za drewnianą deskę, którą położył na stole tuż przed nią. - Nie chcę tego robić, ale tak jakby nie mam wyboru. Po co mi więcej problemów, prawda?
Odsunął krzesło na przeciwko i popchnął talerz, który sunąc po blacie zatrzymał się tuż przed nią.
- Smacznego - powiedział ignorując jej słowa.
Arleen bez słowa sprzeciwu zabrała się za posiłek. Była naprawdę głodna. Po raz pierwszy od dawna odczuwała, że jej żołądek domaga się jakiegokolwiek jedzenia. Smakowało pysznie i nawet to, że wciąż każdy rzucał jej ciekawskie spojrzenia przestało jej przeszkadzać. Nie dlatego, że zupełnie skupiła się na tym co miała w ustach i jak dobrze to smakowało. Wszystko przez rękę Justina wyciągniętą w jej stronę i przez jego palce, które ponownie trzymały mocno jej dłoń.
- Wyspałaś się, prawda?
- Mhm - mruknęła. - Działasz jak środek nasenny.
- Jestem aż tak nudny?
Arleen uśmiechnęła się lekko.
- Możliwe.
Justin wydął usta i pokręcił głową. Odłożył widelec na stół rzucając jej spojrzenie spod przymrużonych brwi.
- Czasami jesteś bardzo nieuprzejma - oznajmił. - Powinnaś mnie pochwalić chociaż raz na jakiś czas.
- Justin, naprawdę uwielbiam kiedy twoje usta pozostają w tej pozycji - powiedziała natychmiast odchylając się do tyłu i przyglądając mu się uważnie. - Ten moment, kiedy górna warga styka się z dolną, a ty nie opowiadasz żadnych bzdur.
Chłopak zaśmiał się krótko potrząsając głową. Przyglądał się jej przez chwilę obserwując jak śmiesznie zmarszczyła nosek i z jaką chęcią jadła to co dla niej przygotował. Przez moment miał nawet wrażenie, że wszystko wróciło do normy. Arleen nie była na niego zła, Nora nigdy nie wróciła, a Evan miał wpaść za kilka godzin podczas gdy Will robił niewiadomo co chroniąc swoje sekrety. Spuścił na moment wzrok biorąc głęboki wdech. Nie był głupi.
Justin wiedział, że to tylko pozory i, że mimo wszystko jeśli bardzo się postara uda mu się wszystko ułożyć. O ile tylko będzie w stanie poświęcić kilka rzeczy. Lub osób.
- Naprawdę bardzo cię kocham Arleen.
Od razu zauważył rumieńce na jej policzkach, ale dziewczyna nic nie powiedziała chowając się za kurtyną ciemnych włosów.

*

Szczerze nienawidziła odwiedzania komisariatu, a już szczególnie teraz, gdy Spencer patrzył na nią spode łba stawiając kubek na podłodze, obok krzesła jakby chcąc jej pokazać, że wcale nie zapomniał o tym co zrobiła. Arleen nie wiedziała, że od tamtej chwili wtało się to jego rytuałem. Otworzył swój notatnik zerkając na Lance, który skinął głową opierając ręce o stół.
- Znaleźliśmy coś - oświadczył poważnym tonem. Arleen dźwignęła głowę.
- Naprawdę?
- Czemu nie brzmisz na podekscytowaną? - zapytał Spencer. Arleen wydawała mu się bezbarwna. Nie była ani smutna, ani radosna.
- Oh Spencer! Naprawdę?! Znalazłeś coś, co jest warte mojego przyjazdu tutaj?! - Zakończyła piskliwym głosikiem przechylając na bok głowę. - Tak lepiej? Czy mam się bardziej postarać?
- Dla twojej informacji zajęło mi to sporo czasu i prawie nas wywalili za to co zrobiliśmy, ale znalazłem coś. I chcę żebyś sama to sprawdziła.
- Czy nie za to ci płacą Spencer? Czemu ja mam to robić?
- Ponieważ nie mogę się dodzwonić na ten numer i chcę żebyś ty spróbowała.
Arleen niechętnie skinęła głową.
- Wyślij mi go - zgodziła się. - Ale jest jeszcze coś o czym muszę z wami porozmawiać.
I zrobiła to. Powiedziała im niemal wszystko to co miało zostać tajemnicą.

