czwartek, 22 września 2016

Alternatywne zakończenie

UWAGA! To jest ALTERNATYWNE zakończenie, więc NIE jest częścią Diabelskiej Duszy i w MOIM świecie wszystko potoczyło się tak jak w epilogu i na tym się zakończyło. Nie wiem w ogóle czemu ktokolwiek myśli, że Arleen i Justin po tym wszystkim razem to dobry pomysł. On ją okłamywał??? Wykorzystywał??? Był fałszywy af od początku i nie wyobrażam sobie być wiązać mojej ulubionej postaci (z tych, które stworzyłam) z kimś takim. Arleen zasługuje na coś lepszego.
Mimo wszystko ta wersja jak i poprzednia były pisane w tym samym dniu, ale zdecydowałam się na tą, która prawdopodobnie was dobiła. Już wtedy pisałam ją bardziej pod Was niż pod siebie. I tak o to pomyślałam, że mogę ją dodać i ewentualnie złamać wasze serca jeszcze bardziej.
Przysięgam, że będę się modlić o to żeby karma skopała wam dupska jeśli mnie wyzywacie za to jak zakończyłam SWOJE ff. A teraz to drugie, alternatywne zakończenie, które jest jakby dokończeniem epilogu.
Enjoy.

*

CZTERY LATA PÓŹNIEJ

Justin odstawił karton po pomarańczowym soku na blacie i otarł wierzchem dłoni usta. Przelotnie zerknął na zegarek sprawdzając ile czasu mu zostało przed wyjściem do pracy. To był cud, że po odsiadce udało mu się znaleźć jakieś zajęcie. Nie zarabiał kokosów i naprawdę musiał dokładnie myśleć o tym na co wydaje pieniądze, by przypadkiem nie okazało się, że pod koniec miesiąca nie ma nic do jedzenia. Pracował na pobliskiej stacji benzynowej. Nie był to szczyt jego marzeń, ale po tym jak wyszedł z więzienia tylko tam ktoś chciał go zatrudnić. Nie potrafił ukryć swojej przeszłości. Miał łatkę kryminalisty i musiał z nią żyć do końca swoich dni. Zupełnie jak Arleen ze swoją blizną.
Westchnął głośno. Nie lubił o niej myśleć, bo za każdym razem było to jak rozdrapywanie starych ran. Nie potrafił zapomnieć. Nie umiał sobie wybaczyć tego, że był takim potworem. Z trudem zerkał w swoje odbicie, kiedy mijał lustra i za każdym razem miał ochotę rozwalić je w drobny mak. Zawsze wyglądał na zmęczonego, duże ciemne cienie pod oczami tylko podkreślały to jak mizerne życie prowadził. Starał się wszystko naprawić, poukładać, ale nikt nie chciał go znać. Nora unikała go jak ognia i wpadała raz w miesiącu z wizytą sprawdzić czy Justin jeszcze żyje. Colin przestał go odwiedzać po tamtym dniu, kiedy przyprowadził ze sobą Arleen. A Justin był sam. To przez samotność do głowy przychodziło mu tyle pytań bez odpowiedzi, to przez to, że skończył jako wyrzutek społeczeństwa nie potrafił się kompletnie odnaleźć.
Miał ochotę położyć się z bezsilności i nigdy nie wstać. Stracił jakąkolwiek wiarę w to, że jego życie się zmieni. Nie było w nim najmniejszej nadziei na to, że kiedykolwiek jeszcze będzie w stanie wziąć pełny, głęboki oddech. To on skazał się na to piekło. Każdy jego problem powstał z własnej winy. I nienawidził siebie za to kim był, kim jest i kim się stanie, bo wszystkie te błędy, które popełnił uciskały jego poranione serce. Nie potrafił sobie wybaczyć i nie liczył, że ktokolwiek kiedyś to zrobi. Teraz tęsknił nawet za swoją mamą. Ale to jak bardzo brakowało mu Arleen było porąbane. Nawet nie zdawał sobie sprawy z tego jak był do niej przywiązany. Dokładnie pamiętał ile łyżeczek cukru wsypywała do herbaty, w jaki sposób układała palce na brzegach książek. Umiał z dokładnością opisać sposób jej poruszania i zapach.
Chłopak wziął klucze z kredensu i zarzucił na ramię plecak. Dochodziła dwudziesta trzydzieści, więc zostało mu pół godziny na dotarcie na miejsce. Przeszedł przez wąski przedpokój wypełniony wspomnieniami z przeszłości i nie patrząc w lustro na przedpokoju wsunął stopy do butów. Zawiązał mocno sznurówki, dźwignął się i wyciągnął papierosa z pudełeczka, które niedbale umieścił z powrotem w bocznej kieszeni plecaka. Wsunął go między wargi i szarpnął za klamkę wychodząc na klatkę schodową. Zamknął za sobą drzwi i wsunął klucz do zamka. Przekręcił go dokładnie dwa razy, a potem po omacku zaczął sprawdzać swoje spodnie w poszukiwaniu zapalniczki.
- W lewej.
Instynktownie wsunął dłoń do wskazanej kieszeni. Poczuł między palcami mały przedmiot, a wtedy nagle zupełnie zamarł. Zatrzepotał rzęsami czując, że jego serce zabiło trochę mocniej. Bo znał ten głos, ale dlaczego słyszał go właśnie tutaj? W półmroku panującym na klatce schodowej? Niepewnie odwrócił głowę zerkając na czarnowłosą dziewczynę, która ze skrzyżowanymi rękoma na piersi patrzyła na niego z tym dziwnym strachem. Odkąd wyszedł z więzienia trzymała go na taki dystans jakby martwiła się o to, że szatyn ją zabije.
- Co ty tu robisz? - zapytał marszcząc brwi jeszcze bardziej.
- Czemu zawsze zadajesz to pytanie?
Przechylił na bok głowę patrząc na Norę, która przecież wcale nie poruszała ustami i głos, który słyszał wcale do niej nie należał. Niepewnie obejrzał się w drugą stronę, a jego papieros wraz z kluczami wylądował na podłodze z głośnym brzdękiem.
- Potrzebna mi twoja pomoc Justin - powiedziała tak zwyczajnie jakby nie minęły cztery lata. - Nicholas i ja mamy ogromny problem.
Nie potrafił zrozumieć czemu czuł gorąco rozlewające się w jego środku, ani czemu drżały mu usta, ale Arleen opierała się o barierkę ubrana w poprzecieraną, trochę zniszczoną kurtkę przeciwdeszczową. Miała brudne policzki, ale jej oczy znowu były pełne życia i raziły swoją zielenią. Trzymała w dłoniach czapkę z daszkiem i uśmiechała się do niego tak jakby dzięki upływu czasu zdążyła mu częściowo wybaczyć. I może nie powinien, ale poczuł, że dostał szansę od losu i zamierzał ją wykorzystać. Kto wie dokąd tym razem zaprowadzi go Pieguska i jak bardzo życie go jeszcze zaskoczy.



1 komentarz:

  1. Czyli że co? To koniec już taki prawdziwy?/zk

    OdpowiedzUsuń