*

Arleen nerwowo wplotła palce we własne włosy potrząsając przy tym mocno głową. Jej palce zacisnęły się na obudowie telefonu, który następnie wylądował na miękkiej poduszce.
- To już drugi tydzień Justin - mruknęła z żalem w głosie.
Dzisiaj mijał dokładnie czternasty dzień odkąd ostatnio go widziała. Nie mogła uwierzyć w to, że minęło już tyle dni, ale wyrwane kartki z kalendarza jasno świadczyły o tym, że naprawdę upłynęło już tyle czasu. Palcami dotknęła swojego czoła przypominając sobie ich ostatnie spotkanie. Justin zgodnie ze swoim planem zabrał ją na cmentarz, a potem odwiózł na komisariat i poczekał ponad półtorej godziny pod budynkiem, aż w końcu zabrał do domu. Nie powiedział niczego co wzbudziłoby jej podejrzenia. Zachował się zupełnie normalnie, uśmiechał się, zagadywał i nie rozpoczynał żadnych niewygodnych tematów. Nawet słowem nie wspomniał o tym, że Jett wrócił. Zamiast tego pocałował ją na pożegnanie w czoło i odjechał swoim samochodem nie oglądając się za siebie.
Tęskniła za nim. Czy to nie absurdalne? Sama próbowała się od niego odsunąć. Sama ciągle chowała się i często myślała o tym, że chce uciec jak najdalej, ale teraz gdy nie widziała go tak długo to nieznośne uczucie nie dawało jej spokoju. Miała wrażenie, że robi z siebie totalną idiotkę wysyłając taką ilość wiadomości, ale nie mogła tego powstrzymać. Czuła się bezpiecznie tylko przy nim, a jak miała być blisko skoro szatyn nie zamierzał się nawet z nią zobaczyć używając głupich wymówek?
Czy nie powinien właśnie teraz przejmować się nią najbardziej? Czy nie przejmował się tym, że Jett był gdzieś tam i czekał tylko na odpowiedni moment? Arleen na samą myśl o nim poczuła, że włosy na jej ciele stają dęba. Był moment, w którym zaczęła twierdzić, że może Jett po prostu dorwał Justina, ale przecież każdego dnia mimo wszystko odpowiadał na jej wiadomości. Owszem, były to półsłówka, ale mimo to zawsze odpisywał. Odbierał też swój telefon. Zawsze trwało to dosłownie minutę, ale jego głos też niczego nie zdradzał. Może... może to był jego sposób na odcięcie się od niej? Tylko jeśli naprawdę próbował zostawić Arleen, jeśli starał się od niej oderwać i zakończyć tą znajomość to dlaczego ciągle odwiedzał ją Spike? W dodatku nigdy nie był sam. Przychodził każdego dnia z kimś do towarzystwa. Czasami był to Thomas, innym razem niezadowolony Colin czy Ryan obserwujący każdy jej ruch. Arleen miała wrażenie, że to robota Justina i, że to on kazał chłopakom mieć na nią oko kiedy on robi co chce.
- Arleen! Koledzy!
Dziewczyna westchnęła zastanawiając się kogo tym razem przytargał ze sobą Spike. Już dawno straciła nadzieję na to, że kiedy zejdzie na dół obok roześmianego chłopaka zobaczy szatyna z przepraszającą miną. Zarzuciła na ramię swój mały plecak, podciągnęła do góry obsuwającą się podkolanówkę i zeszła na dół nie zabierając ze sobą telefonu. Musiała przestać robić z siebie taką kretynkę. Zachowywała się jak wszystkie te odrzucone, żałosne dziewczyny i naprawdę miała tego dość.
- Cześć!
Arleen zeskoczyła z dwóch ostatnich stopni i machając mamie na odchodne chwyciła pod ramię Spike i Colina, który na jej gest niemal natychmiast cofnął rękę nie chcąc, by dziewczyna go dotykała. Ale ona jedynie mocniej go ścisnęła rzucając mu gniewne spojrzenie. Potrzebowała ich obok siebie, bo po prostu bała się wychodzić z domu.
- Arleen odcinasz dopływ krwi do mojej ręki - powiedział Colin wciąż próbując się uwolnić.
- Jeśli obiecasz, że nie odsuniesz się ode mnie to wtedy cię puszczę - odparła.
- Wiesz, kilka tygodni temu wolałabyś umrzeć niż mnie dotknąć, a teraz praktycznie się do mnie przytulasz.
Arleen przewróciła oczami. Przyciągnęła jednego i drugiego łokciami bliżej siebie. Na początku wstydziła się to robić, ale teraz było jej to zupełnie obojętne.
- Kilka tygodni temu byłeś największym dupkiem chodzącym po tej planecie.
- To które mam teraz miejsce?
- Trzecie.
Colin wymamrotał coś pod nosem i przestał się wyrywać pozwalając, by Arleen szła pomiędzy nim i Spikem. Jej długie włosy łaskotały jego ramię, ale ignorował nawet to skupiając się na prośbie Justina. Chciał, by wszyscy jej pilnowali przez najbliższe tygodnie, by nie spędzała całych dni w swoim pokoju ukryta pod kołdrą czy oglądając serial za serialem. Więc każdego dnia ktoś ją gdzieś zabierał, albo musiał skupiać się na losach bohaterów każdego filmu, który włączyła siedząc w salonie i czując na sobie ciekawskie spojrzenia jej mamy. Nie była przyzwyczajona do tego, że jej córka posiada dużo znajomych, że w ogóle ma kogoś oprócz Spike'a.
Tego dnia wybrali się na miejską wystawę, trzy dni temu chodzili po centrum handlowym, a jeszcze wcześniej spędzili cały dzień w parku. I nikt, żaden z nich nie odważył się wspomnieć o tym, że Jett może być wszędzie. Unikali tego tematu jak ognia i za każdym razem, gdy Arleen otwierała usta modlili się, bo nie poruszała tego tematu, bo sami nie wiedzieli jeszcze jak się z nim uporać.

*

Dwa dni później Arleen podpierała podbródek na ręce spoglądając na Spike, który napychał policzki różowymi piankami. Za każdym razem, gdy wsuwał dłoń do opakowania szatynka modliła się, by zaraz wszystkiego nie zwrócił. Z każdą kolejną jego odruch wymiotny wydawał się większy. Siedziała na przeciwko Spike'a i Ryana w małym barze znajdującym się w centrum Londynu. Według informacji chłopaków było to jedno z najbezpieczniejszych miejsc. Byli przekonani o tym, że Jett nigdy nie spróbuje swoich sztuczek w miejscu publicznym pełnym świadków.
Arleen uśmiechnęła się głupkowato pod nosem widząc, że Ryan wykrzywił usta w obrzydzeniu kiedy ślina spływająca po podbródku Spike'a w końcu skapnęła na ceratę w czerwono-białą kratę. Odruchowo chwycił za swój talerz z frytkami odsuwając się na bok.
- Wyrzucą nas jeśli zaraz nie przestaniesz! - warknął rzucając ukradkowe spojrzenie w kierunku kobiety stojącej za ladą.
- Musłe cłwicłić - wymamrotał próbując na wypluć wszystkiego.
- Co?
Arleen zmarszczyła czoło próbując zrozumieć sens jego słów.
- Ah, Spike i Thomas założyli się o to kto zmieści więcej pianek w gębie. Dzieci - podsumował przewracając oczami i niewiele myśląc klepnął chłopaka w plecy. Ten zaś zakasłał głośno natychmiast opróżniając swoje usta. Lepka, obśliniona substancja leżąca tuż przed nimi na stole sprawiła, że wszyscy wydali z siebie jęk niezadowolenia i obrzydzenia, a także śmiech.
- O BOŻE! - zawołał Ryan. - TO COŚ ŻYJE! - dodał obserwując jak klejące się pianki obsuwają się i rozpadają na mniejsze części. Arleen zaśmiała się dużo głośniej obserwując wszystko przez palce. Wiedząc, że zwraca na siebie uwagę właścicieli baru natychmiast zasłoniła usta dłonią.
- Czy ona tu idzie?! - zapytał spanikowanym tonem Spike łapiąc za białe serwetki i rzucając je na blat.
- Nie, ale patrzy się, więc przestańcie się tak śmiać!
- Udawajmy normalnych! Szybko! - Spike natychmiast odwrócił się do Ryana i wyszczerzył do niego zęby wyciągając rękę, by objąć go ramieniem. - Czy mogę jedną frytkę drogi kolego?
- Czy coś ci ostatnio wyssało mózg? Zachowujesz się coraz dziwaczniej.
- To te uczucia - westchnął chłopak potrząsając głową.
- Uczucia do mnie?
Spike pogłaskał ramię Ryana.
- Do twoich frytek.
Arleen była wdzięczna za ich odwiedziny i mimo tego, że pewnie przez większość czasu byli zmuszani do spędzania czasu z nią cieszyła się, że ma ich towarzystwo. Wydawało jej się, że to oni przejmują się nią bardziej niż Justin, który wiecznie był zajęty lub miał ważniejsze sprawy na głowie.
- Masz dzieciaku - warknął Ryan. Spike z zadowoleniem wymalowanym na twarzy patrzył jak brunet zsypuje ponad połowę swojej porcji frytek na jego talerz. Następnie uniósł głowę i spojrzał na rozbawioną Arleen.
- Chcesz trochę chudzino? - zapytał przechylając na bok głowę. - Dostałem podwójną porcję.
- Jasne, dzięki Spike!
Ryan zacisnął zęby. Nie podobało mu się to i naprawdę nie znosił faktu, że Justin po raz kolejny skazał go na towarzystwo tej dwójki. Oczywiście lubił Arleen i Spike'a, ale nie wtedy kiedy byli razem i nie teraz, nie w tych okolicznościach. Bał się o to, że w każdej chwili może dostać kulkę w głowę, ale trzymał nerwy na wodzy i nie rozglądał się nerwowo domyślając się, że Jett nie może być, aż tak głupi, by atakować w środku dnia.
- Robisz to już trzeci raz Spike - powiedziała Arleen. - Pokłóciliście się, że tak go wkurzasz?
- Nie, on po prostu jest kretynem.
- Od dwóch pieprzonych tygodni Spike i Justin doprowadzają mnie do szału. Jak nie musze niańczyć was to pilnuję tego idioty.
I tak po prostu uśmiech Arleen całkowicie zniknął. Przygryzła dolną wargę, a frytka, którą trzymała w prawej dłoni ponownie znalazła się na talerzu. Chłopcy nie tylko unikali tematu Jetta, ale również starali się nie wspominać o Justinie.
- C-czy wszystko z nim w porządku? - wydukała nie podnosząc głowy. Przekręciła swój pierścionek na palcu wskazującym starając się na obojętność, ale zdradzało ją wszystko.  Naprawdę nie sądziła, że kiedykolwiek to powie, albo o tym pomyśli, ale naprawdę za nim tęskniła. Za tym głupim wyrazem twarzy, za sposobem w jaki ujmował jej dłonie i za całą jego troską. Ale była jeszcze jedna osoba, o której Arleen nie potrafiła zapomnieć.
Nora. Nie umiała powstrzymać się od myśli, że szatyn jest zajęty właśnie nią. Czy popełniła błąd prosząc go, by ją przeprosił? Arleen bez problemu potrafiła sobie wyobrazić, że to właśnie Nora leży wtulona w jego klatkę piersiową zaplątana w pościeli. Więc może chodziło o to i dlatego Justin trzymał się na dystans? Szatynka naprawdę chciała znienawidzić Norę, chciała by dziewczyna była wredną jędzą, która knuje za plecami wszystkich, ale ten opis zupełnie do niej nie pasował. Wiedziała, że Nora nie jest takim typem człowieka.
- Arleen... z Justinem wszystko w porządku. - Spike uśmiechnął się do niej lekko. - Jest trochę zajęty, ale obiecuję ci, że nie robi niczego złego.
Nie powstrzymała głośnego jęknięcia. Oparła łokcie na stole i pochyliła głowę do przodu. Jej policzki zapiekły z zażenowania, ale mimo to zadała kolejne pytanie:
- A... Nora? Tylko błagam, nie okłamujcie mnie - wymamrotała unikając ich przeszywających spojrzeń. Ryan wydawał się rozbawiony, jego usta układały się w szczerym, naturalnym uśmiechu.
- Przeprosił ją - wyjaśnił. - Ale nic się nie zmieniło. To ty wciąż jesteś jego numerem jeden! - dodał unosząc do góry kciuki.
Arleen wypuściła głośno powietrze i zaśmiała się nerwowo. Nie potrafiła uwierzyć w coś takiego wiedząc jak długo Justin i Nora się znają.
- I dlatego ignoruje mnie od dwóch tygodni? - zapytała. - Jesteście pewni, że na pewno wszystko z nim w porządku?
- To naprawdę urocze, że tak się o niego martwisz Arleen. To kiedy planujesz mu powiedzieć?
Dziewczyna chwyciła za kubek z zimną coca-colą i upiła kilka łyków przez słomkę starając się pozbyć gorącego uczucia w klatce piersiowej.
- Niby co?
Ryan uniósł lewy kącik ust wyżej, a Spike wzruszył obojętnie ramionami wpychając do ust trzy frytki umoczone wcześniej w ketchupie.
- Nie udawaj.
- Nie wiem o co ci chodzi Ryan - mruknęła.
- Myślę, że go kochasz. Bo mimo tego co cię spotkało wciąż czujesz w sobie jakąś moc i coś mi mówi, że to dzięki Justinowi. On daje siłę tobie, a ty jemu. To miłość. A teraz po prostu za nim tęsknisz. To też świadczy o tym, że czujesz do niego więcej niż mówisz. Nie uciekaj od uczuć Arleen, bo one i tak cię dopadną.
- Bzdura - skłamała krzyżując ręce na piersi. Ale Ryan miał rację i Arleen doskonale o tym wiedziała, ale nie chciała tego przyznawać. Nie teraz. Sama nie była gotowa, by przyzwyczaić się do tej myśli.

*

Justin przebiegł palcami po karku czując, że przydałby mu się porządny masaż albo długa, relaksująca kąpiel. Zmęczony po całym dniu usiadł na skraju swojego łóżka, które natychmiast ugięło się po drugiej stronie.
- Prześpij się - zaproponowała Nora. - Jesteś na nogach od samego rana.
Szatyn nie widział tego z jaką uwagą dziewczyna obserwowała każdy jego ruch. Nie dostrzegł jej zatroskanego wyrazu twarzy, kiedy wstała z łóżka i poprawiła jedną z poduszek. Nora martwiła się o Justina tak jak zawsze mimo tego, że wciąż okropnie bolało ją serce na myśl o tym, że kocha kogoś innego. Była zazdrosna nawet teraz, kiedy wiedziała ile czasu upłynęło odkąd widział się z Arleen. Wiedziała, że za nią tęsknił, ale też diabelski głos w zakamarkach jej umysłu podpowiadał, że może jeśli Justin nie spotka się z nią jeszcze przez jakiś czas zupełnie zapomni o swoich uczuciach. Chciała w to wierzyć, chciała stać się najważniejszą osobą w jego życiu.
- Nie mogę - westchnął wstając. Odwrócił się do niej z małym, pięknym uśmiechem na ustach. - Jest jeszcze dużo do zrobienia.
- Justin proszę. Powiedz mi co jeszcze trzeba zrobić, a ja się tym zajmę, a ty odpocznij, co? - zaproponowała. Martwiła się o jego zdrowie bardziej niż o swoje własne.
- Dziękuję Noro. Naprawdę. Za wszystko co robisz mimo, że wcale nie musisz tu być.
- To żaden problem - odparła czując, że skręca ją od środka. Kochała go tak bardzo. Tonęła w tym uczuciu i w iluzji, że jeszcze kiedyś go odzyska. Z drugiej strony wiedziała, że jej naiwność jest głupia, ale nie potrafiła się powstrzymać. To był jej Justin. Tylko dlaczego nie patrzył na nią tak jak na Arleen? Nie potrafiła zrozumieć co ją tak odróżniało.
- Ah, jestem naprawdę zmęczony - przyznał.
- Więc zrób co mówię i idź spać! Ja i reszta wszystko załatwimy.
- Skończę chociaż to - powiedział i wskazał na karton stojący w kącie. Podszedł do niego i przyklęknął na podłodze, a chwilę później dołączyła do niego Nora.
- Pomogę ci.
Sięgnął dłonią po pierwszą rzecz leżącą na samym wierzchu i odłożył na bok książkę z murami obrośniętymi jakąś zieloną rośliną. Pamiętał, że Arleen ją czytała, a dostrzegając wystającą zakładkę odłożył ją na bok. Był pewien, że szatynka na pewno będzie chciała ją dokończyć.
- To ty? - zapytała nagle Nora. Uniósł spojrzenie, kiedy podsunęła mu pod nos wyblakłą od wilgoci fotografię. Justin śmiał się na zdjęciu stojąc pomiędzy dwójką innych chłopców, którzy wyglądali na starszych od niego.
- Tak. Ten z piłką - odparł.
- A ci dwaj?
- To... um... moi znajomi.
- Znam ich? - zapytała uśmiechając się do niego.
- To Frost - powiedział pokazując na chłopaka po lewej stronie.
Nora przybliżyła zdjęcie niemal pod sam nos przyglądając się małemu Justinowi, który wydawał się jej najsłodszym dzieciakiem jakiego widziała.
- Wiem, że to głupie pytanie i pewnie się nie zgodzisz, ale mogę je zabrać? - zapytała. Była przekonana, że szatyn darzy zdjęcie jakąś wartością sentymentalną, ale on z obojętnością wzruszył ramionami i kiwnął głową. Nie pytając o nic więcej Nora wsunęła zdjęcie do kieszeni spodni uśmiechając się do siebie szeroko.
- Justin!
Chłopak natychmiast dźwignął głowę słysząc głos Ryana dobiegający zza drzwi. Nim zdążył wstać do jego pokoju wpadł Spike. Nie wyglądał na zadowolonego, z dłońmi zaciśniętymi w pięści rzucił mu pełne wściekłości spojrzenie. Chwilę później tuż za nim znalazł się brunet chwytając go za przedramię.
- Daj spokój - mruknął próbując go odciągnąć.
- Czemu nie możesz się z nią spotkać? - zapytał ignorując Ryana.
- Co?
- Arleen. Czemu nie możesz się z nią zobaczyć? - zapytał. - Pięć minut. Pięć! - podniósł głos. - Wystarczyłoby zupełnie!
- O co ci chodzi Spike? Coś z nią nie tak? - Nagle Justin poczuł, że ogarnia go panika. Ufał swoim przyjaciołom na tyle, by pozwolić im zajmować się Arleen, kiedy on był zajęty. Wiedział, że powiedzieliby mu gdyby coś się stało i cały czas wymieniał z nią krótkie wiadomości, ale teraz widząc minę Spike'a i Ryana, który usilnie próbował go powstrzymać miał wrażenie, że coś go ominęło.
- Coś z nią nie tak? - zakpił naśladując jego ton. - Robię z siebie zupełnego idiotę, by chociaż przez moment zaczęła się śmiać! - Wyrzucił ręce w powietrze robiąc kolejny krok w przód. Justin wstał z podłogi i sam podszedł bliżej. Ponownie nie dostrzegał spojrzenia Nory, która z otwartymi ustami przysłuchiwała się wszystkiemu. Zastanawiała się czy Justin kiedykolwiek pytał o nią z takim zmartwieniem w głosie.
- Nic nie rozumiem? Mówiliście, że wszystko jest dobrze.
- On nam kazał! - powiedział Spike wskazując na Ryana. - Chciał żebyś myślał, że jest dobrze i skupił się na tym co tu robisz. Ale Arleen jest moją przyjaciółką! Czuję obrzydzenie do siebie, bo nawet nie mogę jej nic powiedzieć kiedy chodzi o taką bzdurę. Nie rozumiem Justin, po co robisz całą tą szopkę? Czemu nie możesz jej powiedzieć?
- Bo Arleen go rozprasza - warknęła nagle Nora. Nie chciała, by Justin czuł się atakowany, więc natychmiast stanęła w jego obronie.
Spike przewrócił oczami.
- Wiesz, że dzisiaj zapytała o nią? - Wskazał w kierunku czarnowłosej. - Ryan oczywiście powiedział jej, że to wcale nie tak i, że wciąż jest najważniejsza. Wiesz co zrobiła Arleen? Zaśmiała się. Ale spędzam z nią tyle czasu, że wiem kiedy naprawdę się uśmiecha, a kiedy tylko udaje żeby nikt z nas się nie martwił.
- Spike, wiem, że to kłopotliwe...
- Nie - potrząsnął głową. - Uwielbiam się z nią spotykać i wolę robić to niż tkwić tu z wami, ale Justin czemu nie potrafisz znaleźć dla niej dziesięciu minut? - zapytał. - Wytłumacz mi to.
Szatyn dotknął czubka swojej głowy.
- Arleen nie jest jedyną osobą, o którą muszę się martwić Spike - mruknął bez entuzjazmu w głosie.
- Cudownie - klasnął w ręce. - Żałuję, że jej tu teraz nie ma i, że tego nie słyszy. Może dałaby sobie w końcu spokój i zgodziłaby się na ten wyjazd.
- Wyjazd?
- Mhm - mruknął. - Jej matka chce zabrać ją ze sobą do Francji. Myśli też o wysłaniu Arleen do jej ojca, ale ona się upiera, że woli tu zostać. To byłby świetny argument żeby ją przekonać, że zostanie tutaj to idiotyczny pomysł.
Justin przełknął ślinę. Nie chciał, by Arleen gdziekolwiek wyjeżdżała, a już tym bardziej, by zniknęła z jego życia całkowicie przez to, że był zbyt zajęty próbą uratowania wszystkiego. Poczuł dłoń Nory na swoim nadgarstku i zerknął na nią pytająco. Uśmiechała się lekko błądząc palcami po jego skórze, a on naprawdę nie rozumiał o co jej chodzi.
- Nieważne - warknął nie słysząc żadnej odpowiedzi ze strony Justina. Westchnął ciężko odwracając się na pięcie. - Jutro jadę do niej z Colinem - dodał i wyszedł zatrzaskując za sobą drzwi z taką siłą, że Nora, aż zatrzęsła się ze strachu.
- Zjebałeś - powiedział jedynie Ryan przyznając poniekąd rację Spike'owi.

*

- Mamo. Mówię ci to dokładnie po raz pięćdziesiąty siódmy, zostaję tutaj. - Estelle zacisnęła wargi słysząc głos swojej córki z drugiego pomieszczenia.
- Liczyłaś?
- Tak - odparła dziewczyna wchodząc do salonu. Niosła w dłoniach talerz z zupą. Ostrożnie stawiała każdy krok próbując niczego nie rozlać, ale gorące naczynie parzyło jej skórę. - Rozmawiałam nawet z ojcem - dodała siadając przy stole. Oblizała wargi przed złapaniem za łyżkę i uniosła brwi spoglądając na zdziwioną minę swojej mamy. Arleen rzadko rozmawiała ze swoim tatą, ale jeśli nie miała po swojej stronie Blade'a musiała próbować innych sposobów.
- I co?
- Powiedział, że mogę tu zostać.
- Słucham? To obrzydliwy kłamca! Obiecywał, że nie zmieni zdania - dodała z irytacją. Ułożyła dłonie na biodrach i odetchnęła głośno. - Dobra Arleen, on powiedział nie, ale ja mówię tak, więc...
- Czemu sobie nie odpuścisz mamo? - zapytała. - Kocham cię, ale nie chcę wyjeżdżać. Ile razy mam ci to jeszcze powiedzieć?
Estelle zamknęła oczy podchodząc do fotela, na którym usiadła. Kiedy była dzieckiem nie myślała o tym, że rodzice chcą dla niej dobrze, więc poniekąd rozumiała Arleen, ale nie potrafiła zostawić jej samej. Nie po wszystkim co się stało.
- Nie. Jesteś moją jedyną córką. Jak to sobie wyobrażasz? Mam cię tu zostawić po tym jak znalazłaś jakiegoś zamordowanego chłopaka? Mam zaufać tym agentom? Spencerowi, który do tej pory nie rozgryzł twojej starej sprawy? Mam wierzyć, że sama będziesz pamiętać o wizytach u psychoterapeuty? - wyliczała z zamkniętymi oczami. - Wszystko co robię jest dla twojego dobra.
- Co jeśli nie wiesz co tak naprawdę jest dla mnie dobre? - zapytała.
- Jestem twoją matką, więc po prostu wiem. - Arleen przewróciła oczami. - Cieszę się, że w końcu zaczęłaś lepiej sypiać i jeść, więc nie pozwolę żeby...
- Żeby co? Uwierz mi, gdyby nie Spike od razu spakowałabym się i byłabym jeszcze przed tobą na lotnisku, ale nie teraz. Myślisz, że to wszystko twoja zasługa? - zapytała odkładając łyżeczkę. - Albo tej kretynki, do której muszę chodzić i, która jest przekonana, że wie wszystko najlepiej? Nie. To nie tak mamo. Kocham cię, naprawdę, ale nie będę robić tego co każą mi inni.
Nolette zatrzepotała rzęsami obserwując jak spokojnie Arleen znosi to wszystko. Może Spike miał na nią dobry wpływ, ale to nie zmieniało tego, że nie chciała jej zostawiać samej. Już raz popełniła ten błąd i nie chciała, by znowu doszło do jakiejś tragedii.
- Dobra, powiedzmy, że zostajesz i za co będziesz płacić rachunki? Ja już nie będę ci wysyłać pieniędzy.
- Czy to szantaż? - zapytała uśmiechając się kpiąco. - Sądzisz, że powiesz mi, że nie dostanę już od ciebie gotówki, więc polecę z tobą do tej dziury? Zapomnij. Dostanę odszkodowanie za mieszkanie w kamienicy - powiedziała. - Nie pamiętasz? Sama to załatwiłaś.
- Arleen...
- To krzywdzące, wiesz mamo? Myślisz o mnie tak płytko. - Powiedziała potrząsając głową. Złapała za pusty talerz i odsunęła krzesło wstając. - Nigdzie z tobą nie jadę. Poradzę sobie - dodała z uśmiechem. - Zawsze daję sobie radę.
Nolette odwróciła głowę w jej stronę.
- Nie Arleen. Nie ma mowy, jedziesz ze mną.

*

Justin nerwowo stukał stopą o podłogę wpatrując się w ekran swojego telefonu. Od dwóch dni nie dostał żadnej wiadomości od Arleen. Nie pytała go o nic, ani nie próbowała dzwonić. Jakby zupełnie przestało jej zależeć na utrzymaniu z nim kontaktu.
- Kto był wczoraj u Arleen? - zapytał nagle.
- Thomas i Spike - odparł Colin dmuchając w swój kubek z kawą. Sięgnął do popielniczki łapiąc pomiędzy palce papierosa. - A co?
- Nie odzywa się do mnie drugi dzień. Coś się stało?
Colin uśmiechnął się złośliwie.
- Arleen? Oh, widzę, że posłuchała mojej złotej rady - powiedział. Justin spojrzał na niego marszcząc swoje grube brwi, a Colin zaciągnął się dymem.
- Co to ma niby znaczyć?!
- No wiesz, po prostu jest obrażona. Popatrz na to z tej strony Justin. Każdego dnia próbowała się z tobą skontaktować, próbowała pytać o to co robisz, czy dobrze się czujesz, a ty ją tylko ignorowałeś. Dlatego powiedziałem jej, że Nora ciągle tu siedzi i dlatego nie masz czasu.
Justin wyprostował się i zacisnął zęby. Nie wiedział ile razy już czuł nienawiść do blondyna, ale ponownie ogarnęło go to uczucie. Colin strzepnął popiół i przeciągnął się leniwie.
- Co?
- Spike mówił, że mam przestać, ale spójrzmy prawdzie w oczy Justin. Żaden z nas nie ma ochoty na niańczenie twojej pseduo-byłej-eks-dziewczyny, a ja już kompletnie i myślę, że powiedzenie jej tego wprowadziło coś nowego do jej życia.
- Nie zrobiłeś tego.
- Zrobiłem. - Uśmiechnął się. - Nie powiem, widok łez w jej oczach zawsze mnie rozczula, ale nie możesz mieć dwóch dziewczyn na raz Justin. To krzywdzące dla jednej i drugiej.
Szatyn zamknął oczy biorąc głęboki wdech i próbując się uspokoić. Nie miał prawa być zły, bo postępował źle i był tego świadomy. Ale czy Colin nie przekroczył wszystkich możliwych granic? Oczywiście, że to zrobił. Zawsze taki był.
- Nie przyszło ci do łba, że to wszystko dla niej?! - podniósł ton głosu.
- No tak, ale zupełnie zapomniałem jej o tym powiedzieć. Ah, wybacz. Następnym razem! Obiecuję! A teraz zabieram się do roboty - dodał. - Wykończenia są najgorsze, ale dam z siebie wszystko.
Zgarnął swój kubek ze stołu i zgasił niedopałek papierosa wciąż się uśmiechając. Wyglądał tak jakby wygrał los na loterii. Zupełnie tak jakby skłócenie Arleen i Justina było jego życiową misją.
- Czy ktoś wie gdzie jest Nora? - zapytał Ryan wchodząc do pokoju. - Miała mi pomóc w sypialni, ale nie umiem jej znaleźć.
- Wow, w sypialni? Justin pozwalasz na takie zachowania? Ja bym się czuł zdradzony.
- Zamknij mordę - warknął Ryan, a blondyn zasalutował i wyszedł, a jego śmiech jeszcze długo dudnił w uszach Justina.

*

Arleen patrzyła na otwartą walizkę zastanawiając się czy to na pewno wszystko co trzeba zabrać. Błądziła spojrzeniem po równo ułożonych koszulkach, spodniach złożonych w kostkę i rozrzuconej bieliźnie, której nie chciała oglądać. Wplatając palce we włosy zerknęła na listę i przygryzła końcówkę ołówka. Prawie wszystkie pozycje były odhaczone, więc nie pozostawało jej dużo rzeczy do zrobienia. Przeciągnęła się leniwie rozprostowując kości, kiedy usłyszała dzwonek do drzwi. Jej spojrzenie natychmiast powiodło w kierunku zegarka, który wskazywał dwunastą dwadzieścia jeden. Było już za późno na listonosza i zbyt wcześnie na powrót jej mamy, która miała się pojawić dopiero następnego dnia. Załatwiała ostatnie rzeczy przed wyjazdem i musiała skoczyć do sąsiedniego miasta.
Arleen zmrużyła oczy przechodząc przez przedpokój, do którego wpadały promienie słońca domyślając się, że za drzwiami może stać jedna z koleżanek Nolette, która chciała się pożegnać. Przekręciła zamek i otworzyła drzwi, a kiedy to zrobiła zupełnie zaskoczona cofnęła się o pół kroku robiąc ogromne oczy.
- C-co ty tutaj robisz? - zapytała patrząc na Norę. Dziewczyna wzruszyła ramionami i zsunęła z nadgarstka gumkę związując włosy w kucyka.
- Byłam w okolicy i pomyślałam, że cię odwiedzę?
Szatynka przechyliła na bok głowę otwierając usta ze zdziwienia. Czuła się dziwacznie. Od kiedy niby Nora wpadała w odwiedziny? Od kiedy chciała z nią normalnie rozmawiać? Arleen nie potrafiła powstrzymać dziwnego uczucia, które ją ogarnęło, kiedy zupełnie wyluzowana Nora oparła się o framugę drzwi z małym, niewinnym uśmiechem.
- Skąd wiesz gdzie mieszkam?
- Spike mi powiedział - odparła po chwili zastanowienia. - Wtedy kiedy zaczęli do ciebie przyjeżdżać chciałam się zabrać, ale Colin stwierdził, że to nie jest dobry pomysł. No wiesz, jest przekonany, że cię nienawidzę i takie tam. - Machnęła niedbale ręką śmiejąc się krótko, wręcz dziwacznie. - W każdym razie... byłam w okolicy i zastanawiałam się czy nie chcesz się przejść?
- Co?
- No nie bądź taka! O, nawet masz już założone buty! Idziemy! - zawołała chwytając ją trochę za mocno za rękę.
- Co? - powtórzyła po raz kolejny Arleen nie rozumiejąc co się dzieje. Nora wyglądała na nakręconą, ale wciąż miała tą spokojną, dziwaczną aurę wokół siebie. Szatynka niepewnie zerknęła na trampki na swoich stopach, które wcześniej znalazła w szafie i zastanawiając się czy są jeszcze dobre postanowiła je przymierzyć.
- Mam niespodziankę! Spodoba ci się - dodała i pociągnęła ją w swoją stronę. - Justin też tam będzie! - dodała tak jakby to miało zachęcić Arleen do współpracy. A ta myśląc o tym, że w końcu się z nim zobaczy przystała na propozycję czarnowłosej i zamknęła drzwi na zamek nie sądząc, że Nora może mieć w sobie coś mrocznego i nieprzewidywalnego.

* * *





proszę podpisujcie się  komentarzach! :) 
#DIABELSKADUSZA 
 

[*] Wy wszyscy zanudzeni po przeczytaniu tego rozdziału [*]

PS Napisałam już dwudziesty szósty rozdział, więc nie będziecie na niego czekać tak długo. Woohoo! Może dodam go za dwa tygodnie? I tbh wydaje mi się, że będziecie z niego zadowoleni, bo jest milion razy lepszy od tego przejściowego. Kocham!

13 komentarzy:

  1. Też kocham ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Kocham kocham kocham <3 coś czuję, że Arleen niezbyt dobrze zrobiła idąc z Norą, nie mogę się doczekać następnego!

    OdpowiedzUsuń
  3. O ja pierdziele co ona znowu chce odwalić? Boję się kolejnego rozdziału, bo coś czuję, że stanie się coś strasznego.

    OdpowiedzUsuń
  4. Mam wrażenie, że Nora zrobi jej coś złego😑

    OdpowiedzUsuń
  5. ��������

    OdpowiedzUsuń
  6. Najlepsze ��

    OdpowiedzUsuń
  7. Wohoooo!!! Jesteś świetna kocham kocham bardzo. wczesniejsze twoje tlumaczenie tez czytalam szkoda ze tamte skonczylas, ale prosze ten skincz do konca. Uzaleznilam sie od tego nie moge spac caly czas czytam i mysle jak sie to dalej potoczy. Kocham Arleen i Juatina❤❤❤��������������������������.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ona to pisze a nie tlumaczy

      Usuń
  8. Coś czuję,że Nora zaprowadzi Arleen do Jetta,ale mam nadzieje,że się mylę.Do następnego!xo

    OdpowiedzUsuń
  9. Oby kolejny byl jak najszybciej ♥
    Juz nie moge sie doczekać

    OdpowiedzUsuń
  10. Maaatko dawaj go tu dziewczyno ajsbakwih jedno z najlepszych i moich ulubionych ff boże

    OdpowiedzUsuń